Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Śniadanie w kosmetyczce. Bobbi Brown Blotting Papers

Są takie produkty, których sens istnienia podważa wiele osób. Po co komu zalotka; kto to widział tak sobie rzęsy niszczyć? A dlaczego używasz peelingu do ust? Tonik? Ale o co chodzi. Jednym z takich "upiększaczy", na które część kosmetykoholiczek zupełnie nie zwraca uwagi, są bibułki matujące. Zgoda, zasadniczo nie jest to produkt niezastąpiony. Jednak warto mieć go w swojej kosmetyczce, gdy cera ma tendencję do przetłuszczania. 

Bibułki Bobbi Brown, to chyba szóste bibułki, które do mnie trafiły. Najdroższe, ale też jest ich najwięcej - w opakowaniu znajduje się aż 100 sztuk (Essence, Theatric i Inglot zawierają 50 arkusików).

Kwestia opakowania powinna zostać w ogóle pominięta, gdyż to, co zakupiłam to tak zwany "refill". Nie wiem, czy w Douglasie można kupić oryginalne opakowanie przeznaczone na bibułki. Chcę jednak wspomnieć o tej teczce z uwagi na ciekawy "mechanizm" wydobywania arkuszy. Jest to tak pomyślane, żeby wyciągać bibułki pojedynczo - za to naprawdę należą się brawa (podobne rozwiązanie zastosowało Essence).

Bibułki Bobbi Brown są chwalone równie mocno jak te z Inglota. Nie wiem, dlaczego, ale spodziewałam się, że będą wykonane z podobnego tworzywa jak te polskiej marki. Spotkał mnie drobny zawód, gdyż Bobbi Brown przypominają trochę papier śniadaniowy - nie są tak śliskie jak Essence, ani tak "papierowe" jak Theatric, dzięki czemu nie rozrywają się podczas stosowania.

Wspomniałam, że jest ich najwięcej w opakowaniu. Są też największe, mają wymiary 9,7 cm na 7,1 cm (dla porównania bibułki Essence to prostokąt 9,3 cm na 5,9 cm). Zapewne w założeniu większy arkusz miał sprawić, że zużyje się mniej do ściągnięcia sebum z całej twarzy. Cel szczytny, wykonanie gorsze.

Bobbi Brown są dość cienkimi bibułkami i niestety dość słabo chłoną sebum. Trzeba ich naprawdę sporo (4-5 sztuk), żeby dobrze "odsączyć" twarz. A jak ktoś jest skąpy (ja :D) i szkoda mu takiej ilości, to chodzi taki trochę tłusty i za chwilę znów musi poprawiać.

Renomowana marka nie zawsze jest gwarancją jakości, o czym przekonałam się tym razem. Czuję się rozczarowana tym produktem, chyba czas wrócić do bardziej chłonnych bibułek Inglot.

Cena: 36 zł/100 sztuk
Dostępność: Douglas
Ocena: 2,5/5

21 komentarzy:

  1. Chyba byłoby mi szkoda wydać niemal 40 złotych na bibułki matujące. Nie uważam, że to "zbędny gadżet", ale na ogół stawiam na tańsze, np. Essence lub Wibo. No i jak widać, cena nie zawsze świadczy o jakości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Essence, Wibo... To ja już wolę kartkę papieru, kawałek papieru toaletowego, ręcznika kuchennego albo chusteczki higienicznej :D.

      Usuń
  2. Czy tylko ja nie znoszę bibułek z Inglota? Małe toto, z paskudnego ceratkowatego materiału, kiepsko chłoną, za to wchłaniają podkład razem z sebum (nie, to nie jest wina mojego braku umiejętności, bibułek używam od lat w hurtowych ilościach i mam w tym niestety sporą wprawę).
    Dla mnie bezkonkurencyjne pozostają bibułki Shiseido, paskudnie drogie, ale cóż począć, skoro żadne im do pięt nie dorastają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę w takim razie spróbować tych z Shiseido. Skoro nie znosisz Inglotowych, które dla mnie są jak na razie najlepsze, to te z S. mogą rozbić bank :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. W takim razie wpisuję je na swoją listę zakupów.

      Usuń
  4. Szkoda, że się rozczarowałaś. Nie używam przy mojej suchej skórze bibułek, więc nawet nie wiem, które faktycznie są najlepsze w tej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż jeden wydatek cię omija :)

      Usuń
  5. Dobre bibułki matujące są na wagę złota:) Szkoda, że te z Bobbi Brown nie sprostały Twoim oczekiwaniom...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie potrzebuję takich specyfików, bo mam cerę suchą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zazdroszczę, ale nie wiem, czy chciałabym użerać się z suchą skórą w dojrzałym wieku :D

      Usuń
  7. Słyszałam wiele dobrego o bibułkach Mac, sama nie próbowałam, bo cena przeraża - 69 zł/ 30 sztuk :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie jeszcze nigdy nie korzystałam z bibułek i mam zamiar w końcu kupić. Trochę mam mentlik, którą firmę wybrać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam suchą cerę i nie potrzebuję takich bibułek. Szkoda, że się nie sprawdziły..

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że się nie sprawdziły. Bardzo je lubię i wybieram głównie dlatego, że Inglota w UK kupować nie będę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Widzę, że podrożały, kupowałam je kiedyś za 25 złotych... U mnie sprawdzały się bardzo dobrze, byłam zadowolona.Opakowanie skórzane na bibułki kosztuje koło stówy, o ile się nie mylę ;) Teraz mam jakieś bibułki z Douglasa, leżały przy kasie, to przygarnęłam, ale nie pamiętam firmy, kompletnie mi nieznana. Za 50 sztuk zapłaciłam 9,90 zł, więc całkiem spoko. Są bardzo duże, jak 2 z Bobbi i naprawdę dają radę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Polecam bibulki Clean and Clear dostepne na necie, sa rewelacyjne!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda, że rozczarowują, czyli potwierdza się stara zasada, że marka to nie wszystko:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...