Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 22 maja 2016

Przyczajona lekkość, ukryta tłustość. Purite Face Mousse - Lekki krem

Pewnie pisałam już o tym, że zazwyczaj zakup kosmetyku to u mnie cały proces, podczas którego ryję cały internet. Na decyzję ma wpływ wiele czynników, od zupełnie podstawowych (jak cena), po trochę bardziej skomplikowane, ocierające się czasem o kwestie światopoglądowe  :D:D. Nie ma to tamto. 

Na krem Purite zdecydowałam się z tego względu, że to marka z moich okolic. Możecie się śmiać, ale zdarza mi się uprawiać pewien rodzaj patriotyzmu lokalnego. Dlatego, gdy dodatkowo trafiłam na rabat, nie myślałam zbyt długo.

Muszę się przyznać, że tym, co ostatecznie przekonało mnie do zakupu tego kremu, to jego opakowanie. Tak, pompkomania wciąż aktywna i w całkiem dobrej formie. Lubię tak  rozwiązane opakowania, dzięki dozownikowi wydaje mi się, że kosmetyk staje się bardziej wydajny. Potrafiłam wyciapać słoiczek kremu w miesiąc, nie byłabym specjalnie szczęśliwa, gdyby dość drogi Purite skończyłby się w podobnym czasie. Pompka nie jest jednak niezawodna - gdy w butelce zostało jeszcze około 1/3 produktu, zaczęła się zacinać i musiałam rozkręcać opakowanie. Szklane butelki są bardziej przyjazne środowisku, ale nie da się ich rozciąć jak plastikowych tub i wylizać opakowania. Coś za coś.

Producent określa ten kosmetyk jako "face mousse" i opisuje na swojej stronie jako lekki krem do twarzy, szyi i dekoltu, przypisując mu liczne walory - od działania przeciwzmarszczkowego, przez redukcję sebum, po obkurczanie naczynek. Aż dziw bierze, że tak silne działanie ma wykazywać "piórkowy" krem.

Na szczęście (albo i nie, zależy jak leży) krem nie okazał się zawodnikiem wagi lekkiej. Nie przypomina masła, ale daleko mu także to formuły mleczka. Jest taki... zwyczajny, 100% kremu w kremie. Rozprowadza się przyjemnie, nie zostawia smug, ale za to delikatny, olejkowy film. Nie jest to smalec, ale po dotknięciu czuć, że twarz dostała porcję czegoś konkretnego. Początkowo nie miałam z tym problemu, ale moja skóra buntowała się po kilku godzinach, odpłacając mi wybijającym roztopionym masłem na czole, nosie i brodzie oraz chętnie spływającym makijażem. Jeden z głównych składników, olej z pestek śliwki, teoretycznie jest olejem, który dobrze się wchłania, ale oliwa z oliwek i masło shea, to nie jest coś, co tygryski lubią najbardziej. Na plus muszę za to policzyć zapach, który przypomina trochę aromat marcepanu.

Jak działa? Gdyby moja skóra się tak nie buntowała, to pewnie byłabym z niego zadowolona. Bo to taki całkiem niezły, podstawowy krem. Co prawda, żadne tam cuda na kiju, które obiecywał producent, ale nie uprzykrzył życia. Nie pogorszył stanu mojej cery, dopóki jej nie odwaliło, była gładka, przyjemna w dotyku i lekko odżywiona. Poprawy nawodnienia skóry nie odnotowałam, ale takie odżywcze działanie odpowiadało mi w chłodne miesiące.

Purite to całkiem niezły krem, choć nie całkiem dla mojej cery. To raczej lżejszy krem dla cery suchej lub normalnej, niekoniecznie dobry dla tluściochów, chociaż miał walczyć dzielnie z sebum.

Skład: Hamamelis Virgniana Water, Aqua, Prunus Domestica Seed Oil, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Sodium Steoryl Lactate, Olea Europaea Hydrogenated Oil, Glycerin, Vitellaria Nilotica Fruit Butter, Rubus Idaeus Seed Oil, Benzyl Alohol, Salicyli Acid, Glycerin, Sorbic Acid, Guar Gum, Pelargonium Graveloens Flower Oil, Salvia Officinalis Oil.

Cena: ok. 70 zł/30 ml
Dostępność: Purite, MintiShop, we Wrocławiu - EkoPestka, ul. św. Antoniego
Ocena: 3,5/5

10 komentarzy:

  1. ja póki co zakochałam się w mydełkach i peelingach do ciała <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peelingu do ciała nie używam, bo odkryłam rękawicę Kessa i czarne mydło. Czaję się na masło do ciała, o którym opowiadała Nissiax - ale to raczej zimą :).

      Usuń
  2. Genialny tytuł posta :D
    A co do kremu, nigdy nie słyszałam o tej marce ale spodobało mi się opakowanie (taka ze mnie sroka) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Markę kojarzę, choć niczego jeszcze nie miałam ;) Moja skóra potrzebuje jednak czegoś więcej

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic nie mów na temat wariacji skóry :(

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja chętnie bym go wypróbowała :) Myślę, że mógłby się spisać w okresie zimowym, gdy moja cera lubi bardziej odżywcze i gęste konsystencje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widze ze chyba nie zarabiasz na swoim blogu, a możesz polaczyc swoja pasje z zarobkiem, przy twojej pozycji w google możesz niezle zarobic, jest sposób na spieniężenie bloga o niemal kazdej tematyce, wygogluj sobie - jak zarobić na blogu drugą wypłatę

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że nie spełnił Twoich oczekiwań. W ogóle nie jest łatwo znaleźć dobry krem do twarzy przy cerze mieszanej. Jedne wzmagają przetłuszczanie, jeszcze inne się warzą...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jeszcze nie próbowałam niczego z Purite, ale marka mnie kusi ;). Uwielbiam olej z pestek śliwek, on właśnie tak pachnie jak marcepan :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam balsam po opalaniu i jest cudowny w każdym calu

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...