Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 5 listopada 2017

Łatwo przyszło, gorzej poszło. Zużycia września i października

Nikt mi nigdy nie mówił, że z wiekiem czas zaczyna tak biec, że ledwo zaczynamy rok, a już za chwilę go kończymy. Nie wiem, kiedy uciekł mi początek jesieni, a przecież zaraz spadnie śnieg (oby nie, nie wymieniłam jeszcze fleków). Dopiero wysypujące się z torby puste opakowania i konieczność sprawienia im nowego lokum sprawiły, że trochę się otrząsnęłam. Wobec tego najwyższy czas na denko!




Było: Eco Cosmetics Moisturizing Shampoo (Szampon pielęgnacyjny z liściem oliwnym i malwą) - chyba nie przesadzę pisząc, że to szampon tego roku. Przynajmniej jeśli chodzi o ilość zużytych przeze mnie tubek. Znakomicie sprawdzał się przy mojej skórze głowy, nie powodował swędzenia i przedwczesnych opadów śniegu. Bardzo dobrze oczyszczał, a jednocześnie wykazywał działanie nawilżające. Wersja regenerująca nie przypadła mi do gustu tak jak ta.

Jest: Zatik Wildcherry&Jasmine Shampoo - bardzo pozytywne zaskoczenie, zarówno dla skóry głowy, jak i włosów.



Było: Desert Essence Island Mango Conditioner - po całkiem udanej przygodzie z wariantem kokosowym, dałam szansę wersji z mango. Kosmetyki Desert Essence przepięknie pachną, tak prawdziwie, i choćby z tego powodu można by im dać szansę. Niestety, tym razem nos nie wygrał ze zdrowym rozsądkiem i potrzebami moich włosów. A te po prostu nie polubiły tej odżywki. Usztywniała je i przez to miałam wrażenie, że czegoś im brak.

Biovax Intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych - chyba najlepsza z masek Biovaxu, ale nadal nie jest to produkt, który mógłby dostać ode mnie wysoką notę. Przeciętna Niezależnie od czasu, który spędza na moich włosach, nadaje delikatny połysk, zmiękcza i nawilża. Wszystko w stopniu lekkim. Zawodniczka wagi piórkowej. Niewarta zachodu.

Jest: Organic Surge Moisture Boost Conditioner - chyba najbardziej podoba mi się w niej kolor tuby :).


Było: Bioderma Sensibio H20 (Płyn micelarny) - po czterech latach mogłabym właściwie przepisać swoją recenzję. Tylko kłopot w tym, że twarz genialnie oczyszcza np. sporo tańszy płyn Sylveco. Pół litrowa butelka pozwoliła mi się ostatecznie upewnić, że to nie jest najlepszy płyn micelarny. Przynajmniej dla mnie.

Jest: SVR Physiopure Płyn micelarny 



Było: Czarszka Ultradelikatny balsam do mycia twarzy - przekonałam się do tego, że nie powinnam bać się kosmetyków oczyszczających na bazie olejów i maseł, bo po oswojeniu nie gryzą, co więcej, fantastycznie sprawdzają się do demakijażu.

Jest: Beaute Marrakech Natural Two-Phase Make-up Remover Rose - dowód na to, że często w prostocie siła. Świetny płyn dwufazowy o doskonałej skuteczności.


Było: Evree Black Rose Detoksykująca czarna maska do twarzy - trochę poszalałam z maseczkami, ale nakupowałam i naotwierałam ich jak jakaś durna. Maskę Evree nabyłam tuż po premierze na drogeryjnych półkach. Diabeł mnie podkusił. Jakieś atuty? Różany zapach (taaak, na starość zaczyna mi się podobać róża) i to, że nie zastyga na nieprzyjemną skorupę. Minusy? Przedziwna konsystencja stopionej smoły i taki sam kolor. Podczas zmywania brudzi wszystko, szorowanie umywalki w gratisie. Czy działanie wynagradza niedogodności? Nie. Maska nie oczyszcza zbyt dobrze, a do tego szczypie.

Lass Naturals Glow Pack Facial Theraphy - kolejna maseczka na bazie glinki, tym razem ta z jasnej strony mocy, zarówno jeśli chodzi o kolor, jak i o działanie. Zacznę jednak od zapachu, który dla mnie jest kwintesencją sklepu indyjskiego (drzewo sandałowe) i bardzo uprzyjemnia kwadrans z maską. A czas z nią był owocny dla skóry. Po zmyciu twarz była oczyszczona i taka ukojona. Wydawała się pobudzona i wypoczęta. Jakbym spała dwie godziny dłużej.

Peter Thomas Roth Pumpkin Enzyme Mask - dwuetapowe złuszczanie: mechaniczny peeling (korund) i enzymy z dyni. Maska uchodzi za dość mocną i skoncentrowaną i faktycznie taka jest. Nie polecałabym do cer wrażliwych, delikatnych i naczynkowych - nie tylko z uwagi, że trzeba sobie przetrzeć skórę korundem, ale przede wszystkim z tego powodu, że maska przez pierwsze dwie minuty rozgrzewa i pali. I to konkretnie. Po zmyciu twarz jest doskonale oczyszczona, nos jest gładki, pory zwężone, a jednocześnie nie ma uczucia ściągnięcia. Kupiłam ją na wyprzedaży, za 60 zł i w tej cenie prawdopodobnie zdecydowałabym się jeszcze raz. Ale 400 zł nigdy bym  za nią ni zapłaciła.

Jest: L'oreal Maska z glinką Oczyszczająca.


Było: Uriage Woda termalna - z wodami termalnymi zaprzyjaźniłam się kilka lat temu, by po jakimś czasie o nich zapomnieć. Zdążyłam już zapomnieć, jak przyjemnie odświeżają, łagodzą i ułatwiają aplikację kremów i olejków.

Jest:  To samo, tylko większe 



Było: Caudalie Polyphenol C Overnight Detox Oil - bardzo drogi olej Kujawski o "zielonym" zapachu. Poza natłuszczeniem i delikatnym zmiękczeniem skóry nie widziałam efektów.

Organic Surge Radiance Recovery Night Cream - w temacie kremów na noc jestem nowicjuszką, bo prawie całe kosmetyczne życie smarowałam się jednym, niezależnie od pory. Ten ujął mnie tym, że skóra po obudzeniu faktycznie wygląda świeżo i promiennie. Początkowo działanie to przypisywałam serum rozświetlającemu Iossi, ale po jego odstawieniu twarz o poranku nadal wydawała się wypoczęta. Jest dość lekki, nie spowodował u mnie żadnych dodatkowych atrakcji.

Jest: The Ordinary Niacinamide 10%+ Zinc 1% Serum z witaminą B3 i cynkiem



Było: Yves Rocher Coconut Sensual Bath&Shower Gel, Yves Rocher Pear&Cocoa Bath&Shower Gel - lubię żele Yves Rocher, ich zapachy są przecudowne. Działanie na skórę trochę mniej, bo w okresie grzewczym zaczynają wysuszać.

The Body Shop Cocoa Butter Shower Cream - żele z TBS to także kosmetyki, do których wracam z uwagi na zapachy. Z tym nie trafiłam, nawet nie potrafię go opisać. 

Jest: Yves Rocher Vanille Bourbon Sensual Bath&Shower Gel



Było: Uriage Power3 Deodorant - testowałam Vichy, Biodermę i SVR - po jakimś czasie coś się psuło (poza SVR, ten był koszmarny od początku). Byłam nieufna wobec Uriage, ale na razie, odpukać, sprawdza się doskonale. Pachnie świeżością, zapach nie zmienia się na skórze. I, najważniejsze, cieszę się suchymi pachami przez cały dzień.

Jest: To samo



Było: Be Organic Masło do ciała Szałwia&Miłorząb japoński - dobrze, że jakieś mądre głowy wymyśliły promocje. Gdybym kupiła ten produkt w pełnej cenie (a nie za połowę wymaganej kwoty), byłabym bardziej nieszczęśliwa. Masło jest wymagające w aplikacji, koszmarnie się maże. Rozcieranie białych smug jest dość czasochłonne i nużące. Pozostawia na skórze delikatnie tłusty film, który wchłania się godzinami. Nadaje się do stosowania na odparzoną i podrażnioną skórę, ma działanie łagodzące. Nawilża dość nieznacznie. Zapach z gatunku zielonych, trawiastych, nie przeszkadza.

Jest: Yves Rocher Coconut Sensual Silky Body Balm


Było: Bourjois Volume 1 Seconde Mascara - dość spontaniczny zakup, z uwagi na sporą przecenę tego tuszu w Rossmannie. Zaskakująco udany. Początkowo nie byłam przekonana do szczoteczki przypominającej tłustą stonogę, ale okazało się, że silikonowy robal dobrze rozczesuje rzęsy, zadowalająco je pogrubiając i odrobinę wydłużając.

Jest: Max Factor Clump Defy Extensions Mascara - kolejny zakup z CND. Na razie wydaje się udany.



Było: Bell Aqua Secretale Waterproof Top Coat Mascara - znalezienie wodoodpornego tuszu, który spełnia wszystkie wymagania jest często utrudnione. Dzięki temu top coatowi mogę kupić dowolną maskarę i nie martwić się, że coś spłynie.

Jest: Właściwie to samo



Było: Blend it! Gąbka do makijażu - drodzy wydawcy czasopism, dorzucajcie dodatki kosmetyczne do wydawanych tytułów. Gdyby nie gratis do Glamour, prawdopodobnie upłynęłoby sporo czasu zanim sięgnęłabym po tę gąbkę. A jest świetna! Mięciutka, uwielbiałam nakładać nią podkład, bardzo ładnie wprowadzała go w skórę, nie wypijając zbyt dużych ilości. Była łatwa w utrzymaniu... Przynajmniej do czasu. Od momentu romansu z Biodermą Photoderm Nude Touch zaczęła zamieniać się w takiego mącznego gniotka, nie sposób było jej doprać. Co jest o tyle zabawne, że była sprzedawana z tym barwionym filtrem jako dedykowany aplikator.

Jest: H&M Gąbka do makijażu - to moja druga biała gąbka z H&M. Nieco bardziej zbita niż Blend It, trochę mniejsza dupka, ale nie mam zastrzeżeń co do jej funkcjonalności.

Dużo, mało? Myślę, że w sam raz. A jak tam u Was? Przybywa czy ubywa?

22 komentarze:

  1. Dla mnie, to twoje denko jest potężne! WOW!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;). Znam lepsze zawodniczki w tym temacie.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od przyzwyczajeń i oczekiwań. Jeżeli chcesz do dwuetapowego oczyszczania twarzy, to można spróbować. Natomiast, gdy postawisz balsamowi zadanie usunięcia makijażu, w tym makijażu oczu, to może być problem - nie każdy lubi myć oczy żelem do twarzy, a tu jest to konieczność.

      Usuń
  3. Mnie jakoś Bioderma nie przekonała do siebie :( Wolę wspomniany płyn Sylveco ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie panuje minimalizm, mam bardzo mało kosmetyków, ale dobrze mi z tym. dopiero jak cos mi się kończy to kupuje dzięki temu pieniądze nie idą w błoto

    OdpowiedzUsuń
  5. YR rzeczywiście ma świetne warianty zapachowe żeli. Moa skóra jest na szczęście dość oporna i mało co ją wysusza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. Też mi się kiedyś tak wydawało :)

      Usuń
  6. Kusisz suchymi pachami po Uriage :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O jaaa, ale ja mam zapłon, nie wiedziałam, że wróciłaś na blogowisko :D

    Ja biodermę wielbię, cenię, bo nie podrażnia mi oczu :) BTw, zrobiłam zakupy z the ordinary, czekam i aż mnie skręca :D Fajne to serum?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć, bo miałam go trochę na spróbowanie :)

      Usuń
  8. Kurczę, tak dużo, że już zapomniałam, do czego chciałam się odnieść. Biodermę lubiłam, ale faktycznie tyle jest przyjemnych miceli, że cena nieco przytłacza. Nie mogę się doczekać, aż się dorwę do kulki Uriage. Aaaaa i koniecznie koniecznie koniecznie daj znać jak The Ordinary bo m.in. właśnie nad tym serum dumałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serum już skończyłam. Wiem tylko tyle, że kupię pełnowymiarowe opakowanie, bo nie miało jakiegoś inwazyjnego wpływu na skórę i chyba lałam ciut za dużo. Po dwóch tygodniach ciężko zobaczyć efekty :).

      Usuń
  9. Matko, jaka kosmetyczna egzotyka. Same nieznane mi marki. Muszę wysadzić dupę z Sephory i poszukać czegoś ciekawszego :D. Z Biodermy już dawno zrezygnowałam, ale głównie z powodu tej wkurzającej goryczy. Ten Sylveco naprawdę jest niesamowicie skuteczny, właśnie go dziś skończyłam! (mała butelka zeszła zdecydowanie za szybko, ale poza tym same zalety). Na co dzień używam na zmianę Mixę i Garniera i nie sądzę, żebym prędko wróciła do Biodermy, mimo że dobra. Balsam Czarszki jednak denerwuje mnie brakiem emolientu w składzie, ale poza tym jest superświetny! Serum Caudalie faktycznie cienizna.

    Nigdy nie zauważyłam w Super-Pharmie kulki Uriage. Koniecznie muszę wypróbować, bo Nivea się zepsuła kompletnie, co potwierdza wiele osób, a kupiony niedawno, osławiony zielony Vichy słabo na mnie działa, mimo że nie mam problemu z nadmierną potliwością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja się jeszcze dobrze nie wsadziłam do Sephory. Moją ulubioną drogerią jest TK Maxx :D.
      Jest kulka Uriage w SP. Ale 46 zł za sztukę. Składając zamówienie w aptece DOZ masz dwie za 40 zł :).

      Usuń
  10. Sporo tego ;) U mnie za to maska Evree sprawdza się świetnie, bardzo ją lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. muszę mieć tą maseczkę która daje 2 godziny snu:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...