Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

czwartek, 30 października 2014

Pudernica. Zużycia październikowe

Jak tam, studenci, już otrząsnęliście się z wakacyjnego snu :D? Nie da się ukryć, że wszyscy zdążyli już, mniej lub bardziej, wdrożyć się w rytm pracusiów. Nikt nie rozpamiętuje już lata, większość z nadzieją odlicza dni do świąt. Tak, ten czas leci jak szalony. Dopiero co nurkowałam w torbie ze zużyciami, a już przyszło mi opisywać kolejne denko. 



Było: Babydream Wohlfuehl-Bad - płyn do kąpieli, którego znakomita większość używa w roli szamponu do włosów. Po raz pierwszy od dawna jakiś hit włosomaniaczek sprawdził się i u mnie. Więcej na pewno skrobnę niedługo.

Jest; Sylveco Balsam myjący do włosów z betuliną


poniedziałek, 27 października 2014

Wysoko zawieszona poprzeczka. Rival de Loop Revital Q10 Glattende Augencreme

Posty na blogu piszę według określonego schematu. Łatwiej mi wrzucić myśli w wygodny szablon, niż rzeźbić coś od nowa. Złapałam się na tym, że nawet wstępy zdarzają mi się podobne. Być może to nieuniknione przy ponad 500 postach, a może skończyły się zapasy inwencji twórczej. To kolejna notka, przy której mam problem z napisaniem pierwszego zdania. Nie chcę powielać opowieści dziwnej treści o tym, jak to kiedyś nie używałam kremu pod oczy, a potem na stałe wszedł do mojego pielęgnacyjnego kanonu. Na wstępie oznajmiam, że wstępu nie będzie :D.

Krem pod oczy Rival de Loop wpadł mi w oko, gdy któregoś razu buszowałam w Rossmannie. Po bardzo pozytywnym zaskoczeniu, które zafundował produkt Eucerin, postanowiłam sprawdzić tańszy kosmetyk z kompleksem Q10.

Rival de Loop umieszcza swoje kremy pod oczy w opakowaniach typowych dla tego rodzaju kosmetyków. Niewielka tubka z dzióbkiem to standard, więc nic nad czym warto byłoby się dłużej pochylać.

Formuła kremu odrobinę mnie zaskoczyła. Po bogatym Eucerin, spodziewałam się trochę bardziej zwartej konsystencji. Rival de Loop jest lżejszy, co wcale nie znaczy, że krem przypomina żel albo wodę. Kosmetyk łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Nie roluje się pod makijażem, współpracuje z korektorem pod oczy.

Mam dylemat z oceną jego działania. Gdybym nie poznała przed nim kremu Eucerin, to pewnie stwierdziłabym, że RdL to całkiem niezły produkt. Niestety, w zestawieniu z droższym kolegą wypada dość blado. Mam wrażenie, że Eucerin wykazywał silniejsze działanie; może przez tą delikatną warstwę, która zostawała na skórze. Nie mogę jednak stwierdzić, że ten krem ulatnia się (jak odżywczy z Tołpy) i pozostaje tylko obraz nędzy i rozpaczy. Rival de Loop działa dość delikatnie, lekko odżywia skórę i ją wygładza. Wbrew temu, co twierdzi producent, nie polecałabym go do wymagającej skóry. Myślę, że będzie to dobry produkt dla młodych kobiet, w granicach 20 lat, które właśnie zorientowały się, że żele Flos-Lek im nie wystarczają. Pod koniec dnia moja skóra wyraźnie i bardzo stanowczo domaga się kolejnej porcji.

Nieco niedoceniany Rival de Loop pokazał mi, że warto zerkać w jego stronę. Krem pod oczy okazał się nie taki znowu najgorszy, nie zraził mnie do marki. Zamierzam dać szansę jeszcze jednemu  ich specyfikowi tego typu - mam nadzieję, że krem regenerujący sprawdzi się choć trochę lepiej.

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Isononanoate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Zea Mays Germ Oil, Tocopheryl Acetate, Panthenol, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Glucoside, Phenoxyethanol, Magnesium Aluminum Silicate, Sodium Lactate, Sodium PCA, Sodium Cetearyl Sulfate, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Xanthan Gum, Disodium Edta, Ubiquinone, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Pentolactone, Glyceryl Stearate, Sodium Benzoate, Fructose, Glycine, Inositol, Lactic Acid, Niacinamide, Urea, Glyceryl Oleate, Palmitoyl Tripeptide-5.

Cena: ok. 7,50 zł/15 ml
Dostępność: drogerie Rossmann
Ocena: 3,5/5

piątek, 24 października 2014

Zatrzeć ślady. Maybelline Dream Lumi Touch 01 Ivory

Chyba każda z nas znalazła się (bądź dopiero znajdzie, np. w czasie pierwszej sesji na studiach) w sytuacji, gdy czas kurczył się w zastraszającym tempie, a ilość obowiązków zaczynała się gwałtownie kumulować. Tak to jest, gdy "jutro" to najbardziej zapełniony dzień tygodnia :D. Mawiają, że złość piękności szkodzi. Nie tylko. Równie bezlitosna jest niedostateczna ilość snu lub, w ekstremalnych jego przypadkach, całkowity jego brak. Weekendy nie odwrócą całego zła tego świata, dlatego trzeba ratować się, czym tylko można. Zmęczenie najczęściej widać po oczach, więc warto zadbać o to, żeby, nawet najbardziej spracowane, wyglądały promiennie. Bogom niech będą dzięki za korektory!

Na Dream Lumi Touch zachorowałam po filmikach Czarszki (polecam subskrybcję), która bardzo go chwaliła. W trakcie oglądania filmiku nie miałam butów już na stopach tylko dlatego, że jeden korektor z Maybelline już miałam (KLIK) i jakoś mojego życia nie zmienił. Ale Dream Lumi skutecznie zagnieździł mi się w głowie, więc w końcu przytargałam go do domu.

Jednym z powodów, dla których ociągałam się z zakupem, było także opakowanie. Po korektorze Lovely, który pluł tą swoją imitacją korektora, kiedy tylko chciał, do opakowań z pędzelkiem podchodziłam raczej z pewną dozą nieufności. Na szczęście Maybelline chętnie współpracował i dość szybko załapał, że gdy kręcę, to ma się pojawić :D. Syntetyczny pędzelek, który dozuje produkt jest dość miękki i przyjazny dla skóry.

Konsystencja DLT jest całkiem lekka, ale nie wodnista. W przeciwieństwie do Lovely, tutaj z delikatną formułą idzie w parze kolor, który rozkłada się równomiernie, a nie plackami. Tym, co uważam za największy atut tego produktu jest jego umiejętność dopasowywania się do struktury skóry. Nie podkreśla zmarszczek i załamań skóry (potwierdzam to ja 20+, ciocia 40+ i druga ciocia 50+). Nie zbiera się, przypudrowany siedzi cały dzień tam, gdzie trzeba. Nie wysusza.

Po lewej: korektor Pixie
Po prawej: Maybelline DLT  01 Ivory

Mały problem pojawia się w kwestii odcieni. Maybelline zaoferowało zaledwie trzy kolory, przy czym najjaśniejszy, Ivory, może początkowo odrobinę przerazić. Z opakowania wypływa bowiem taki raczej średni odcień beżu z żółtawej strony mocy. Nie wiedzieć czemu, kolor na skórze dopasowuje się  do odcienia skóry i wydaje się nawet... jaśnieć?

Z działania jestem naprawdę zadowolona. Zaznaczam, że to nie jest kosmetyk o niesamowitym kryciu, to nie ten typ produktu. O zatuszowaniu nim syfów można zapomnieć. Natomiast bardzo dobrze rozjaśnia cienie (nie kryje ich całkowicie, tylko niweluje - widać je odrobinę bardziej, gdy np. popatrzę w lustro spod byka, ale nie rażą, gdy ktoś patrzy mi w oczy). Oczy od razu wydają się być bardziej wypoczęte i w efekcie cała twarz wygląda świeżo.

Coś różowa wyszłam :D
Dream Lumi Touch to naprawdę dobry korektor pod oczy. Ujął mnie tym, że nie krzyczy "uwaga, zmarcha!". Jego właściwości rozświetlające także przypadły mi do gustu. Nie obraziłabym się, gdyby był trochę tańszy.

Skład: Aqua, Cyclopentasiloxane, Hydrogenated Polyisobutene, Glycerin, Sorbitan Isostearate, Propylene Glycol, Titanium Dioxide, Ozokerite, Phenoxyethanol, Magnesium Sulfate, Osteardimoinium Hectorite, Disodium Stearoyl Glutamate, Methylparaben, Acrylates Copolymer, Alumina, Butylparaben, Maris Sal, Aluminium Hydroxide, Tocopherol, Silica, Zinc Gluconate, Magnesium Aspartate, Chamomilla Recutita Extract, Matricaria Flower Extract, Copper Gluconate.
Może zawierać: CI 77891, CI 77491, CI 77499.

Cena: ok 35-40 zł
Dostępność: Super-Pharm, Hebe, Rossmann, Natura
Ocena: 4/5

poniedziałek, 20 października 2014

Tylko frajer leci na bajer? Essence Hello Autumn Colour Adapting Powder Blush 01 Beauti-fall red

Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą podczas zakupów. Szczególnie, jeżeli objawia się w postaci ponaglającego młodszego brata, któremu obiecało się wcześniej czekoladę. Ech... Gdybym kontemplowała zawartość standu Essence samotnie, to pewnie bym nie wzięła tego różu. Już raz prawie mnie skusił kosmetyk zmieniający kolor (podkład z Lirene; chyba trzy razy mazałam się testerem, gdy pojawił się w sprzedaży :D), tym razem uległam cudacznemu różowi. Zafascynowało mnie (i brata przy okazji), że z prawie białego zmienia kolor na różowy.

Opakowanie przypomina mi to, w którym znajduje się wielokolorowy róż z Catrice i paletka z tej samej limitowanej linii. Plastik jest gruby, porządny. Nie ma problemu z otwieraniem kasetki.

Sam róż jest dość drobno zmielony i jedwabisty. Niestety, zawiera złote, pokaźnej wielkości drobinki, które nieźle szaleją, gdy na twarz padają promienie słoneczne.

Kolor tego kosmetyku to zagadka, bo podobno u każdego zachowuje się inaczej. Gdy pierwszy raz nałożyłam go na twarz, prawie spadłam z krzesła. Moim oczom ukazały się dorodne, różowe plamy, zupełnie jakbym na policzki przez pomyłkę potraktowała zakreślaczem. Cuuudo, mówię wam :D. Kolejne podejścia były już bardziej udane, ale niemniej odcień różu nadal jest dość... optymistyczny.

Po lewej: 5 minut po aplikacji
Po prawej: 25 minut od aplikacji
Ten zmieniający się kolor to tak naprawdę spore utrudnienie w makijażu, szczególnie dla niezbyt wprawnych domorosłych makijażystek (jak ja). Trzeba dobrze znać swoją twarz i aplikować róż "na pamięć". Lepiej nie nabierać go też zbyt dużo, nakładać go warstwami i czekać aż poprzednio nałożona się utleni. Jest to pracochłonne i wydłuża czas wykonywania makijażu. Szybka i szczodra aplikacja może w tym wypadku zapewnić efekt klauna. Jedyny plus w tym przypadku jest taki, że róż ewakuuje się z twarzy w ekspresowym tempie. Dla mnie 3-4 godziny to dramatycznie mało.

Dostałam nauczkę, żeby nie przesadzać z eksperymentami, bo nie zawsze wychodzą. Róż radze potraktować jak ciekawostkę przyrodniczą, wymazać się dla zabawy testerem, ale nie przywiązywać się na dłużej.

SKŁAD: TALC, MICA, ISONONYL ISONONANOATE, ISOPROPYL ISOSTEARATE, LAUROYL LYSINE, POLYETHYLENE, AQUA (WATER), CALCIUM SODIUM BOROSILICATE, TIN OXIDE, ALUMINA, ETHYLHEXYL METHOXYCINNAMATE, CITRIC ACID, BHT, METHYLPARABEN, PROPYLPARABEN, CI 15850 (RED 7 LAKE), CI 19140 (YELLOW 5 LAKE), CI 45380 (RED 21), CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE).

Cena: 10,99 zł/10 g
Dostępność: w chwili obecnej Drogerie Natura
Ocena: 2/5

sobota, 18 października 2014

Osiołkowi w żłoby dano... Green Pharmacy Płyn micelarny 3w1 Owies

... w jeden owies, w drugi siano*. Osiołek był bardzo zachłanny i chciał mieć dużo owsa za mało siana, więc przy okazji wizyty w drogerii wrzucił do koszyka płyn micelarny Green Pharmacy. Dlaczego osiołek skusił się akurat na produkt nielubianej przez siebie marki? Dużo i tanio to przysłówki, które ciągle silnie oddziałują na osiołka.

Po całkiem udanych przygodach z płynami L'oreal i Ganier postanowiłam dać szansę nowości Green Pharmacy Do domu wróciła ze mną wersja z owsem, bo rumianku chyba nie potrafiłabym ścierpieć.

Chciałabym zacząć, już tradycyjnie, od opakowania, ale po raz kolejny nie mam właściwie nad czym się rozczulać. Butelka jest przezroczysta? Jest. Klapka jest? Jest. To jesteśmy w domu.

Opis konsystencji też będzie wymagał stawania na rzęsach, bo jak opisać wodę :D? Ta woda delikatnie się pieni i zostawia lekko klejącą warstwę na skórze. Nie jest to szczególnie uciążliwe, znam gorszych pieniaczy i większe przylepy (płyn micelarny BeBeauty :D). Płyn nie wysusza i nie podrażnia skóry, nie robi krzywdy także oczom. Nie atakuje także nosa, zapach jest przyjemny i neutralny.

Działanie? Szału nie ma, ale dramatu też nie. Płyn jest delikatny - dla skóry i dla makijażu. Z podkładem sobie jako tako poradzi, ale już tusz i szminki w mocniejszych kolorach to dla niego większe wyzwanie. Kosmetyków wodoodpornych nawet nie ruszy (turkusowa kredka Essence), szkoda zdrowia na próbowanie. 


Po użyciu tego płynu czuję się trochę niedomyta. Fankom oczyszczania twarzy tylko kosmetykiem tego typu raczej nie przypadnie do gustu, ale w połączeniu z produktem myjącym może ujść w tłoku. Spróbować zawsze warto. 

Skład: Aqua, Glycerin, Sodium Cocoamphoacetate, Polysorbate-20, Maltooligisyl Glucoside/Hydrogenated Starch, Hydrolysate, Propylene Glycol, Avena Sativa Kernel Extract, Panthenol, Citric Acid, Tetrasodium EDTA, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate.

Cena: ok. 8 (12) zł/250 (500) ml
Dostępność: Drogerie Natura
Ocena: 3,5/5

*Aleksander Fredro, Chciwość osła

środa, 15 października 2014

Wpuszczona w maliny. Nivea Lip Butter Raspberry Rose

Powiadają, że z wiekiem człowiek robi się mądrzejszy. Tak? Nie zauważyłam tego u siebie, a niedługo kolejna wiosna stuknie. Niedobrze. Po tak długiej obecności w blogosferze i znajomości jej działania od podszewki, powinnam była rozpoznać samonapędzający się mechanizm kusicielstwa. Jedna się zachwyci, reszta poleci jak pszczoły do miodu. Z różnym skutkiem. Zupełnie nie wiem, dlaczego podczas jednej z wizyt w Biedronce przytuliłam tę uroczą różową puszeczkę. Balsamów do ust zawsze mam przecież pod dostatkiem. Ale nie, musiałam, malinki się uśmiechały. Czy to się jakoś leczy?

Masełka Nivea zrobiły prawdziwą furorę w zeszłym roku. Uwiodły rzeszę dziewczyn uroczymi opakowaniami i słodkimi zapachami. Jak grzyby po deszczu wyskakiwały hurtem recenzje polane hojnie lukrem. Coś mi tu nie grało, ale zdolność realnej oceny ewentualnych możliwości walki z moimi ustami na podstawie pobieżnej analizy składu poszła się turlać, gdy dopadł mnie czar malinek.

Opakowanie to jeden z większych atutów tego kosmetyku. Estetycznie ozdobiona puszka wygląda naprawdę uroczo i zdecydowanie cieszy oko. Z użytkowaniem tego jest trochę gorzej. Moim zdaniem lepsze byłoby opakowanie o trochę mniejszej średnicy, za to wyższe - łatwiej byłoby je otworzyć.

Konsystencji się nie czepiam, jest dość przyjemna. Masełko jest lżejsze niż wazelina, tworzy przyjemną, delikatną warstewkę ochronną, która świetnie sprawdza się na zakatarzonym nosie (mniejsze podrażnienia od energicznego wycierania chusteczkami) i ma szansę chronić przed mrozem.

Jeżeli chodzi o właściwości pielęgnacyjne to właściwie nie ma o czym się rozpisywać. Moje usta potrzebują konkretnej dawki pielęgnacji. Przy balsamie Nuxe Nivea wypadła wyjątkowo słabo, bo nie robi niczego. Nie nawilża, nie odżywia, nie łagodzi, nie działa jak opatrunek. Ba, co więcej, usta przy regularnym stosowaniu są częściej spierzchnięte. 

Na deser zostawiłam sobie dwie kwestie: malinkę na torcie i śmiech na sali. "Malinką" jest oczywiście zapach, lubię malinową Mambę, więc nie mogę narzekać. Natomiast za nieporozumienie uważam kolor tego cuda. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że masełko będzie barwiło. Gdy podczas choroby spojrzałam w lustro i zobaczyłam prawie fioletowy nos, to oniemiałam z wrażenia. Na ustach balsam jest tandetnie jasnoróżowy, w dodatku lubi się nierównomiernie zbierać. Ludzie, litości!

Muszę wbić sobie do tej swojej makówki, że z Nivea mogę kupować tylko żele pod prysznic. Inaczej chyba osiwieję (a w zapasie czeka odżywka do włosów... :D).

Skład: Cera Microcrystallina, Paraffinum Liquidum, Polyglyceryl-3 Diidostearate, Butyrospermum Parkii Butter, Ricinus Communis Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Aqua, Glycerin, Glyceryl Glucoside, BHT, Aroma, CI 77891, CI 15850.

Cena: ok. 10-12 zł/19 ml
Dostępność: Rossmann, Natura, Super-Pharm, Hebe
Ocena: 2/5

niedziela, 12 października 2014

Egzamin wstępny. Essence Hello Autumn Eyeshadow Palette 01 Walk in the park


Wychodzę z założenia, że co nagle to po diable i zazwyczaj staram się nie ferować wyroków pochopnie. Nieraz zdarzyło się tak, że coś w pierwszej chwili mnie zachwyciło, a potem nagle przestało się podobać. Czasem bywało tak, że nad czymś początkowo kręciłam nosem, a następnie były fajerwerki. Warto najpierw coś dokładnie sprawdzić, żeby się o tym wypowiedzieć. Tym razem zdradzę swoje żelazne zasady, żeby napisać o produkcie z edycji limitowanej. Takie kosmetyki, jak wiadomo, znikają równie szybko, co się pojawiły. Nie widzę natomiast sensu opisywania produktów za kilka miesięcy, gdy nie będą już dostępne w sprzedaży (ostatnio widziałam recenzję lakieru z limitowanej edycji Into the wild, którą można było zdobyć 2 albo 3 lata temu. Jaki sens ma taka notka? Według mnie żaden.) Z tego względu dzisiaj pod lupę idzie paletka cieni z limitki Hello Autumn, a za kilka dni dobiorę się do różu z tej serii. Czy kosmetykom z tej edycji limitowanej uda się zdać egzamin wstępny na Zoilowy Uniwersytet Kosmetyczny :D?

Essence nie grzeszy pięknymi opakowaniami. Jest to marka tania, więc być może na nich tnie się koszty, aby zaoferować niewysoką cenę. Muszę przyznać, że choć jest ona bez ozdóbek, kasetkę oceniam pozytywne - jest wykonana z grubego plastiku i wygląda bardziej porządnie zarówno niż opakowania pojedynczych cieni ze standardowej linii, jak i różów do policzków. Dość łatwo się otwiera, ale nie ma obaw, że zrobi to samodzielnie bez woli i wiedzy właściciela. Dołączona jest też pacynka, podobna do tych z palet Sleek.

Cienie mają przyjemną, lekko kremową konsystencję. Nie są może takie maślane jak Sleekowe perły, ale daleko im do suchości Kobo. Są trochę bardziej kremowe od Inglota. Dobrze przyczepiają się zarówno do pędzla, jak i do skóry. Są średnio napigmentowane. Łatwo się z nimi pracuje, nie zanikają przy rozcieraniu, dobrze łączą się zarówno ze sobą, jak i z cieniami innych marek. Trwałość nie jest powalająca, ale radzą sobie całkiem nieźle. Bez bazy rolują się po 4 godzinach, na bazie (Hean) są grzeczne nawet 9.


Kolorystyka utrzymana jest w ciepłej, jesiennej tonacji, przywodzącej na myśl liście. Nazwa pasuje do palety jak ulał. Wszystkie cienie są mniej lub bardziej metaliczne (sądziłam początkowo, że perłowe, ale porównałam sobie z Inglotowymi perłami i to coś innego; jak coś palnęłam, to mnie poprawcie, nie jestem dobra w te klocki). Producent sugeruje na odwrocie opakowania, że pierwsze trzy cienie z powodzeniem nadadzą się na całą powiekę, a trzy kolejne w załamanie. Z uwagi na średnie nasycenie odcieni, myślę, że wszystkie z powodzeniem (może poza najciemniejszym) mogą służyć na powiekę ruchomą w makijażu dziennym. W palecie znajdują się:

kremowa biel - świetnie wygląda w wewnętrznym kąciku
żółte złoto - ten odcień z całego zestawu najmniej mi się podoba, nie lubię takich oczywistych złotych odcieni
pomarańczowe złoto/jasna miedź  
jasny złoty brąz z domieszką rudości - lubię go właśnie na całą powieką ruchomą
ciemny złoty brąz
neutralny ciemny brąz

Z tego, co widzę, palety nie cieszą się specjalnym wzięciem. Dziwi mnie to, bo to naprawdę udany produkt w korzystnej cenie. Jeżeli ktoś lubi takie złoto-miedziano-brązowe odcienie i nie boi się lekko metalicznego wykończenia, powinien przyjrzeć się temu wariantowi. Myślę, że będę często "spacerowała po parku" w tym roku :). Niniejszym ogłaszam, że Pani/Pan Essence Hello Autumn Eyeshadow Palette 01 Walk in the park zostaje przyjęty w poczt studentów Zoilowego Uniwersytetu Kosmetycznego :D.


Cena: 15,99 zł/6 g
Dostępność: na chwilę obecną Drogerie Natura
Ocena: 4-4,5/5

czwartek, 9 października 2014

Bardzo gorzka ta czekolada. Bell 4mat eyeshadows 01

Nigdy nie ukrywałam tego, że jestem łasuchem. Lubię sobie porządnie podjeść. Szczególnie w mój gust trafia wszystko, co słodkie. Jestem zakochana w lekkich jak piórko piankach, wodospadach tofee, tonach żelków... A to wszystko najchętniej polałabym czekoladą. Niestety, gdybym folgowała sobie tak często jakbym chciała, to byłabym znacznie szersza niż wyższa (teraz jestem szersza "trochę" :D). Dlatego szukam w kosmetykach czegoś, co przypomni mi ulubione łakocie. Paletka Bell wpadła mi w szpony, bo jej tłoczenie skojarzyło mi się z czekoladkami Schogetten :D. Nasz los został przypieczętowany, gdy mama stwierdziła, że to moje kolory.

Cienie zamknięte są w porządnym opakowaniu z grubego plastiku. Paletka jest niewielka, być może dlatego poszczególne odcienie są nie są od siebie oddzielone żadnymi przegródkami.

Konsystencja pudru jest dość przyjemna w dotyku, delikatnie aksamitna. Cienie nie są w żadnym wypadku zbite. Łatwo nabierają się zarówno na palec, jak i pędzel. Nie osypują się. Nie sprawiają problemów przy rozcieraniu.

Niestety, cienie tracą urok w momencie zetknięcia ze skórą. W palecie prezentują się zachęcająco, niestety, poza najciemniejszym brązem, są praktycznie niewidoczne. Pigmentacja leży. Do tego, żeby te najjaśniejsze i ten brudny róż były widoczne na zdjęciach, musiałam nałożyć kilka warstw.

Trwałość też nie jest jakaś powalająca. Bez bazy rolują się po 2 godzinach, na bazie są w stanie dobić do sześciu. Przeciętność w każdym calu.

Wariant, który posiadam, to dość bezpieczna wersja na co dzień. Znajdziemy tu:
- jasny, prawie biały na skórze, beż, 
- lekko pomarańczowy, cielisty odcień
- brudny róż
- czekoladowy brąz.

Z uwagi na udane połączenie kolorów paleta miała szansę na stanie się stałym elementem mojego makijażu. Niestety, kiepska pigmentacja i nienajlepsza trwałość skutecznie mnie do niej zniechęciły.



Skład: Talc, Mica, Copernica Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, Octyldodecyl Stearate, Magnesium Stearate, Tocopherol, Isopropyl Titanium Trisostearate, Sodium Lauroyl Aspartate, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Zinc Chloride, PEG-8, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben.
Może zawierać: CI 15850, CI 16035, CI 19140, CI 42090, CI 45410, CI 77007, CI 77266, CI 77491, CI 77492, CI 77510, CI 77742, CI 77891.

Cena: ok. 17 zł
Dostępność: drogerie Hebe, Jasmin
Ocena: 2/5

poniedziałek, 6 października 2014

Polowanie na upiększanie. Stylowe zakupy z Grazią i Twoim Stylem


Jesienne szaleństwo zniżkowe ma się ku końcowi. O ile się nie mylę, 11 i 12 października to będą ostatnia sobota i niedziela, w które zrobimy zakupy z rabatami z gazet. Tym razem uzbroić trzeba się w Twój Styl (10/2014, cena: 7,99 zł) albo Grazię (nr 20, 2 października 2014 r., cena 2,99 zł).

Sklepy stacjonarne

Bath&Body Works - zniżka w wysokości 30%

Dayli - 25% rabatu, który nie łączy się z innymi promocjami i ofertami z gazetki oraz nie dotyczy towarów i usług objętych akcyzą.

Jasmin - kupon uprawnia nas do zakupu produktów marek własnych 20% taniej. Zniżka 15% obejmie pozostałe produkty. Obowiązuje w wybranych drogeriach Jasmin.

MAC - przy zakupach za min. 250 zł gratis szminka

Organique - 20% zniżki na produkty marki w salonach. Nie łączy się z innymi promocjami.

Super-Pharm - 30% na dermokosmetyki. Rabat nie łączy się z innymi promocjami, nie obejmuje też zestawów.

The Body Shop - w weekend zakupy zrobimy 20% taniej. Zniżka nie łączy się z innymi promocjami.

Stacjonarnie i online

Alterna, Kevin Murphy - 20% w wybranych salonach fryzjerskich oraz na stronach alternapolska.pl, kevinmurphy.pl, hair2go.pl
Kod do sklepu online: Grazia2014

Anna Pikura - 50 zł mniej zapłacimy za kosmetyki i zabiegi przy kwocie minimum 200 zł, dostępny w Klinikach ANNA PIKURA i na annapikura.com, do 25 października
Kod do sklepu online: Grazia2014

Bandi - 25% na produkty i usługi w Instytucie Urody Bandi oraz na bandi.pl, do 17 października
Kod do sklepu online: grazia25

Douglas - 15% rabatu na wszystkie zapachy, także na douglas.pl. Nie łączy się z innymi promocjami.
Kod do sklepu online: STYL2014

Golden Rose - kosmetyki tej popularnej marki kupimy 20% taniej, także na goldenrose.pl. Rabat nie łączy się z innymi ofertami.
Kod do sklepu online: Grazia2014

Inglot - 20% na cały asortyment z wyłączeniem akcesoriów, dostępny także na inglot.pl
Kod do sklepu online: Grazia2014

L'occitane - rabat w wysokości 20% na cały asortyment z wyłączeniem pojedynczych produktów z linii Divine. Nie łączy się z innymi promocjami i zniżkami. Także na loccitane.pl
Kod do sklepu online: Grazia2014

Mydlarnia u Franciszka - 20% na produkty sprzedawane w tej mydlarni. Także online: ufranciszka.pl
Kod do sklepu online: StyloweZakupy2014

Paese - 40% do zrealizowania na stoiskach firmowych i na sklep.paese.pl
Kod do sklepu online: stylowe_paese2014

Phenome - 20% w sklepach firmowych i na phenome.pl
Kod do sklepu online: Grazia2014

Stenders -20% na wszystko poza towarami przecenionymi, do wykorzystania także na stenders-cosmetics.pl
Kod do sklepu online: Grazia 2014

Yves Rocher -30% na jeden kosmetyk poza Zielonym Punktem + błyszczyk Sexy Pulp przy zakupach za min. 59 zł. Także na yves-rocher.pl
Kod do sklepu online: 410760

Online

Farmona - 20% na sklep.farmona.pl, do 10 do 31 października
Kod: Grazia2014

Pat&Rub -20% rabatu na kosmetyki naturalne i zestawy, dostępny na patandrub.pl
Kod: GRAZIA2014

PerhapsMe- 20% na cały asortyment (mają m.in. kosmetyki Lumene i pędzle Bdellium), nie łączy się z innymi promocjami, do wykorzystania na perhapsme.com
Kod: Grazia2014

Synesis - nietypowy rabat, bo 37%. Obowiązuje na stronie synesis.pl
Kod: Grazia2014

Jeżeli chodzi o kosmetykoholiczki to chyba najlepsza akcja rabatowa tej jesieni. W ramach tej akcji jest jeszcze trochę rabatów na zabiegi, ale nie chciałam już ich spisywać, żeby nie poumykały te bardziej kuszące zniżki. Sama zamierzam skorzystać ze zniżki do Organiue, Paese, Golden Rose, nie wykluczam też małego wypadu do Jamin i Dayli oraz Inglota.

Zaciekawiło mnie także kilka kuponów z "innych działek", np. 20% zniżki na Yankee Candle w wybranych sklepach stacjonarnych, 20% do Home&You, 20% do Księgarni Gandalf (książki), 20% do Merlina (książki, muzyka, film), 20% do Sarenzy (szkoda, że przy zakupach za 200 zł). 20% do Empiku (muzyka, film, gry planszowe, artykuły szkolne, produkty do dekoracji). Może gazeta mi się zwróci :D.

piątek, 3 października 2014

Trzeba zagrabić (nie tylko liście). Zużycia września

Uczniowie otrząsnęli się już po wakacyjnym śnie, studentom, mimo tego, że rok akademicki dopiero się rozpoczął (wnioskuję po radosnych imprezkach na osiedlu), też idzie całkiem nieźle. Pora, żebym i ja się zebrała do kupy (chociaż akurat nie po wakacjach). Pierwszy etap - rozliczenie września :).


Było: Green Pharmacy Płyn micelarny 3 w 1 Owies - praktycznie za każdym razem, gdy wspominam o tej marce, dodaję, że jej nie lubię, bo źle mi się kojarzy i na początku przygody z ich kosmetykami trafiłam na gigantyczny niewypał w postaci scrubu do stóp. Muszę przyznać, że choć sceptycznie podchodziłam do tego płynu nie okazał się on koszmarem. A to już sukces, bo byłam do niego uprzedzona na wstępie. Więcej o jego działaniu napiszę niebawem.

Jest: Sylveco Lipowy płyn micelarny - tak jak wspominałam na Facebooku, liczę, że choć płyn zawiera ekstrakt z lipy to "lipy nie będzie" :).


Było: Organique Ghassoul Clay Powder - choć jestem dopiero na początku mojej przygody z glinkami to przy Ghassoul zostanę na trochę dłużej. Bardzo mi odpowiada, podoba mi się, że dobrze oczyszcza skórę, ale nie jest taka "żrąca" jak zielona. Uwielbiam!

Jest: Nacomi Glinka Ghassoul


Było: Rival de Loop Revital Q10 Glaettende Augencreme - gdy tubka kremu Eucerin zaczęła wypluwać resztki, zaczęłam rozglądać się za nowym kosmetykiem pod oczy, który przy okazji nie zrujnuje budżetu. Całkiem niezłe opinie sprawiły, że dałam szansę Rival de Loop. Więcej na jego temat przeczytacie niebawem.

Jest: Ava Eco Linea Rewitalizujący krem pod oczy - od dawna miałam na niego ochotę, ale cena oscylująca w granicach 40 zł skutecznie mnie odstraszała. Na szczęście udało mi się trafić na promocję i z dziką radością wyskoczyłam z niecałych 30 zł.


Było: Nuxe Reve de Miel Lip Balm - bardzo dobry balsam do ust, na stosowanie którego trzeba wypracować sobie własną technikę. Odrobinkę problematyczny, ale efekty są tego warte. Pełna recenzja do przeczytania TU.

Jest: Nivea Lip Butter Raspberry Rose - prawdopodobnie ten kosmetyk wyląduje w następnym denku. Zapewne zużywałabym go miesiącami, gdyby nie paskudne przeziębienie, które przyspieszyło zużycie tego balsamu. Sprawdził się na zakatarzonym nosie :D. Opinię na jego temat już mam, recenzja powinna pojawić się w tym miesiącu. Krótka piłka.


Było: Catrice Waterproof Top Coat - wielka szkoda, że o tym kosmetyku dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy postanowili go wycofać. Fantastyczny "uwodoodparniacz", który trzyma w ryzach tusz. Jeżeli gdzieś się uchował, a macie problemy ze znalezieniem wodoodpornego tuszu, to polecam go przytulić. Recenzja do przeczytania TU.

Jest: To samo :)


Było: Sundance Mattierendes Sonnenfluid SPF 30 - całkiem udany spontaniczny zakup. Filtr spisał się nieźle, ale choć dobrze go oceniłam (KLIK), raczej do niego nie wrócę. Ten alkoholowy smrodek był jednak trochę uciążliwy i z ulgą przerzuciłam się na krem o mniej drażniącym zapachu.

Jest: Bielenda Bikini Ochronny krem do twarzy SPF 30


Było: Ta-firma-której-nazwy-nigdy-nie-umiem-napisać-bo-te-kreski-mienią-mi-się-przed-oczami Żel pod prysznic Kwiat pomarańczy - u Pauli z One little smile przeczytałam, że to najlepiej oceniany przez konsumentów zapach w tej serii. Mnie nie powalił, to taki zapach kwiaciarni (jakieś kwiatki+woda), podobnie jak Paula skłaniam się bardziej ku wersji brzoskwiniowej. Muszę jednak przyznać, że te żele nie są aż tak szałowe, żebym kupowała je bez przerwy. Wolę Nivea :).

Jest: Bobini Baby Hypoalergiczny Żel do mycia ciała i włosów dla niemowląt i dzieci - tutaj należy się małe wyjaśnienie, bo ten produkt się już pojawił w sierpniowym denku jako następca szamponu Schauma. Niestety, Bobini zrobił mi ze skóry głowy masakrę. Pierwszy śnieg miałam w tym roku we wrześniu. Koszmar. Zużywam do ciała. 



Było: Tołpa Spa Bio Anti Stress Peeling borowinowy - peeling-marzenie, naprawdę. Nie sądziłam, że polubię się tak bardzo z peelingiem solnym, który w dodatku tak mocno pachnie (śmierdzi) ziołami (cóż poradzić, wolę karmel). Przecudnie ściera skórę, jest odpowiednio mocny, ale przy tym nie za ostry. Nie zdecyduję się na pełnowymiarowe opakowanie z uwagi na ten aromat, ale może peeling Czarna Róża pachnie przyjemniej. Miał ktoś?
Joanna Fruit Fantasy Peeling gruboziarnisty do ciała Dojrzała marakuja - zapomniałam o tym, że Joanna robi naprawdę udane peelingi. Kilka lat temu namiętnie używałam wersji z grejpfrutem i z czarną porzeczką (tych takich maluchów). Nie trą mocno, ale można nimi wykonać przyjemny masaż ciała. Drobinki są spore i producent ich nie pożałował. Na pewno kupię inne warianty zapachowe!

Jest: Paloma Body Spa Peeling do ciała z olejkiem arganowym


Jakieś pytania :D?


Było: Alterra Olejek Brzoza i Pomarańcza - olejek, jak olejek, ten przyjemnie pachniał i dlatego chętnie go używałam. Czy działa antycellulitowo? Nie mam pojęcia :).
Ziaja Rebuild Reduktor cellulitu Serum drenujące - to moja kolejna butelka tego specyfiku, a nadal nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy to działa.

Jest: AA 5HD Serum ujędrniająco - antycellulitowe Uda i pośladki - było za 5 zł w Biedronie, więc się skusiłam. Cudów nie oczekuję, stosuję dla poprawy samopoczucia :).


Udało mi się dobrać trochę do chomikowanych próbek. Balsam pod prysznic Nivea okazał się wodnistym czymś, które przyjemnie pachnie w opakowaniu i w ogóle na skórze, za to potrafi pięknie przesuszyć. Eveline wypuściło coś podobnego - tutaj z kolei zapach jest tak intensywny, że czuć go przez opakowanie. Krzywdy mi nie zrobił, ale dobroczynnego działania nie zauważyłam. Żel pod prysznic Kneipp nie przypadł mi do gustu z uwagi na zapach, ale fanki cytrynowych aromatów będą zachwycone. Ultra lekki fluid La Roche-Posay bardzo przyjemnie zaskoczył mnie swoją lekkością, pełnowymiarowe opakowanie będzie moje! O dziwo, krem dla dzieci z SPF 50 Eucerin też wypadł zachęcająco, wcale nie gorzej od Sundance - chyba też się nim zainteresuję w przyszłym roku.


Było: Balea Jeden Tag Shampoo Blaubeere - zazwyczaj produkty do włosów otwierają notkę, tym razem będzie inaczej, z tego względu, że nie używałam tego szamponu do mycia szopy, a do prania pędzli. 

Jest: Yves Rocher Szampon oczyszczający - okropnie cuchnie, dlatego niezbyt chętnie używam tego kosmetyku do włosów. Do mycia pędzli będzie jak znalazł.

To wszystkie kosmetyki, z którymi rozprawiłam się we wrześniu. Nie jest tego może specjalnie dużo, ale staram się redukować zapasy. A wam jak poszło?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...