Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 3 grudnia 2017

Aaaawokado pod oczy kupię! Martina Gebhardt Eye Care Fluid

Podobno liczy się pierwsze wrażenie. Stąd te nasze garsonki na rozmowach kwalifikacyjnych, stonowane makijaże, starannie modulowany głos, zapięte guziki podczas wizyty u teściowej. Żeby nikt nie wiedział, co za diabeł tkwi w środku. Tylko prędzej czy później wylezie szydło z worka. Zwykle w najmniej oczekiwanym momencie.

Te początkowe odczucia często bywają bardzo mylące. Dlatego jestem zdecydowanie przeciwna wyrokowaniu po pierwszym maźnięciu podkładu, czy szminki. I oceniania całej marki przez pryzmat pierwszego zastosowanego kosmetyku. Gdybym chciała wypowiedzieć się o marce Martina Gebhardt po zużyciu pierwszego słoiczka kremu, to musiałabym napisać podniosły hymn. Tymczasem drugie podejście nie okazało się już tak satysfakcjonujące...

Pierwsze spotkanie z Martiną Gebhardt zaliczyłam za sprawą kremu pod oczy z awokado, który okazał się naprawdę znakomity - tłuściutki, ale nie ciężki jak maść, cudownie zagęszczający, wygładzający, utrzymujący prawidłowy poziom wilgoci skóry... A do tego wszystkiego dobry pod makijaż. Ideał, prawda? Miałam jednak wizję, że na lato będę potrzebowała czegoś lżejszego - i tu Martina wyszła mi na przeciw z nowym fluidem z zielonej linii awokado. Cóż.

Schody zaczęły się już przy opakowaniu. Zasadniczo nie powinnam się czepiać, przecież mam swoją ukochaną pompkę. Wszystko świetnie, tylko wypluła mi krem trzy razy i się zepsuła. Dzięki.

O ile klasyczny krem z awokado był wzorcowym kremem na tłustej bazie, tak fluid ma lekką konsystencję wodnistego mleczka na lekko tłustawej bazie. I tu zapaliła mi się lampka ostrzegawcza - piórkowe formuły i moja skóra pod oczami? Nie ma mowy.  Fluid należy do tego rodzaju kremów, przy których można wsmarować całe opakowanie pod jedno oko. I nawet korektor się nie zroluje.

Skóra go pije hektolitrami. Co z tego wynika? Niestety zupełnie nic. Fluid błyskawicznie się wchłania i tyle, skóra przez pięć minut sprawia wrażenie minimalnie gładszej w dotyku. Na szczęście nie powoduje wysuszania, ani podrażnień. Wiecie co jest najgorsze? To, że jeszcze nigdy nie widziałam tak drastycznej różnicy po przerzuceniu się z jednego kremu pod oczy na inny - po skończeniu Martiny skóra wręcz odżyła!

Awokado pod oczy? Tak, ale konkretnie. Nie jestem nawet pewna, czy ten fluid sprawdziłby się u nastolatki, ba, chyba nie dałby rady u niemowlaka...

Skład: Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Theobroma Cacao Seed Butter, Oenothera Biennis Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Cetearyl Alcohol, Rosa Damascena Flower Water, Sambucus Nigra Root Extract, Magnolia Officinalis Bark Extract, Camellia Sinesis Leaf Extract, Cetyl Alcohol, Vitamin E, Spagyrische Essenz von Butyrospermum Parkii Butter Extract, Gold, Silver, Sulfur.

Cena: ok. 80 zł/30 ml
Ocena: 1,5/5

8 komentarzy:

  1. Nie znam tej marki i chyba jednak nie poznam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i znów wymyśliła... :P

    OdpowiedzUsuń
  3. a skład wygląda tak ciekawie, ech

    OdpowiedzUsuń
  4. A rany, a cena jeszcze na dodatek jest konkretna. Też nie lubię takich bardzo lekkich, nicnierobiących smarowideł. Ale za to zaciekawiłaś mnie poprzednikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szkoda, że tak słabo, po składzie można by się spodziewać cudów

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że się nie sprawdził... i to za tą cenę ;)
    Z chęcią dołączam do obserwatorów :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...