Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

wtorek, 14 kwietnia 2015

Kropla magii? Evree Magic Rose


Zaledwie kilka dni temu pisałam o kwiatowym płynie Tołpy, pozostanę więc w temacie roślin i dzisiaj zajmę się produktem, któremu można powoli przypiąć miano kultowego. Kilka miesięcy zachwycała się nim cała blogosfera, teraz kilka kropel oleju działa cuda, niszczy krosty i wszelkie inne problemy vlogerek. Planowałam, że opublikuję swoją recenzję, gdy przebrzmią już wszystkie zachwyty. Niestety, nie udało mi się wstrzelić między jedną a drugą falę ochów i achów. Trudno. Wsadzę kij w mrowisko i trochę nim pokręcę. Lubię ten sport :D.

Olejek Evree Magic Rose, a właściwie cała marka Evree, szturmem zdobył serca rzeszy dziewczyn.  Sama nigdy nie należałam do miłośniczek olejków, a zwłaszcza do fanek namaszczania smalcem twarzy, ale zdecydowałam się, że coś musi być w tym Evree skoro wszystkie takie zakochane.

Zacznę od tego, nad czym najbardziej lubię się rozwodzić, czyli od opakowania. Szklane butelki nie sprzyjają ciapom, ale nie można odmówić im waloru solidności. Produkt nabiera się za pomocą pipety, która jest również porządna i mimo 3,5 miesiąca codziennego stosowania nadal działa bez zarzutu. 

Od jakiegoś czasu mam problemy z opisywaniem konsystencji. A to proszek, a to woda... Teraz zagadka: jaka może być mieszanka olejów (z dodatkami)? .................... Tłusta! Oczywiście, że olejek Evree jest tłusty. Nie jest to smalcowata, ciężka tłustość, nie jest to też kaliber oliwy z oliwek, Kujawskiego, czy olejku dla mam Babydream. Z drugiej strony daleko mu do suchej formuły olejku Nuxe. Taka średniotłusta konsystencja sprawia, że Evree daje uczucie kontroli nad rozprowadzaniem i dobrze sunie po skórze. Nie jestem jednak przekonana, czy tak powinien zachowywać się olejek, który dedykowany jest mieszanej cerze. Po rozprowadzeniu widoczna jest powłoka, która wyraźnie odbija światło. Ten film wchłania się częściowo po jakimś czasie. Po kilku minutach można nakładać makijaż.

Magic Rose to w założeniu produkt wielofunkcyjny, do stosowania o każdej porze dnia, jednak moim zdaniem nie w każdej porze roku. Zaczęłam przygodę z Evree na początku roku. Chociaż zima przebiegła łagodnie, to jednak zauważyłam, że kosmetyk lepiej sprawował się przy lekkim mrozie niż temperaturze kilku stopni na plusie. Przy mniej sprzyjającej aurze dobrze zabezpieczał skórę przed utratą wilgoci, działał trochę jak krem ochronny. Gdy słupek rtęci poszedł do góry, cera zaczynała stroić fochy. Moja skóra twarzy dość mocno przetłuszcza się w strefie T i jest ma tendencję do przesuszania na policzkach. Nie zauważyłam, żeby Evree znacząco wpłynął na ograniczenie produkcji sebum. Nie zniwelował także przebarwień i nie zmniejszył naczynek na nosie (to wszystko  prędzejbyłabym skłonna przypisać Effaclarowi Duo+, który włączyłam do pielęgnacji 1,5 miesiąca temu). Co w takim razie zrobił Evree? Dobrze odżywił skórę i ją zregenerował. Moja cera sprawia wrażenie bardziej "gęstej", takiej "najedzonej". Pomimo tego odżywczego działania olejek nie spowodował zanieczyszczenia skóry.

Czy polecam ten olejek, pachnący jak nadzienie różane? Tak. Nie sądzę jednak, że jest to produkt o właściwościach cudotwórczych, który w kilka dni zmieni oblicze skóry, a na niebie pojawi się tęcza i różowe obłoczki. Wręcz przeciwnie, uważam, że dopiero po kilku tygodniach można zaobserwować jego pozytywne działanie. Myślę, że sama do niego wrócę zimą, bo lato z tym produktem byłoby katorgą.

Skład: Rosa Canina Fruit Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Oryza Sativa Bran Oil, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, BHA, Benzyl Salicylate, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hydroxycitranellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum, Linalool.

Cena: ok. 30 zł/30 ml
Dostępność: Hebe, Natura, Super-Pharm, Rossmann
Ocena: 4/5

29 komentarzy:

  1. Dla mnie te ich olejki są dziwne, niby przy pierwszym użyciu jest ok, nawilżają i takie tam aby po kilku godzinach zostawić skórę suchą na wiór...coś mi tu nie gra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo ciekawe. U siebie tego nie zaobserwowałam.

      Usuń
    2. Z tego co czytam to ogólnie dziewczyny są zadowolone - ale moja skóra jest chyba średnia do takich testów :) wychwalany pod niebiosa olejek na rozstępy z Rossmanna sieje u mnie takie spustoszenie, że po zmęczeniu połowy butelki wyrzuciłam do kosza ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam Essential oils, świetnie regeneruje suchą i podrażnioną skórę, a suche skórki znikają błyskawicznie :) jeśli nałożę za grubą warstwę to po 15-20 min ściągam nadmiar chusteczką i wtedy skóra nie ma ani krzty tłustości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę sprawdzić, może i mnie by odpowiadał. Ale zrobię to raczej zimą :)

      Usuń
  3. Też go kupiłam, ale na razie czeka w kolejce ;) I raczej stosowałabym go w ciągu dnia gdy nie mam makijażu albo na noc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbuj na dzień, gdy będziesz miała wolne :)

      Usuń
  4. Ja też mocno go polubiłam, ale używam przede wszystkim na noc i to też co kilka dni, bo inaczej moja skóra zalałaby mnie smalcem :D Na dzień używam go tylko wtedy, kiedy jestem w domu, albo kiedy nie potrzebuję pełnego makijażu, bo wychodzę tylko po przysłowiowe bułki ;)

    Tak czy inaczej - również uważam, że ten olejek ładnie odżywia cerę i rzeczywiście nie jest w ogóle upierdliwy dla cer mieszanych i tłustych, czego bardzo się obawiałam. Nie wiem czy z tej wypowiedzi wynika jakikolwiek sens... No cóż, swoją recenzję będę musiała mocniej przemyśleć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam chyba wszystko zrozumiałam :D.

      Usuń
  5. Dla mnie on jest za "chudy", zbyt delikatny i gdyby nie ekoAmpułka 1 oraz sera typu Murier, Antipodes byłoby po olejku. I w takim połączeniu stanowi dobrą bazę pod krem na noc. Na dzień nie bardzo, nie lubię tego typu produktów pod makijaż, ponieważ jest to zbyt wielka niewiadoma. Solo stosuję go pod maski algowe lub dodaję do nich przed nałożeniem. Zakupu nie powtórzę i w zasadzie to nic dla siebie nie widzę w ofercie marki. Wiem, wybredna jestem :D

    W olejkach do twarzy jestem zakochana, ale tym razem wypadła słabo i przeciętnie. Tylko tak sobie myślę, że być może dla mało wymagającej i młodej! skóry, to nie jest zły produkt. Kto wie? ;) Niemniej skład INCI mógłby być bardziej dopracowany, bo ani "magic", ani "rose" - do ideału dużo brakuje, aczkolwiek jest tani i ma dobrą dostępność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, to olejek do młodej cery :).

      Usuń
  6. Kupiłam go na ostatniej promocji w Super Pharm - czeka na pierwsze użycie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja znów się przyczepię, mimo iż nie lubię ;) Dla cer skłonnych do zapychania trójglicerydy i olej ze słodkich migdałów to masakra jakaś. Kto ma z tym problem, ten wie ;> Sama go nie stosowałam (wolę czyste oleje z BU albo Khadi), ale patrząc na skład zalecam ostrożność. Może to specyfika moje cery, ale oleje rano pod makijaż mnie nie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ czepiaj się :). Mam problem z zapychaniem, ale po tym mnie nie wysadziło dodatkowo. Każda cera reaguje inaczej - ja np. miałam masakrę po słynnym ocm, które u niektórych spowodowało cudowne oczyszczenie cery.
      Mnie też nie przekonywało stosowanie oleju pod makijaż - spróbowałam i dało radę :).

      Usuń
  8. Boże drogi, nadzienie różane! <3 Jak tylko wykończę Khadi, który pachnie jak sklep indyjski, to po niego lecę. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten zapach :D. Szampon z Orientany tak pachnie, nie lubię ;(

      Usuń
  9. Pamietam chyba Maxi na YT, go polubila, mialam kupic zapomnialam, ale Ty mi przypominasz o nim :) Musze go w koncu dorwac, bo bardzo jestem ciekawa jak u mnie sie spisze. Juz na na samym poczatku ma u mnie plus, za to ze pachnie rozanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie był to raczej mały minus, ale widziały gały co brały :)

      Usuń
  10. Wstyd się przyznać, ale nie słyszałam o nim, szczerze za olejkami nie przepadam, wole serum na twarz:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja cera nie znosi olejków dlatego omijam szerokim łukiem takie produkty by jej nie drażnić ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Miałam go :) U mnie był bardzo dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  13. powiem Ci, że jak dla mnie nie zakręciłaś kijem w mrowisku. ostatecznie może i nie ma tu ochów i achów, ale Twoja opinia i tak ma pozytywny wydźwięk :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo lubię różane zapachy, ale niestety jeszcze nie spotkałam olejku do twarzy, który nie robił by mi kaszki z cery. Także, nie skuszę się :<

    OdpowiedzUsuń
  15. ja go muszę wypróbować, ale to dopiero w okolicach zimy : )

    OdpowiedzUsuń
  16. W przypadku olejków najważniejsza jest systematyczność i wytrwałość. Moja mama narzekała, że olejek Bielendy powoduje u niej wysypy i wysusza skórę. Ale po 2 miesiącach stosowania nagle mówię do niej "mamo, dalej używasz Bielendy? Bo masz tak cudowną cerę, jak nigdy w życiu". I wtedy zrozumiała, że to właśnie ten olejek tak zadziałał. Naprawdę takie produkty sprawiają, że pojawia się tęcza i różowe obłoczki na niebie! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Kupiłam go właśnie dzisiaj, a teraz, na spokojnie, przeglądam recenzje :D Pachnie, jak nadzienie różane, powiadasz? Lepsze to niż zapach różanego mydła z lat 90tych...

    OdpowiedzUsuń
  18. Mimo wielu pozytywnych opinii, nie skusiłam się na niego w czasie ostatniej promocji :)

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja go właśnie kupiłam na tej promocji -40% w Rossmannie, użyłam 2-3 razy, ale nie jestem jakoś przekonana do olejków. Ciekawość wygrała.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...