Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 3 września 2017

Powakacyjne porządki. Zużycia sierpnia

Co zrobić, gdy dogrzewasz się przy świeczce, kawa się skończyła, a Ty przymarzasz do krzesła? Rozgrzać się małym treningiem na klawiaturze! Mogłam włączyć Mistrza klawiatury, ale zalogowałam się tutaj i pomyślałam, że to dobra okazja na wypocenie kolejnej notki. Chociaż, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, o pot będzie ciężko; może kapać z nosa, ale bynajmniej nie z jego czubka.

Co tygryski lubią najbardziej? Zakupy! Do tych nie powinnam się przyznawać, przesadziła. Co jeszcze lubią? Jak nie to, co przybyło, to to, co ubyło. Denko raz, proszę!


Muszę się wam przyznać, że ostatnie miesiące były wyjątkowo owocne w kwestii odkrywania potrzeb mojej problematycznej łepetyny. Po latach prób i błędów, kilkukrotnym błądzeniu po ślepych uliczkach, w końcu udało mi się ustrzelić ancymona, który sprawił, że zaczynałam się sypać. Eliminowałam SLS, szukałam szamponów bez soli, a okazało się, że winowajcą był cocamidopropyl betaine. Zaczęłam więc rozglądać się za kosmetykami bez jego towarzystwa w składzie. 

Szampon nawilżający Organic Surge wyhaczyłam w TK Maxxie (w tej chwili to moja ulubiona drogeria, słowo :D). Markę poznałam dzięki Czarszce i to za jej namową zaczęłam się za nią rozglądać. Szampon jednak nie sprawił, że rozbrzmiały anielskie trąby. Był taki zwyczajny. Zapunktował migdałowym zapachem, ale w kwestii nawilżenia niezbyt się popisał. Dużo lepszy w tym zakresie jest szampon EcoCosmetics i to on właśnie gości w mojej łazience (to chyba piąta butelka w tym roku).

Nadal nie udało mi się znaleźć idealnej odżywki. Podczas zamówienia w Empiku dorzuciłam do koszyka super silną maskę do włosów stymulującą wzrost marki Bania Agafii, która super mocno nie wydrenowała portfela, ale i też nie zachwyciła. Nie podrażniła skóry głowy, ale nie zaobserwowałam jakiegoś pozytywnego działania w postaci chociażby nawilżenia. Ale mały plusik za cedrowy zapach. 
Odżywka kokosowa Desert Essence to kolejny produkt, który kupiłam z polecenia dziewczyny z YT. Nie miałam co do niej wielkich oczekiwań, ba, co więcej byłam przekonana, że nie będę zadowolona. Zdziwiłam się, bo co prawda może moje włosy nie były tak dociążone jak lubię, ale ten kosmetyk całkiem przyjemnie nabłyszczał, wygładzał i nawilżał włosy. Być może jeszcze powtórzę tę przygodę, teraz dałam szansę wersji Mango.



Pachnące produkty do ciała to moja słabość. Uwielbiam owocowe żele pod prysznic i balsamy do ciała o zapachu cukierni pod jednym warunkiem: że te zapachy są prawdziwe, a nie na bazie proszku do prania i mydła. I tym trzem muszkieterom ze zdjęcia niczego pod tym względem nie mogę zarzucić.

Roszerowa sekta często kusi bardzo korzystnymi promocjami. Tym sposobem zaopatrzyłam połowę rodziny w zapas żeli na rok. Dla siebie wybrałam wersję z morelą i rozmarynem. Dotychczas w YR wybierałam słodkie wersje wanilii i kokosa, omijając te bardziej owocowe. Niesłusznie! Ten żel naprawdę dobrze pachnie! Rozmarynu tam próżno szukać, zapach jest wyraźnie morelowy, ale nie  jest to przejrzały owoc. Cieszę się, że zwabiona niską ceną, kliknęłam dwie butelki.
Żele pod prysznic The Body Shop to moi ulubieńcy. Szczególnie, gdy uda mi się za nie zapłacić połowę kwoty regularnej. Dość gęste, mocno perfumowane. Wariant Virgin Mojito świetnie sprawdzał się w upały, limonka z miętą przyjemnie orzeźwiały (zimą pewnie kręciłabym nosem, że Ludwik itd.).

Waniliowe mleczko do ciała Yves Rocher to kosmetyk, który dość często do mnie trafia. Nie jest to wybitny produkt pielęgnacyjny, ale cenię go za szybkie wchłanianie i długotrwały, dość intensywny zapach, który przenika przez ubrania. Jeżeli szukacie pachnących smarowideł do ciała, to zdecydowanie polecam odwiedzenie salonu tej marki. Mleczka z serii Plaisirs Nature są pod tym względem bardzo dobre, ale prawdziwe petardy to balsamy z linii zapachowych np. Vanille Noir, Moment de Bonheur czy So Elixir; po nich pachnie całe mieszkanie - moje i sąsiadki z dołu :D.


W miarę możliwości, chęci i widzimisię staram się sięgać po kosmetyki naturalne. Najlepiej nietestowane na zwierzętach. Wegańskie. I polskie. Im więcej kryteriów ma spełniać produkt, tym bardziej rośnie trudność zakupów. Nie chcę, żeby kupno kremu do twarzy prowadziło do bezsennego tarzania się w pościeli, dlatego zwykle w jakimś względzie odpuszczam.

Mogę się mylić, ale Rumiankowa Esencja Polny Warkocz spełnia wszystkie wymogi. I jest przy tym fantastycznym kosmetykiem w niskiej cenie. Doskonale domywa makijaż, nie podrażnia oczu, nie wysusza, nadaje się do porannego oczyszczania twarzy. Cudo. Minus? Szklana butelka (ale jak najbardziej wpisująca się w trend eko) i stosunek pojemności do wydajności. To 150 ml to impreza na dwa tygodnie. Warto!

Z czym jest największy problem w przypadku kosmetyków naturalnych? Z kolorówką. I z pielęgnacją przeciwsłoneczną. W pełni naturalny filtr musi być oparty na filtrach mineralnych. A te nie są tak komfortowe w stosowaniu jak chemiczne. Przede wszystkim - bielą i się mażą. Ten Face The Day Goddess Garden nie jest w tym obszarze wyjątkiem, trzeba poświęcić mu trochę uwagi podczas aplikacji. To bardzo dziwny produkt, który według zaleceń producenta powinien był stosowany jako baza pod makijaż. Należy go chociaż przypudrować, bo w przeciwnym wypadku skóra zaczyna się jakby pocić, filtr zaczyna się skraplać (pierwszy raz spotkałam się z czymś takim). Nie zauważyłam, żeby jakoś znacząco przedłużał trwałość makijażu, ale też jej nie skracał. Traktowałam ten produkt jako nawilżający krem z filtrem i nawet sprawdził się w tym względzie - skóra była w dobrej kondycji, nie pogorszył się jej stan, nie pojawiły się także przebarwienia. Stosowałam go z fluidami i tutaj nie mam zarzutów, w przypadku sypkich minerałów konieczne będzie przypudrowanie kremu przed nałożeniem podkładu. Dziwny kosmetyk, nie wiem, co o nim myśleć.

Sierpień nie był zbyt obfity w zużycia. A co Wy wykończyłyście? Może coś Was zainteresowało lub chciałybyście mi coś polecić? Jestem otwarta na sugestie.

19 komentarzy:

  1. Też wykończyłam w sierpniu tę maskę Bani Agafii :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha:D rozbawiłaś mnie mocno tekstem o balsamach pachnących u sąsiadki :D
    Fajnie, że wróciłaś, bez Ciebie blogosfera taka smutna!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też miałam maseczkę od Agafii, ale mi akurat podpasowała. O esencji Polny Warkocz czytałam już na kilku blogach. Chyba przyszedł czas w końcu na wypróbowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niedrogi produkt, warto mu dać szansę :).

      Usuń
  4. Uwielbiam żele z TBS. U mnie króluje różowy grejfrut i zielona herbata. Bardzo lubiłam jeszcze chocomania ale była to wersja limitowana:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem obwącham grejpfrut i herbatę.

      Usuń
  5. ja uwielbiam z YR wersje mandarynka i costam, cudo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zapach mam w wersji mgiełki zapachowej - też jest całkiem niezły :)

      Usuń
  6. Ja też lubię te balsamy od YR, w ogóle bardzo lubię markę za zapachy (zwłaszcza te z serii Secret d'Essences, świetne!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam z tej serii perfumy Vanille Noire, ale nie do końca trafiły w mój gust :)

      Usuń
  7. Polny warkocz to ostatnio moja ulubiona marka :) polecam ich mazidła do twarzy (kremy :D) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam mazidło konopne i jakoś bez szału :)

      Usuń
  8. Uwielbiam Twoje wstępy i ogólne poczucie humoru :D Żadnego produktu nie miałam, żadnego :< Ale za to denko pojawi się niebawem - prawdopodobnie w piątek ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic nie miałam z Twojego denka. Muszę wybrać się do YR, dawno tam nie byłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też rzadko tam zachodzę, częściej buszuję w sklepie internetowym/.

      Usuń
  10. Impreza na dwa tygodnie:D chcę:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...