Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

środa, 22 czerwca 2016

Kocha, nie kocha. The Body Shop Camomile Sumptous Cleansing Butter

Dobry makijaż powinien być trwały. Przyznajcie, że znacznie lepiej czujecie się w sytuacji, gdy nie musicie co pół godziny biegać do łazienki w celu kontroli stanu twarzy. Miło jest, gdy cień się nie roluje, tusz nie osypuje, a pomadka nie zjada. Dlatego też często stawiamy na produkty o przedłużonej trwałości. Zwłaszcza teraz, w miesiącach, gdy słupki rtęci w termometrach szybują w kosmos, cenne są produkty, które nie spłyną z pierwszą kroplą potu. Ale coś za coś. Nałożenie grubego tynku i zaszpachlowanie go często prowadzi do tego, że wieczorem do łazienki trzeba przytargać kontener na odpady zmieszane z osiedlowego śmietnika i koniec końców skończyć z twarzą w krowie łaty i oczami jak królik.

Nie, nie, nie!

Teraz na topie są olejki do demakijażu, ale postanowiłam odkurzyć trochę temat maseł - w czasach,  gdy po ziemi biegały dinozaury (czyli jakieś dwa lata temu), dziewczyny zachwyciły się usuwaniem makijażu za pomocą produktów kremowych. Wiele wzdychało do niedostępnej w Polsce Emmy Hardie, zadowalając się Clinique. W tym segmencie jest jeszcze jeden produkt, który jednak nie zyskał tak szerokiego grona fanów, może z uwagi na niezbyt dobrą dostępność marki The Body Shop.  Sumptous Cleansing Butter jest z tego towarzystwa najtańszy.

Masło The Body Shop mieści się w estetycznej, metalowej puszce. Opakowanie jest wytrzymałe, jednak nie należy do najwygodniejszych - puszka jest dość płaska, przez co czasem ciężko ją odkręcić, gdy ma się krótkie palce i włożyło się wcześniej sporo krzepy w zamknięcie :).

Masło ma wyraźnie oleistą konsystencję. Nie jest to zbita gruda, ale nie przypomina też balsamu do ciała. Po zetknięciu ze skórą zmienia się w zawiesisty olejek, nie ucieka spod palców, dobrze się go rozprowadza.  Nie podrażnia i nie szczypie (!!!) w oczy. Pozostawia na skórze delikatnie tłustą powłokę. Nie jest to tłusto-śliski film, jak po płynach dwufazowych. Taka warstwa jest dla mnie nie do przyjęcia w przypadku twarzy, ale na oczach zupełnie nie przeszkadza. Przyznam się, że tego kosmetyku używałam głównie do demakijażu oczu i ust (paskudnie smakuje), a do zmywania podkładu stosowałam płyn micelarny i żel. Masło pachnie rumiankiem - zapach tego kwiatu zawsze kojarzył mi się z piwem, ale ten aromat w wykonaniu TBS jest bardziej świeży.

Jak z jego skutecznością? To pewniak. Nieważne, ile warstw tuszu naładujesz, jakiego eyelinera użyjesz, jak trwałej szminki nie użyjesz, masło The Body Shop da sobie radę. Chwila zabawy wacikami i makijaż znika bez śladu. Żadnego tarcia, ciągnięcia skóry.



Masło The Body Shop przyjemnie mnie zaskoczyło. Cena jest bardzo adekwatna do jakości i wydajności (używam 5 dni w tygodniu do zmywania oczu od października lub listopada, a jeszcze została 1/3). Jakieś zarzuty? Życzyłabym sobie tylko bardziej naturalnego składu.

Skład: Ethylhexyl Palmitate, Synthetic Wax, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Olea Europaea Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylyl Glycol, Tocopherol, Parfum/Fragrance, Aqua, Linalool, Limonene, Helianthus Annuus Seed Oil, Anthemis Nobilis Flower Extract, Citric Acid.

Cena: ok. 50 zł/90 ml
Dostępność: sklepy firmowe The Body Shop (np. Wrocław - Magnolia)
Ocena: 4,5/5

niedziela, 19 czerwca 2016

Kurs dolara. Wibo Million Dollar Lips nr 1 i 3



Zaryzykuję stwierdzenie, że każda z nas chciałaby wyglądać jak milion dolarów (albo miliony monet :D). Niestety, czasem nasze wysiłki idą na marne i same za siebie nie dałybyśmy nawet funta kłaków. Ale od czego są kosmetyki! Producenci obiecują zwykle, że z zera zrobią milionera (w pierwszej kolejności robiąc z milionera zero; żeby wygrać trzeba grać, żeby mieć trzeba wydać - jakoś tak). Tym razem na mój celownik trafiło Wibo; ta polska firma wyceniła usta warte milion dolarów na jedyne 11,29 zł. W promocji można złapać ten produkt nawet o połowę taniej, co czyni kurs dolara do złotego wyjątkowo korzystnym :D.

Nie ukrywam, że Wibo i jej siostra Lovely to nie są moje ulubione marki. Jednocześnie doceniam je za to, że próbują nadążyć za trendami i oferują nowinki za rozsądne kwoty (chociaż ostatnio coraz częściej produkują w Chinach i systematycznie podnoszą ceny).

Pomadki Million Dollar to chyba jedne z bardziej popularnych matowych szminek. Są niedrogie i ogólnodostępne - nic więc dziwnego, że wiele dziewczyn przygodę z matowym wykończeniem zaczyna właśnie od nich. I część na nich poprzestaje - dziewczyny, warto szukać dalej!




Standardowo poznęcam się nad opakowaniem. Nie jest to cud techniki, ale prezentuje się porządnie. Plus za to, że zakrętka odzwierciedla kolor, jaki znajdziemy w środku. Natomiast wadę stanowi aplikator - jest to gąbeczka, ale gąbeczka '"długowłosa". Te kłaki sprawiają, że przy nakładaniu (szczególnie bardziej intensywnego odcienia) trzeba się trochę napocić, żeby w miarę zapanować nad produktem przy malowaniu wąskich ust. Dużo lepsza byłaby gąbka, która nie ma aż tak wyraźnej struktury - jak np. w Bourjois Rouge Edition Velvet.

Na szczęście konsystencja nie utrudnia sprawy i nie jest rzadka (jak np. w Colourpop) tylko przyjemnie musowa. Pomadka nie zastyga na ustach od razu, można ją jeszcze poprawić chwilę od nałożenia. Po zaschnięciu nie tworzy  skorupy, ale jest dziwnie włochata - czuć ją na wargach, co nie jest specjalnie komfortowe. Nie zauważyłam, żeby przesuszała.

Trwałość nie powala na kolana. Z drugiej strony, producent gwarantuje czterogodzinną wytrzymałość, a to jak na pomadki matowe nie jest specjalną rewelacją. Kosmetyk utrzymuje się mniej więcej w tym czasie, ale bardzo łatwo schodzi przy mówieniu, kontakcie z płynami i jedzeniu nawet nietłustych, nieangażujących warg potraw. Jeżeli potrafisz siedzieć jak posąg przez 4 i więcej godzin, to z pewnością będziesz cieszyła się Wibo dłużej. W dodatku niezbyt pięknie się zjada, tak na "gejszę" - w pierwszej kolejności schodzi z kącików ust, zostawiając plamę koloru na środku. Dziwne.

Nr 1 i nr 3

Wibo zaproponowało 4 kolory matowych szminek. Wielbicielki odcieni nude nie znajdą tu niczego dla siebie, bo nawet dość stonowany brudny róż z delikatnymi nutami fioletu (nr 1) w typie Bourjois Rouge Edition Velvet 07 przed utlenieniem dla wielu może okazać się zbyt wyrazisty. Pozostałe kolory to już jazda bez trzymanki - mocny cukierkowy róż (nr 2), intensywny koktajl różu i czerwieni, który zbiera masę komplementów (nr 3) oraz klasyczna czerwień (nr 4).

Nr 1 i nr 3 oraz ups :D

Matowa szminka z Wibo nie zachwyca. To niezły produkt w konkurencyjnej cenie, ale jednocześnie dość przeciętny jak na matową pomadkę.

Cena: 11,29 zł/3 ml
Dostępność: Rossmann
Ocena: 3,5/5

sobota, 11 czerwca 2016

Na bezrybiu i rak ryba. Weekend zniżek (11-12.06) z Wysokimi Obcasami, Wysokimi Obcasami Extra i Avanti


Maj i czerwiec to chyba najbardziej lubiane miesiące w roku. Nie znam osoby, która nie doceniłaby eksplozji zieleni w te coraz dłuższe i cieplejsze dni. Jednak nie pod każdym względem jest to czas rozkwitu - łowcy okazji cierpią, bo w ich dziedzinie jest prawdziwa posucha; większe akcje rabatowe już przeminęły (a następne dopiero jesienią!), a wyprzeda jeszcze się nie zaczęła. Jak żyć :D? (Normalnie) Dla tych, którzy lubią polować na okienka ze zniżkami, Agora przygotowała materiał do  małej gimnastyki dłoni. Także nożyczki w dłoń/dłonie na klawiaturę i działamy!

Stacjonarnie

Drogerie Natura - rabat 20% na kosmetyki Kobo Professional, przewijajcie dalej, to żadna okazja.

Super-Pharm - 25% na wszystkie perfumy od, uwaga, cen promocyjnych. Z kuponem można skusić się na maksymalnie 3 zapachy.

Stacjonarnie i online

Annabelle Minerals - możemy skorzystać z 10% zniżki w firmowym salonie w Warszawie lub taki sam rabat otrzymać wpisując kod 10PR w sklepie internetowym marki.

Biosensual - 20% na świece do masażu i aromaterapii. Z rabatu można skorzystać do 17 czerwca. Kod do sklepu internetowego: ekoweekend.

Stara Mydlarnia - przy zakupach za minimum 30 zł możemy skorzystać ze zniżki w wysokości 20 % dzięki wprowadzeniu hasła RABAT-20.

Online

BeeYes - pszczoły w każdej akcji rabatowej domagają się uwagi kusząc rabatem w wysokości 20%, który obowiązuje do 15 lipca . Kod: BeeWOE.

BingoSpa - bingo! Zniżka 50% to coś, co tygryski lubią najbardziej, mimo że nie przepadają za samą marką. Kod BINGOSPA559 zadziała po załadowaniu koszyka produktami o wartości 109 zł. Na decyzję macie czas do 30 czerwca.

Bodyland - TheBalm, Lumene, Essie... Nawet i 10% się przyda. Hasło OBCASY3 będzie działało do 30 czerwca.

Cocolita - jedna z popularnych drogerii internetowych proponuje 10%. Z oferty można skorzystać z kodem Wysokie10 do 15 czerwca.

Ezebra - kolejny znany sklep i kolejny niewysoki rabat, tym razem 5%. Lepszy rydz niż nic. Kod EZEBRA5 nie działa na "wybrane marki selektywne". Cokolwiek to znaczy.

Glowstore - do 15 czerwca można skorzystać z 15% rabatu na wybrane marki (a w ofercie mają Colourpop, Milani czy Jeffree Star, może akurat) po wpisaniu BEGLOW16.

Hairstore - coś do włosów? 10% mniej zapłacimy do 30 czerwca z kodem OBCASY3.

Kalina - rosyjskie kosmetyki nie są już na takiej fali, jak jeszcze dwa lata temu, ale ciągle jeszcze mają grono fanek. W Kalinie pojawiły się także rodzime produkty naturalnych firm. Warto rozważyć zakupy ze zniżką 20%, zwłaszcza, że czasu do namysłu jest sporo. Kod avanti25 będzie działał aż do 5 września.

Michael Mercier - o panu Michaelu nigdy nie słyszałam, ale podobne modele szczotek już widziałam. Rabat 20% na hasło wiosna.

Pachnąca Wanna - do 15 czerwca WANNA20 wyczaruje 20% zniżki na pachnące cuda. 

Fajerwerków nie ma, szampan zamknięty... Może jednak ktoś znajdzie tu coś dla siebie. Mnie szczególnie zainteresował rabat dl Glowstore, a was?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...