Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

wtorek, 30 września 2014

Chcesz z liścia? Ziaja Liście Manuka Krem nawilżający balans korygująco-ściągający

Nie ukrywam, że testowanie rynkowych nowości sprawia mi przyjemność. Za każdym razem daję się złapać na kolejną innowację, która zrewolucjonizuje moje życie. Zazwyczaj wychodzi jak zwykle, czyli przeciętnie. Czasem jednak cudowna nowość potrafi porządnie zaleźć za skórę.

Lubię polskie, tanie marki, bo są polskie i tanie :D. Śledzę więc uważnie strony Ziai, AA, Farmony, czy Joanny. Jakiś czas temu na stronie pierwszej z obserwowanych marek pojawiła się zapowiedź serii, która wydawała się odpowiedzią na moje problemy z cerą. Alleluja! Grzecznie podreptałam do firmowego sklepu, gdzie udało mi się dorwać dwa promocyjne zestawy serii Manuka. Tym sposobem weszłam w posiadanie kremu na dzień, kremu na noc, toniku i pasty oczyszczającej. W tamtym momencie wydawało mi się, że złapałam Boga za nogi. Nie chciałam jednak robić rewolucji w pielęgnacji twarzy od razu i włączałam manukowe kosmetyki stopniowo. Na pierwszy ogień poszła pasta (o której napiszę niebawem) i krem na dzień.

Ziaja załadowała kremy z tej serii w tubki. To niezłe rozwiązanie, w każdym razie trochę bardziej higieniczne niż klasyczny słoiczek, przy którym trzeba uruchomić "palca-grzebalca".

Producent chyba nie do końca zrozumiał znaczenie słów, które umieścił na etykiecie. Rozumiem, że "nietłusty" i "bardzo lekki" ładnie brzmią, ale zupełnie nie odpowiadają prawdzie. Krem może nie jest zbity, ale mimo swojej dość "płynnej" konsystencji ma okropnie tłustą bazę, która zabija całą ewentualną "lekkość" formuły. Twarz się po nim koszmarnie świeci - słowo daję, tej dyskotece dorównuje tylko smalcowaty filtr 50 z Dermedic. A Ziaja ma w sobie ochronę niską, spf na poziomie 10. Co gorsza, ten okropny film się w ogóle nie wchłania. Żeby było jeszcze weselej, dodam, że krem powoduje, że cera przetłuszcza się jak wściekła. Gdy stosowałam krem Tołpy nie miałam ani grama smalcu na czole, skóra się trochę ustabilizowała. Przy Ziai mogłam tam smażyć kotlety. Można na niego nałożyć podkład, nie roluje się (uścisk dłoni prezesa, komu uda się okiełznać tego tłuściocha pudrem. Chyba trzeba byłoby nałożyć gips).

Smalec dyskwalifikuje krem na dzień w moim przypadku, ale myślałam, że z uwagi na dobre działanie antybakteryjne będę go mogła stosować na noc. Niestety, "korygowanie" i "ściąganie" idzie mu średnio. Gdy rozpoczęłam jego stosowanie na twarzy pojawiły się dawno niewidziane, bolące gule, które zeszły po jakimś czasie. Twarz się jednak nie oczyściła całkowicie, nadal jest na niej pełno niedoskonałości - przez kilka miesięcy cieszyłam się okresowymi niespodziankami, po Ziai moja twarz znowu czymś obsypywało.

Jakby tego wszystkiego było mało, kosmetyk nie pachnie zbyt przyjemnie. Pasta do zębów w zaskakującym duecie z leśną kostką do WC (taki chyba urok tej serii, pasta też tak cuchnie).

Plusy? Tak, jeden, całkiem niska cena jak za krem do twarzy. Jednak zdecydowanie za dużo o te 10-12 zł jak na taki bubel. Omijać szerokim łukiem!

Skład:Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Glycerin, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Isononyl Isononanoate, Cetyl Alcohol, Cyclopentasiloxane, Glyceryl Strarate, PEG-10 Stearate, Potassium Cetyl Phospjate, Panthenol, Dimethicone, Methylene Bis-Benzotriazolyl, Tetramethylbutylphenol (nano), Octocrylene, Butylene Glycol, Enantia Chlorantha Extract, Oleanolic Acid, Laminaria Ochroleuca Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Zinc Gluconate, Sodium Hyaluronate, Propylene Glycol, Leptospermum Scoparium Leaf Extract, Sodium olyacrylate, CI 77891, Mica, Tin Oxide, Xanthan Dum DMDM Hydantoin, Methylparaben, Ethylparaben, Parfum, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linaloo, Citral, Eugenol, Sodium Hydroxide.

Cena: ok. 10-12 zł/50 ml
Dostępność: drogeria Hebe, Rossmann
Ocena: 1/5

sobota, 27 września 2014

Lepszy rydz niż nic? Weekend zniżek z Elle/Glamour/In Style



Już w następny weekend (4 i 5 października) do sklepów ruszą zakupoholiczki uzbrojone w Elle, Glamour i In Style. Czy i tym razem fanki kosmetyków znajdą coś dla siebie?

Stacjonarnie

Hebe - nie da się ukryć, że najwięcej rabatów na kosmetyki i jest do tej sieci. Po spisaniu wszystkich zniżek, okazało się, że tym razem nie poszalejemy w innych sklepach...
makijaż dzienny z kuponem i kartą 50% taniej
makijaż wieczorowy z kuponem i kartą 43% taniej

  • Lee Stafford 25%
  • Hask 25%
  • Ariel 25%
  • Prosalon 25%
  • Marc Anthony 25%
  • Silan 25%
  • Ambi Pur 25%
  • Allverne 30% (pielęgnacja ciała)
  • Eveline 30% (pielęgnacja ciała)
  • Nivea 30% (pielęgnacja ciała i twarzy)
  • Perfecta 30% (pielęgnacja twarzy)
  • Palmolive 30%
  • Colgate 30%
  • Green Pharmacy 20% (pielęgnacja ciała)
  • Soraya 25% (pielęgnacja twarzy z serii Metamorphose, Hialuronowy Mikrozastrzyk, Art&Diamonds oraz podkłady)
  • Kinetics 25%
  • Delawell 30% (pielęgnacja ciała)
  • CD 30% (pielęgnacja ciała i dezodoranty)
  • Aminogenesis 30%
  • AA 30% (produkty do twarzy poza linią Theraphy)
  • Bali Spa 25%
  • Jacques Batini 25% (na zapachy z serii Murano)
  • Roberto Verino 25%
  • L'oreal przy zakupie maskary L'oreal Volume Million Lashes cienie L'oreal Color Riche Mono za 1 zł.
  • Max Factor 20% (produkty do makijażu ust)
  • Sally Hansen 25%
  • Jesus del Pozo 25%
  • Bourjois 25% (maskary z serii Glamour)
  • Inecto 25% (produkty do włosów)
  • Eveline 50% (fluidy Art Scenic)
  • Carmex 25%
  • Bell 30% (seria Hypoallergenic)
  • Gosh 30% (wybrane produkty)
  • David Beckham 25%
  • Salon Perfect 25%
  • Ingrid 25%
  • Rimmel 25% (tusze do rzęs, cienie i kredki)


Lifeage Premium Wellness Club 25% na zabiegi spa i kosmetyki, promocja od 4 października do 4 listopada.

Nuxe 20% na kosmetyki tej marki w wybranych aptekach, przy zakupie dwóch kosmetyków przent

Przychodnia specjalistyczna High Med 20% na 5 zabiegów mezoterapii igłowej skóry głowy

Salon Eclair 25% rabatu na stylizację paznokci. Promocja trwa od 4 października do 18 października.

Sephora

  • 20% na fluidy Provoke
  • 3 za 2 na markę Sephora (3 produkt za 1 zł)


Super-Pharm 40% na produkty AA


Stacjonarnie i online

Aromatella - 20% na markę Bomb Cosmetics

Inglot 20% (nie obejmuje akcesoriów)

Kevin Murphy 20% (marki Kevin Murphy i Alterna)
Kod do sklepu internetowego: SZALEŃSTWO2014

Stenders  20% w sklepie internetowym, 25% przy zakupie minimum dwóch produktów w sklepie stacjonarnym.

Online

Clinique  przy zakupach za 149 zł kosmetyczka z miniaturami.
Kod do sklepu internetowego- OFERTAVIP

Hean 20%
Kod do sklepu internetowego: heankosmetyki

Is Clinical 15%

Murad - przy zakupie kosmetyków dwa miniprodukty w prezencie
Kod do sklepu internetowego -SZMURAD2014

Strefa Urody - przy zakupach za 20 zł wyszczuplający peeling solny Bielenda Polinezja Spa gratis

Bardzo słabe te rabaty. Bardzo mało sklepów i salonów bierze udział w akcji. Liczyłam na kupon do Organique, niestety tym razem nim nie uraczyli. Jedyną zniżką, która mnie zainteresowała, jest 20% do Inglota. Cienizna.

ALE

Jeżeli mieszkanki Gdańska, Krakowa, Katowic, Poznania i Warszawy planują zrobić zakupy z tymi zniżkami (może coś z ubrań?) to polecam upatrzyć sobie coś wcześniej i raniutko w sobotę lecieć do sklepu. Odpowiednio w Galerii Bałtyckiej, Galerii Krakowskiej, Poznań City Center i Galerii Mokotów za okazaniem w specjalnej strefie paragonu (albo paragonów) na łączną kwotę 50 zł oraz kuponu na niespodziankę zamieszczonego w czasopiśmie będzie można dokonać wyboru prezentu. A tu już można się na coś przy okazji połakomić. Do ustrzelenia będą:

352 zestawy kosmetyków Tołpa
150 zestawów kosmetyków NYX (baza pod podkład, matujący puder w kompakcie, cień do powiek) - w tym przypadku trzeba zrobić zakupy nie za 50 zł, a za 200 zł
129 zestawów pędzli Hakuro
170 zestawów Orly
110 soli do kąpieli Bodhi Thailand Spa
735 zestawów kosmetyków Farmona Tutti Frutti
150 pomadek koloryzujących Isadora Lip Chock
700 suchych olejków Nuxe Huile Prodigieuse
200 pudełek beGlossy
86 zestawów kosmetyków Guinot (peeling enzymatyczny i maska nawilżająca)
259 rozświetlaczy Bobbi Brown Shimmer Brick - tutaj też trzeba zrobić zakupy za 200 zł
190 flakoników perfum Rouge Bunny Rouge - musimy okazać paragony aż na 500 zł.

Aż kusi, żeby wsiąść w pociąg. Byle jaki, byle do tych przybytków :). 

środa, 24 września 2014

Mmmmiodzio. Nuxe Reve de Miel Lip Balm

Po kilku latach blogowania stali czytelnicy zapewne orientują się, że nie należę do osób zachwyconych sobą i właściwie rzadko jestem z siebie zadowolona. Cóż, Natura poskąpiła mi urody, co nie znaczy, że powinnam darować sobie dbanie o wygląd. Szczególnie zajmowanie się jednym z fragmentów ciała sprawia mi przyjemność. Lubię nacierać czymś usta - nie są może piękne, ale to je najchętniej rozpieszczam. 

Na balsam do ust Nuxe miałam ochotę od kilku lat. Jednak z krzykiem wybiegałam z aptek, gdy dostrzegałam jego cenę. Pod koniec zeszłego roku udało mi się wypatrzeć zniżkę i z bólem serca wyskoczyłam z 25 zł.

Balsam mieści się w ciężkim, szklanym słoiczku. Opakowanie wygląda bardzo porządnie, ale zupełnie nie nadaje się do torebki - kolejnego kamienia już targać nie chciałam. Takie rozwiązanie nie jest specjalnie higieniczne, dlatego Nuxe zamieszkał na biurku w domu. Podobno firma ma w swojej ofercie także sztyft, ciekawa jestem, czy bardzo różni się od wersji w słoiczku.


Konsystencja zmienia się w zależności od temperatury. Gdy jest ciepło, balsam się topi i jest dość smarowny. Natomiast w zimne dni robi się zbity i czasem się odrobiną scukrza. Wolę go w bardziej "stałej" postaci - mam wrażenie, że wtedy aplikuje się go mniej. A w przypadku tego produktu umiar jest wskazany.

Zawsze wydawało mi się, że im więcej produktu pielęgnacyjnego, tym lepiej. Niestety, nie w przypadku balsamu do ust Nuxe. Tutaj wystarczy naprawdę minimalna ilość. Balsam cudownie odżywia usta, już po kilkunastu minutach stają się miękkie i gładkie. Jeżeli go nawalimy to nie dość, że wargi będą białe (kosmetyk lekko rozjaśnia usta), to balsam dodatkowo się zroluje. Po kilku pierwszych nocach budziłam się z białymi wałkami :D. Warto wypracować swój sposób aplikacji, bo efekty są warte trudności. Po nałożeniu na noc nie potrzebuję kolejnej dawki balsamu aż do popołudnia następnego dnia. Uwielbiam to! Pomadka Alverde w torebce leży i się kurzy.

Przed zakupem tego produktu miałam pewne obawy odnośnie zapachu. Nie cierpię aromatu miodu, kojarzy mi się z brudem. Na szczęście Nuxe, choć teoretycznie miodowy, pachnie cytryną, ale taką przyjemną dla nosa, nie koszmarkiem rodem z chemii gospodarczej.

Po 9 miesiącach prawie dobiłam dna w tym produkcie. Z pewnością kupię go ponownie, ale najchętniej kilkanaście procent taniej - warto wyskrobać na niego 25 zł, ale nie szarpnęłabym się na niego za dwa razy większą kwotę.

Skład: Cera Alba, Olus Oil, Lecithin, Behenoxy Dimethicone, Prunus Amygdalus Dulcis Oil. Butyrospermum Parkii Extract, Mel, Butyrospermum Parkii, Dimethicone, Ethylhxyl Methioxycinnamate, Citrus Grandis Peel Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Vegetable Oil, Glycine Soya Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Tocopherol, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Candelilla Cera/Euphorbia Cerifera Wax, Allantoin, Calendula Officinalis Flower Extract, BHT, Citric Acid, Citral, Limonene, Linalool.

Cena: 30-45 zł/15 g
Dostępność: apteki (np. ZikoApteka, Lekosfera)
Ocena: 4,5/5

sobota, 20 września 2014

Malinowy cud? Balneokosmetyki Malinowe masło do ciała

Blogowo-vlogowa sfera urodowa to mechanizm, który napędzany jest od środka. Czasami wystarczy jeden post, jedna dziewczyna, żeby połowa maniaczek kosmetyków zwlokła tyłki sprzed komputerów i ruszyła tłumnie do drogerii żeby ogołocić półki. Im bardziej popularna jest blo/vlogerka, tym większą ma siłę rażenia. Doceniają to także marki, szczególnie te młode lub/i niezbyt uznane. 

O Balneokosmetyki usłyszałam po raz pierwszy w jednym z filmików. Zaciekawiona zaczęłam buszować po ich stronie i stwierdziłam, że muszę kiedyś czegoś spróbować. Postanowiłam się skusić na flagowy kosmetyk, czyli malinowe masło. Poprosiłam ciocię, która czasem korzysta z usług hotelu Malinowy Dwór, aby sprawdziła, czy mają tam te produkty. Okazało się, że są tam sprzedawane. Tym sposobem stałam się posiadaczką masła (ciotka tylko zapomniała o tym, że chciałam małe i zaszalała).

Kosmetyk zapakowany jest w prosty, wytrzymały słoiczek. Opakowanie nie jest specjalnie ozdobne ani funkcjonalne, dlatego nie będę się nad nim dłużej zatrzymywać.

Konsystencja jest dość interesująca. Takie 100% masła w maśle - kosmetyk jest mocno zbity, palec nie wchodzi w niego tak gładko jak w lżejsze struktury maseł z Joanny czy Ziai. Żeby nabrać masło, musimy je zebrać z wierzchu palcami. Taka formuła przypomina mi trochę masło shea z The Body Shop. W rozprowadzenie tego kosmetyku trzeba włożyć trochę więcej wysiłku, zwłaszcza, że potrafi zostawić białe smugi, jeżeli niedokładnie go rozsmarujemy. Bardzo zdziwiło mnie to, że masło nie jest tłuste i szybko się wchłania.

Działanie także nie rozczarowało. Masło fantastycznie nawilża skórę. Po jego użyciu nawet łydki są miękkie i gładkie, a do tego takie "nasycone". Koi przesuszone miejsca i odżywia - skóra na łokciach i kolanach przestała być szorstka i kłująca. Muszę jednak podkreślić, że nie usuwa wszystkich problemów od razu - łokcie po aplikacji masła nie od razu były zregenerowane (a np. krem do rąk Isana z mocznikiem zadziałał na nie bajecznie chwilę po nałożeniu). Stosowany regularnie sprawił, że moja skóra była w dobrej kondycji przez około dobę od aplikacji, nawet gdy używałam parszywego żelu Fresh Juice.

Na koniec zostawiłam sobie tę kwestię, która była głównym motorem zakupu tego produktu - zapach. Po tym, czego się nasłuchałam, o "malinach prosto z krzaczka", czy "pięknym malinowym zapachu", spodziewałam się aromatu świeżych słodkich malin, w ostateczności nieco chemicznego zapachu gumy Mamba. Tymczasem zapach przypomina mieszankę jeżyn i malin z przewagą pierwszego owocu. Małe rozczarowanie. Na skórze z czasem robi się delikatniejszy i wychodzą z niego malinowe nuty. Niestety, zapach nie jest trwały i po 2 godzinach kompletnie go nie czuć, nawet po przytknięciu nosa do skóry.

Balneokosmetyki stworzyło całkiem przyjemne masło do codziennego użytku. Nie jest to może produkt do zadań specjalnych, ale z pewnością umili regularną pielęgnację. Nie wiem, czy ponownie je kupię, cena nie jest specjalnie zachęcająca.

Skład: Aqua, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, PEG-20 Stearate, Hydrogenated Polydecene, Fucus Vesiculosus Extract, Perphyra Umbilicalis Extract, Sulfide/Hydrogen Sulfide Mineral Water, Argania Spinosa Kernel Oil, Panthenol, Sodium Lactate, Sodium PCA, Fructose, Urea, Niacinamide, Inositol, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Melanocarpan Juice, Wheat Germ Oil, Avocado Oil, Macadamia Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Parfum, Aesculus Hipocastanum Extract, Aloe Vera Barbadensis, Sodium Polyacrylate, Trideceth-6, Tocopheryl Acetate, Ascorbyl Palmitate, Lecithin,Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Phenoxyethanol, Polyaminopropyl Biguanide, Ethylhexylglycerin, Hexyl Cinnamal.

Cena: 53 zł/230 ml
Dostępność: strona producenta, Malinowe Hotele (np. Malinowy Dwór w Świeradowie-Zdroju)
Ocena: 4/5

wtorek, 16 września 2014

Kredyt zaufania. Eucerin Q10 Active Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy

Myślę, że nie przesadzę zbytnio, gdy napiszę, że w dzisiejszych czasach bez internetu to jak bez ręki. Wiele z nas dzień rozpoczyna od przeglądania portali internetowych przy kubku kawy. W sieci obracamy się w czasie pracy, w internecie szperamy, gdy jakieś zadanie domowe sprawia nam trudność... Kopalnia wiedzy otwiera się na dwa kliki. Możemy wyszukać informację na wiele interesujących tematów. Jak gotować kukurydzę, czym wywabić plamy z wina, który telefon komórkowy ma lepsze parametry, który krem do twarzy wybrać. Zapewne niektórym ciężko będzie uwierzyć, że jeszcze kilka lat temu nieźle radziliśmy sobie bez cioci Wiki i wujka Google'a. Czasy się zmieniają. Niedawno to, co nam zaserwował sprzedawca było dla nas prawdą objawioną. Dziś kwestionujemy kit wciskany przez handlarzy na własną rękę. Bardziej ufamy temu, co znajdziemy w internecie, niż temu, co powie nam pani za ladą czy pan złapany między mąką a papierem toaletowym. Czasem jednak warto się przemóc, bo istnieją jeszcze osoby, które mają pojęcie o tym, o czym mówią i co polecają.

Eucerin wylądował w mojej kosmetyczce zupełnie przypadkowo. Wybrałam się do Super-Pharmu z zamiarem zakupu kremu pod oczy (poprzednik, badziew z Avonu doprowadzał mnie do szewskiej pasji). Z uwagi na to, że w owym czasie była spora obniżka na kilka marek, uparłam się, że koniecznie wybiorę produkt z jednej z nich. Już miałam iść do kasy, gdy zaczepiła mnie konsultantka. Z ciekawości poprosiłam ją o polecenie jakiegoś produktu. Po kilku pytaniach, pani wskazała mi właśnie Eucerin Q10. Raz się żyje, pomyślałam, gdy odkładałam wcześniej wybrany produkt i po chwili pędziłam zapłacić za ten.

Krem mieści się w tubie z grubego, mało giętkiego plastiku. Opakowanie nie przepuszcza światła, dlatego nawet pod lampę nie widać, ile kosmetyku zostało.

Eucerin utwierdził mnie w przekonaniu, że nazwanie przez Tołpę tego mleczka (KLIK) kremem odżywczym to jakaś kpina. Q10 to zdecydowanie cięższy kaliber (jest też bardziej konkretny niż AA Eco). Wyraźnie bardziej skoncentrowana formuła dobrze wróżyła. Krem pozostawia na skórze delikatną warstwę, powiedzmy "pielęgnacyjną" - nie widać jej, ale czuć pod palcami. Nawet po kilku godzinach od aplikacji czuć, że coś było nakładane. Ta warstewka współgra z makijażem, nie roluje się, nie powoduje skrócenia trwałości korektora.

Działanie pozytywnie mnie zaskoczyło. Okolice pod oczami nie wyglądały u mnie za ciekawie. Skóra pod oczami była sucha, zmarszczki  bardzo widoczne, a do tego wszystkiego miałam cienie. Po przygodzie z tym kremem mogę o tym pisać w czasie przeszłym. Skóra wygląda teraz dużo lepiej, jest gładka, miękka, taka bardziej... mięsista? Linie pod oczami są też mniej widoczne. Ale najbardziej zaskoczyło mnie to, że ten krem podziałał na moje cienie pod oczami. Pewnego dnia zorientowałam się, że choć jestem niewyspana jak zwykle, to potrzebuję dużo mniejszej ilości korektora niż wcześniej. Plamy pod oczami i powieki w brunatnym odcieniu straciły na intensywności. Tak, to jest to!

Myślę, że jeszcze wrócę do tego produktu. Działa stopniowo (pierwsze efekty zauważyłam po miesiącu), ale skutecznie. Robi to, czego wymagam w tej chwili od kremu pod oczy. Minusy? Jeden - cena. Na szczęście coraz częściej trafiają się znaczne promocje na dermokosmetyki.

Skład: Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Ether, Behenyl Alcohol, Butylene Glycol, Stearyl Alcohol, Butyl Methoxydibenzomathane, Glyceryl Stearate Citrate, Methylpropanediol, Phenylbenzimidazole Sufonic Acid, Ubiquinone, Bio-sacharide Gum-1, Sodium Carbomer, Trisodium EDTA, 1,2 Hexandiol, Phenoxyethanol, Ethylparaben, Methylparaben.

Cena: ok. 60 zł/15 ml
Dostępność: Super-Pharm, apteki
Ocena: 4,5-5/5

niedziela, 14 września 2014

Chcesz poszaleć? Zakupy z Fleszem i Vivą


Sezon na akcje rabatowe z różnymi czasopismami trwa. W ten weekend można było upolować coś ze Zwierciadłem i Sensem, w następną sobotę i niedzielę (20 i 21 września) w centrach handlowych spotkamy tłumy z Fleszem albo Vivą pod pachami. Czy i tym razem maniaczki kosmetyków znajdą coś dla siebie?

Sklepy (salony) stacjonarne

Bath&Body Works - warszawianki pewnie ucieszy zniżka 40% przy zakupie minimum dwóch produktów.

Estetica - 30% na pierwszy zabieg depilacji laserowej (estetica.pl), do 26 września.

Klinika Bieńkowscy -25% na terapię laserem frakcyjnym lub depilację laserową Vectus (esteticmed.pl), ważny od 9 do 27 września.

Klinika Medycyna Urody - 40% na zabieg Pelleve.

MAC - szminka gratis przy zakupach za 250 zł.

Magic Pot - 20% na pierwszy dowolny zabieg wyszczuplający lub liftingujący (magicpot.pl), do 26 września.

Mydlarnia u Franciszka - zakupy zrobimy z rabatem w wysokości 20%.

NYX - 20% na asortyment w salonie firmowym. Znowu tylko Warszawa się ucieszy :).

OPI The Pedicure Place -20% na wszystkie usługi z oferty, do 22 września.

Super-Pharm - 30% na wszystkie kosmetyki do makijażu oczu.

The Body Shop - 20% na cały asortyment.

Vipera - 20% na cały asortyment w punktach firmowych, do 27 września.

Yasumi epil - 25% na pierwszy zabieg pielęgnujący twarz lub pierwszy zabieg trwałej depilacji, do 26 września (yasumi-epil.pl).

Yasumi - 20% na pierwszy zabieg na twarz lub wyszczuplający, do 26 września (yasumi.pl).

Yasumi slim - 30% na pierwszy dowolny zabieg wyszczuplający, do 26 września (yasumi-slim.pl).

ZikoDermo - 20% na asortyment z wyłączeniem promocji i opakowań promocyjnych, działa powyżej 100 zł.


Stacjonarnie i online


Anna Pikura- 50 zł rabatu na kosmetyki, zabiegi kosmetyczne,medycyny estetycznej za min. 200 zł, ważny do 27 września.
Kod do sklepu (annapikura.com) - FLESZ2014

Bandi - 25% na kosmetyki w sklepie internetowym i zabiegi pielęgnacyjne w Instytucie Urody Bandi w Warszawie.
Kod do sklepu (bandi,pl) - flesz25

Douglas - 15% na wszystkie zapachy
Kod do sklepu (douglas.pl) - FV2014

Inglot - ze zniżką 20% będzie można kupić prawie wszystkie produkty marki, rabat nie obejmuje akcesoriów.
Kod do sklepu (inglot.pl) - FLESZ2014

Paese - 40% do wykorzystania na stoiskach firmowych i w sklepie online.
Kod do sklepu (paese.pl) - flesz_paese2014

Perfumeria Quality - 30% na perfumy marek Honore des Pres i Huiterme Art Parfums w perfumeriach w Warszawie i Wrocławiu.
Kod do sklepu (perfumeriauality.pl) - PQM

Stenders - 30% na cały asortyment.
Kod do sklepu (stenders-cosmetics.pl) - vivaflesz

Yves Rocher - 30% na pierwszy kosmetyk i 50% na drugi. Choć nie jest to wyraźnie zaznaczone, to zapewne zniżka nie obejmie produktów z zielonym punktem.
Kod do sklepu (yves-rocher.pl) - 409780


Online

beGlossy - 15 zł mniej zapłacimy za pudełko (nie określono, ale chyba rabat obejmuje tylko pierwsze), jeżeli kupimy subskrypcję albo pakiet, oferta ważna od 8 do 21 września
Kod do sklepu (beglossy.pl) - 09GB

Bell - 20% na wszystkie produkty w ofercie przy minimalnej kwocie zakupów 80 zł
Kod do sklepu (bell-kosmetyki.pl) - 3c0b8a16

Farmona - 20% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, ważny do 30 września
Kod do sklepu (sklep.farmona.pl) - FLESZ

Gosh - 30% na wszystkie podkłady, od 15 do 21 września.
Kod do sklepu (kochamkosmetyki.pl) - Flesz

Pat&Rub - 20% zniżki na kosmetyki i zestawy.
Kod do sklepu (patandrub.pl) - FLESZ

PerhapsMe - 20% na cały asortyment sklepu (w tym kosmetyki m.in. Lumene, pędzle Bdellium Tools).
Kod do sklepu (perhapsme.com) - AW2014

Tołpa -20% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała.
Kod do sklepu (tołpa.pl) - tołpaflesz


Chyba jestem wyjątkowo wybredna, bo jakoś nie zachwyca mnie ta akcja rabatowa. Szkoda, że zniżki do sklepów internetowych nie są większe - opłacają się tylko większe zakupy, przy mniejszych koszty przesyłki zjedzą rabat - na to samo wyjdzie, gdy kupimy produkt w sklepie stacjonarnym po normalnej cenie. Zastanawiam się nad wykorzystaniem rabatu do Inglota, a także nad Paese. Nie zrobię jednak wielkich zakupów. Nie tym razem.

piątek, 12 września 2014

Wazelina bez wazeliniarstwa. Bell Tint Lipstick 03


Przed zakupem zwykle czytam opinie, jakie zbiera upatrzony przeze mnie produkt. Zaglądam na KWC, buszuję po blogach... Gdy kosmetyk ma dobre noty w każdym miejscu w sieci, zyskuję przekonanie, graniczące wręcz z pewnością, że to świetny produkt i się na nim nie zawiodę. Nie wszystko będzie jednak pasowało każdemu, co często potrafi mi umknąć...

Bardzo lubię markę Bell, szczególnie jeżeli chodzi o kosmetyki do makijażu twarzy. Z tego segmentu udało mi się znaleźć kilka przyzwoitych produktów. Pozostałą część asortymentu do niedawna ignorowałam. Podczas jednej z promocji z Naturze przykleił mi się do rąk tint w pomadce i tak już wróciłam z nim do domu.

Bell zarobiło u mnie minusa już na wstępie. Opakowanie nie jest może piękne, ale jest całkiem wytrzymałe. Natomiast szata graficzna jest tak tandetna, że aż bolą zęby. Te paskudne napisy szybko złażą - na szczęście i nieszczęście: wraz z metalicznym różykiem znika też skład.

Pomadka przypomina mi trochę wazelinę (choć, co ciekawe, w składzie nie ma żadnej postaci parafiny). Jest miękka i ciapowata. Bardzo lubi się łamać. Bez problemu sunie po ustach, zostawiając na nich takie wazelinowate wykończenie. Nie wysusza, ale i nie pielęgnuje ust.

Nie chciało mi się wierzyć, że tint może być wazeliną w przebraniu. Tinty kojarzyły mi się ze znakomita trwałością, wżeraniem koloru w usta, czego nie można powiedzieć o barwiących wazelinkach. Niestety produkt Bell zachowuje się właśnie jak takie mazidło ze słoiczka także pod względem trwałości. Nie wżera się w moje usta i zostaje na nich może z pół godziny. Rozczarowanie.

Żałuję, że nie polubiłam się z tym kosmetykiem i nie mam najmniejszej ochoty go używać, bo kolor jest naprawdę ładny. Trójka to najciemniejszy odcień z całej gamy (liczącej aż 3 kolory! Niesamowity wybór). W sztyfcie wygląda dość intensywnie czerwono, ale na ustach kolor jest delikatniejszy, różowo-czerwony, całkiem twarzowy.


Szkoda miejsca w szafie na taki koszmarek. Liczę, że Bell wkrótce wyśle go w kosmos i wprowadzi w jego miejsce coś lepszego.

Skład: Polybutene, Isostearyl Isostearate, Pctyldodecanol, Behenyl Beeswax, Stearyl Beeswax, Isocetyl Stearoyl Stearate, VP/Hexadecene, Copolymer, Ethykhexyl Methoxycinnamate, Ozokerite, Isopropyl Palmitate, Lanolin, Isonanyl Isananoate, Polyethylene, Citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, BHT, Parfum, Benzyl Alcohol, Citronellol, Limonene, Linalool
Może zawierać: CI 15850, CI 45380, CI 45410.

Cena: ok. 12 zł
Dostępność: Drogerie Natura, Hebe
Ocena: 2/5

poniedziałek, 8 września 2014

Nadzwyczajnie... zwyczajna. Balea Oil Repair Spüllung

Jak zapewne część zdążyła się zorientować, jestem samozwańczą królową marud blogosfery. Moje motto to "dzień bez czepiania się to dzień stracony". Uwielbiam szukać dziury w całym. Co prawda nie jestem dentystką z zawodu, ale w kwestii grzebania w dziurach radzę sobie nieźle. Dzisiaj dobiorę się ze swoim wiertłem dość popularnemu niemieckiemu smakołykowi kosmetycznemu - odżywce Balea z olejem arganowym.

To moje drugie podejście do "profesjonalnej" (błaaaaaagam, trzymajcie mnie) serii marki Balea. Na pierwszy ogień poszła odżywka wygładzająca, która coś tam wygładzała i której nie uznałam za taką najgorszą (KLIK). Z uwagi na pozytywne opinie, które zbierała ta czarna madonna, podczas kolejnej wizyty w DM, ochoczo wrzuciłam ją do koszyka.

Opakowanie jest standardowe dla tej serii. Miękka tuba, dość wygodna w użytku. Ciężko się z niej wyciska resztki, dlatego pod koniec warto ją przeciąć.

Konsystencja jest dość lekka, kremowa, taka odżywka jakich wiele. Łatwo się ją rozprowadza na włosach, produkt dobrze po nich sunie. Mimo nie najgęstszej formuły nie spływa po aplikacji. Bardzo przyjemnie pachnie; przez ten apetyczny zapach ciasteczek chętnie po nią sięgałam.

Jeżeli chodzi o działanie na włosy to niestety obyło się bez fajerwerków. Po kilki pierwszych myciach nie widziałam żadnego efektu. Dopiero w miarę używania szopa stała się bardziej miękka i skręt zaczął wyglądać lepiej. Odżywka niespecjalnie dociążała włosy, mimo delikatnego wygładzenia nie zabiła objętości - nadal wyglądałam jak lew, tylko odrobinę ulizany. Nie zauważyłam specjalnego działania odbudowującego, raczej nie jest to odżywka do włosów zniszczonych. Myślę, że niskoporowate włosy bardziej się z niej ucieszą niż wszystkie strachy na wróble.

Moim zdaniem to dość przeciętna odżywka. Spodziewałam się mocniejszego działania po odżywce "naprawczej". Suche kłaki nie będą z niej bardzo zadowolone.

Skład:  Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Isopropyl Palmitate, Behentrimonium Chloride, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Panthenol, Isopropyl Alcohol, Sodium Benzoate, Hhydrolyzed Wheat Protein, Potassium Sorbate, Citric Acid.

Cena: ok 1,50 euro (ok. 11 zł w sieci)
Dostępność: drogerie DM, Kokardi
Ocena: 3,5/5

czwartek, 4 września 2014

Oszuści (nie)mile widziani? The Balm Cheater! mascara

The Balm to marka, która w ostatnich latach zyskała rzesze wiernych fanów. Dziewczyny zakochały się w ich produktach, na co duży wpływ miała nie tylko prawie legendarna jakość tych kosmetyków, ale urocza otoczka wokół nich. Wesołe nazwy i pomysłowe opakowania okazały się świetnym wabikiem. Jednakże nie wszystko złoto, co się świeci. Detale potrafią skutecznie przyciągnąć, ale nie powinny przesłaniać tego, co najistotniejsze, czyli samego kosmetyku. 

Ciekawym zabiegiem było zaserwowanie przez producenta obietnic, które miał za zadanie spełniać produkt, w formie obrazków, nasuwających na myśl film: "Endless Drama: Vince Volume, Donnie Dark-Coat, Thomas Thick, Lance Long-Lash". Niestety, właściwie tylko "dramat" się zgadza i to bynajmniej nie chodzi o teatralny efekt na rzęsach.


Styl retro tak namiętnie wykorzystywany przez markę do ozdabiania opakowań, tym razem zajrzał także do środka kosmetyku.  Tusz ma najprostszą na świecie, klasyczną włochatą szczoteczkę średniej wielkości. Ameryki tym nie odkryli. Mówi się, że na sukces tuszu składa się w dużej mierze jego szczoteczka. Nie przepadam za włochaczami, dlatego nie polubiłam się szczególnie także i z tym aplikatorem. Nie sprawił mi jednak takich problemów jak szczoty-giganty Rimmel Scandaleyes, dlatego byłabym w stanie przymknąć oko na niedogodności w stosowaniu, gdyby tylko efekt był satysfakcjonujący.


Po lewej: The Balm Cheater! mascara
Po prawej: Catrice Waterproof Top Coat
Tusz praktycznie od samego otwarcia miał konsystencję odpowiednią do malowania. Nie był suchy, ale też nie bardzo mokry. Nie odbijał się i nie sklejał rzęs. Nie zauważyłam, żeby się osypywał czy kruszył. Jak zaczął, tak skończył. Nie jest to tusz wodoodporny, nie stawia oporu podczas zmywania.

Maskara dostępna jest w jednym, standardowym, czarnym kolorze. Odcień jest dość intensywny, ponadto nie blaknie i nie szarzeje w ciągu dnia.

Co możemy osiągnąć przy pomocy tego tuszu? Dziurę w portfelu. Choć ja akurat ten tusz wygrałam, to nie chcę sobie wyobrażać, jak czuły się osoby, które go kupiły. 55 zł piechotą nie chodzi - za taką kwotę można kupić tusze L'oreal, Bourjois i Max Factor, które zbierają dobre recenzje. Za 55 zł można przytargać do domu kilka niezłych tanich tuszy. Albo, wreszcie, za 55 zł można mieć kosmetyk, przy którym tak lubiane przeze mnie delikatne podkreślenie rzęs, idealne na co dzień to wręcz efekt przerysowany. Cheater, poza lekkim poczernieniem rzęs i może delikatnym wydłużeniem, nie robi niczego. Dowód? Proszę bardzo.


Przy całej sympatii do The Balm stwierdzam kategorycznie, że ten produkt im się wyjątkowo nie udał. Rzęsy wyglądają lepiej po tuszu za 10 zł. Skoro dla mnie, osoby, która lubi oszczędnie podkreślać rzęsy, jest to rezultat marny, to miłośniczki gęstych firan chyba spadną z krzesła.

Skład: Aqua, Polybutene, Acrylates Copolymer, VP/Hexadecene Copolymer, Stearic Acid, Nylon-12, Cera Carnauba, Paraffin, Silica, Isostearyl Isostearate, Triethanolamine, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Panthenol, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Hexylene Glycol, Iron Oxides (CI 77499).

Cena: ok. 55 zł/5,7 g
Dostępność: MintiShop, Kosmetykomania, Puderek
Ocena: 1,5-2/5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...