Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

poniedziałek, 13 listopada 2017

Zjeść ciastko i mieć ciastko. Schmidt's Natural Deodorant Rose+Vanilla

Na fali popularności naturalnej pielęgnacji zaczęłyśmy się nacierać ziołowymi naparami i olejami właściwie od stóp do głów. Szampony napakowane ekstraktami, cudowne sera na bazie olejów, balsamy do ciała na bazie z naturalnych maseł. Wszystko pięknie do momentu aż doszło do pach.  Kryształy? Wszystko świetnie, tylko ałun to także sól aluminium, czyli metalu, od którego tak bardzo się odżegnujemy.  Sód i olej kokosowy, alleluja! Naturalnie? Tak. Bez związków aluminium? Tak! Bezpiecznie? Wygodnie? Przyjemnie? Cóż...

Standardowo zacznę od omówienia opakowania. Dezodoranty Schmidt's dostępne są w dwóch wariantach: sztyftu i kremu w słoiczku. Obie wersje przerobiłam (słoiczek bergamotka i limonka), dużo bardziej wygodna w używaniu jest opcja sztyftu, który przykładamy i po chwili przesuwamy po skórze. Ze słoiczka trzeba produkt wygrzebać i rozsmarować - przy sztyfcie nie trzeba sobie brudzić rąk.

Konsystencja? Dwa słowa: olej kokosowy. Myślę, że spora część z nas już wie, że pod wpływem ciepła olej się roztapia, w temperaturze pokojowej jest zwykle stałą masą. Podobnie ze Schmidtsami - im wyższe temperatury, tym konsystencja jest bardziej masełkowata.

Zanim przejdę do opisu skuteczności i tego, co mnie boli, skupię się na zapachach. Podobał mi się cytusowy Bergamot+Lime, ale różano-waniliowy skradł moje serce. Tak, coś jest z tą różą i starością. Niestety, spod tych głównych nut po około dwóch - trzech godzinach zaczyna przebijać zapach sody. Niespecjalnie przyjemny, choć i tak milszy dla nosa niż to, co czasem czuć latem w komunikacji miejskiej.

Jak ze skutecznością? Kupowałam te produkty z pełną świadomością tego, że to dezodoranty, a nie antyperspiranty, więc ich podstawowym zadaniem jest maskowanie nieprzyjemnego zapachu, nie zaś ograniczenie pocenia. Dlatego ich działanie antyperspiracyjne oceniam jako atut, choć długość ochrony przed mokrymi kulkami na ubraniu nie powala - to około 3 godziny.

Nie jest źle, prawda? To teraz czas na gwóźdź programu, a właściwie gwóźdź i młotek, którym dobiję trumnę. Dezodoranty Schmidt's bardzo brudzą ubrania. Jeszcze zrozumiałabym, że pojawiają się białe mazy na czerni, ale żółtych plam na białych bluzkach nie wybaczę. Od lat nie miałam z tym problemu, a tu koszmar powrócił. Jeżeli nosisz bardzo luźne ubrania, to pewnie nie będzie to dla Ciebie wada, ja nie jestem wielbicielką dużych ilości materiału majtających się wokół mnie.

Jednak poniszczone bluzki to pikuś przy ostatniej wadzie. Podrażnieniu po 2-3 tygodniach stosowania. Wielkie, czerwone placki pod pachami. Ogniście czerwone, wstyd wyjść do ludzi w bluzce bez rękawów. To w wersji light (moja mama i ciocia). W wersji hard (ja) do tej kolorowej atrakcji dochodziło pieczenie i łuszczenie skóry (robiła mi się taka skorupa). I to wcale nie było po depilacji.

Niestety, nie potrafię zrozumieć fenomenu Schmidt'sa. Może jego popularność polega na tym, że jest najbardziej dostępnym naturalnym dezodorantem? Może zachwycone nim dziewczyny używają go raz w tygodniu, jak blokera? Może noszą wyłącznie luźne bluzy z długimi rękawami? Ja mówię nie. Jeżeli znacie inne, naturalne dezodoranty, to chętnie poczytam.

Skład: Maranta arundinacea (arrowroot) powder, Cocos Nucifera (cocounut) Oil, Euphorbia Cerifera (candelila) Wax, Butyrospermum Parkii (shea butter), Soidum bicarbonate (baking soda), Caprylic/Capric Triglyceride (fractionated coconut oil), Simmondsia Chinesis (jojoba) Seed Oil, Tocopherol (vitamin E, sunflower derived), Natural Fragrance.

Cena: 35-50 zł/92 g
Ocena: 2/5

16 komentarzy:

  1. Nie kusil i nie kusi, no i pod pachna lubie tulko swieze aromaty

    OdpowiedzUsuń
  2. a chciałam go kupić :/ no cóż, daruję sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam, chyba że testowo mały słoik.

      Usuń
  3. Och, zapowiadało się tak pięknie, po czym nagle napisałaś o tym podrażnieniu. Straszne! Zdaje się że w tym wypadku nie ma ciastka wcale bo ktoś ukradł :(

    OdpowiedzUsuń
  4. To podrażnienie, to właśnie soda. Sama robiłam sobie dezodoranty z tym składnikiem i mnie nic nie podrażniało, ale ona ma zasadowe pH - około 8,3 (w końcu używa się jej też do jego podwyższania w kosmetykach). Skóra ma pH 5,5 (mniej więcej), a kosmetyki dla niej obojętne mają zwykle pH między 4-7. To był pierwszy z powodów, dla których sama przestałam robić takie dezodoranty. A drugi też jest związany z tym, o czym piszesz, czyli z brudzeniem ubrań. Już myślałam, że Schmidt's jakimś cudem stworzył dezodorant z sodą, który chociaż nie brudzi i że może ja nie potrafię takiego zrobić. Niestety nie ma zbyt ciekawych opcji póki co, jeśli chodzi o naturalne dezodoranty. Jest jeszcze zestaw do zrobienia dezodorantu w kremie na ZSK. Jak wpiszesz u nich w wyszukiwarce "delikatny dezodorant", albo "DEO ZR", to powinien Ci gdzieś tam wyskoczyć. Niestety sama jeszcze go nie używałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyśliłam się, że to soda, ale nie wpadłam, żeby sprawdzić ph. Dzięki za wartościowe informacje :).
      Zerknę na ZSK, chociaż zdecydowanie bardziej wolę gotowce, nie będzie mi się chciało babrać :).

      Usuń
    2. W sumie to w dezodorantach naturalnych z sodą, już sama jej obecność sprawia, że praktycznie na 100% będzie to zbyt wysokie pH. Nie ma nic innego, co by je tam obniżało. W sumie, to mi też się jakoś nie chce babrać w dezodoranty. Może kiedyś się skuszę na ten z ZSK, ale na razie wolę robić sobie rzeczy do twarzy :P

      Usuń
    3. Długo się zastanawiałam nad zakupami z tej marki, ale potem trafiłam na kilka wpisów, które właśnie wspominały o różnym stopniu odparzeń. W końcu zawartość sody robi swoje, ale nie sądziłam że w takim wydaniu :/
      Brudzenie ubrań jest kolejnym powodem na nie i tak jak wspominasz, nie sposób się z tym pogodzić.
      Sama wróciłam do tradycyjnych antyperspirantów i wybiłam sobie z głowy eksperymenty, aczkolwiek długo za mną chodziła oferta Aurelia Probiotic Skincare. Jednak długie wpatrywanie się w skład oraz forma słoiczka studziły mój entuzjazm.

      Usuń
  5. a widzisz, a u mnie na liście do kupienia od dawna, chyba w takim razie podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. brrr, będę trzymać się z daleka

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie wiele blogowych hitów nie działa, więc tutaj też się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaa... Bo też sobie wymyśliłaś !

    OdpowiedzUsuń
  9. O ja cię, a kto to wrócił do blogowania! Dopiero się zorientowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam wpis i komentarz Daily Life Pleasures i (zgapiając od Ciebie) dwa słowa: nie chcę.

    :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...