Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 24 września 2017

Warta każdej złotówki. Inglot Eye Shadow Keeper


"Bez czego nie wyobrażasz sobie...". Czasem, w celu podkreślenia swojego uwielbienia dla danego produktu, recenzentki entuzjastycznie wyrażają zachwyt, wskazując, że ich życie bez tego konkretnego kosmetyku byłoby niepełne. Niektóre sporo zaliczają do tej kategorii. Ja staram się być bardziej powściągliwa. I rzadko udaje mi się trafić na produkt bez wad, który wywołuje dziką radość. A jednak tym razem się udało. Tak, ten post to będzie laurka.

Jako posiadaczka tłustej powieki cenię dobre bazy pod cienie. Na rynku pojawia się ich coraz więcej, ale nie każda zachwyca. Sporo już przetestowałam, z tych bardziej popularnych pozostała tylko Artdeco. Z tym, że nie jestem pewna, czy kiedykolwiek do mnie trafi. Wszystko przez pana ze zdjęcia obok.

Inglot kupił mnie już opakowaniem. Tubka zakończona długim dzióbkiem to bardzo optymalne rozwiązanie. Nie trzeba wydłubywać niczego spod długich paznokci ani zdawać się na łaskę aplikatorów-pacynek, które potrafią drapać mimo gąbek. Porcja na palec i siup! na powiekę.

Konsystencja jest przyjemna, delikatnie silikonowa, ale nie za śliska. Po nałożeniu czuć wygładzenie skóry.

Baza ma cielisty kolor, który nie jest widoczny po roztarciu. Nie działa więc korygująco, dlatego też osoby, którym zależy na wyrównaniu kolorytu powieki będą rozczarowane. Krycie nie jest tym, czego szukam w bazie pod cienie, więc nie odejmuję punktów za jego brak. 

Najistotniejsze w przypadku tego typu kosmetyków są dla mnie dwie kwestie: przedłużenie trwałości makijażu i podbicie koloru cieni. Inglot wzorowo wywiązuje się z postawionych zadań.

Testowałam ten produkt z różnymi cieniami, w kilku formułach, z wyższej i niższej półki cenowej, w skrajnie odmiennych warunkach atmosferycznych. I baza poległa tylko raz, przy królu bubli, parującym cieniu w kredce z Bell. Zazwyczaj utrzymywała moje cieniowanie  (ekhem) idealnie, od 5 do 17. Nieważne, czy użyłam tanich cieni z Wet'n'Wild, kremowych Nabli i Kiko, chwyciłam sypańce z Smart Girls Get More i Everyday Minerals, czy też najdroższe w mojej kolekcji palety Too Faced i BareMinerals. Za każdym razem makijaż oczu trwał w niezmienionej formie przez długie godziny, niezależnie od tego, czy termometr wskazywał -5, czy +37 stopni.

A jak z tym "podkręceniem" cieni? Moim zdaniem Inglot wydobywa z nich to, co najlepsze. Fantastycznie wzmacnia pigmentację matowych cieni, a w perłach uwydatnia połysk. Tylko spójrzcie na to zdjęcie. Cień Exec (kawałek załapał się na zdjęciu) w opakowaniu wygląda tak szaro-brązowo, jak na bazie z Inglota. Bez niej jest tylko delikatnie połyskującym brązem, w którym ze świecą szukać tej szarości. Matowy Get Ahead (na samej górze palety) też zdecydowanie zyskał, jest dużo bardziej intensywny.

Nie umiem naklejać taśmy lewą ręką, no trudno.
Cienie nakładałam na świeżo, stąd nierówności - zwykle czekam chwilę przez aplikacją na bazę.
Baza jest ważna 9 miesięcy od otwarcia. I nawet przy codziennym jej używaniu, nie dacie rady zużyć całości. Termin ważności mojej chyba już minął, ale nadal zachowała ona swoje doskonałe właściwości.

W najbliższy weekend będzie 20% zniżki do Inglota. Chyba nie ma lepszej okazji, żeby kupić tę bazę. Bo tutaj nie zastanawiajcie się "czy" ją kupić, tylko "kiedy" - i oby to było szybko!

Cena: ok. 50 zł/10 ml
Dostępność: punkty firmowe Inglot, Douglas
Ocena: 5/5

24 komentarze:

  1. Bazę pod cienie z Inglota kupiłam lata temu, nie byłam zadowolona. Stawiam, że to jakaś nowa odsłona? W każdym razie zaciekawiłaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, produkt przeszedł zmiany jakieś dwa lata temu. Jest naprawdę doskonała :)

      Usuń
    2. Zapisuję na listę :) Dzięki!

      Usuń
  2. A jakie inne bazy testowałaś? Przymierzałam sie do zakupu Too Faced, ale zaciekawiłaś mnie Inglotem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urban Decay (próbki, 4 warianty dołączone do Naked 3), Hean, Wibo, Bell, Virtual, Zoevę, Kiko, Lumene.
      Too Faced mam w zapasach, zabiorę się za nią po skończeniu Inglota :).

      Usuń
  3. Chcę! PO niewypale ze Smashboxa czuję potrzebę bo już nawet niczego nie używam z tego rozżalenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedobry Smasbox! Nawet nie wiedziałam, że oni mają bazę w ofercie :)

      Usuń
  4. Mi na razie dobrze służą tanioszki typu Wibo czy Essence :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wibo była bardzo dobra, Essence nie miałam :)

      Usuń
  5. ale różnica - cudownie podbija kolory. Ale jakoś nie po drodze mi z bazami pod cienie... ale zapamiętuję!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy mojej tłustej powiece bez bazy nie da rady.

      Usuń
  6. miałam lata temu wersję w słoiczku i niestety bardzo kiepsko ją wspominam :/

    OdpowiedzUsuń
  7. o super, właśnie rozmyślałam, czy coś potrzebuję z Inglota:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam ją po stokroć! I też jedynym cieniem, z którym nie dała rady (a raczej on nie dał rady), jest właśnie Bell.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka! Do tej pory mam wyrzuty.

      Usuń
  9. Moja ukochana baza z Too Faced powoli się kończy, więc chyba skuszę się na Inglota. Jestem ciekawa czy poradzi sobie z moimi powiekami. Samo podbicie kolorów robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Ja teraz właśnie będę zmieniać Inglota na Too Faced :)

      Usuń
  10. Wow, naprawdę świetnie podbija kolory! miałam kiedyś Inglotową bazę w słoiczku ale nie do końca było nam po drodze. To jakaś nowa wersja słoiczkowej bazy czy coś zupełnie innego?

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam się pytać o porównanie z Artdeco ale jeszcze nie było Ci dane jej poznać:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...