Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

poniedziałek, 21 lipca 2014

Diament wśród szafirów? Yoskine Mikrodermabrazja Szafirowy peeling przeciwzmarszczkowy

Choć, tak jak spora część maniaczek kosmetyków, trzęsę się nad prawie każdym produktem, dbając o to, żeby był jak najbardziej delikatny, to zdarzają się wyjątki od tej reguły. Jednym z tym odstępstw jest daleko posunięta miłość do ostrych ziarenek. Nie ma to jak porządny peeling, bez względu na to, czy potraktujemy nim twarz, brzuch, czy stopy. Lubię taką dawkę mocnych wrażeń, po dokładnym starciu naskórka czuję się jak nowa :).

Peeling Yoskine wpadł w moje ręce za sprawą ubiegłorocznego spotkania blogerek, co bardzo mnie ucieszyło, bo przymierzałam się do jego zakupu od dłuższego czasu. Nie będę ukrywała - szkoda mi było 30 zł na peeling. Czy nadal tak jest? I tak, i nie :).

Choć lubię rozkładać opakowanie produktu na czynniki pierwsze, to w tym przypadku nie mam czego. Prosta, przezroczysta tuba z nakrętką (klapki, klapki, proszę) to wygodne rozwiązanie.

Konsystencja produktu nie zdradza na pierwszy rzut oka jego mocy. Zazwyczaj w bazie (kremowej albo żelowej) peelingu zatopione są widoczne drobinki, które czasem, niestety, są jedynie elementem ozdobnym. Tutaj drobinki nie wybijają się na pierwszy plan; trzeba wytężyć wzrok, żeby dostrzec je w niebieskawym kremie. Są niewielkie, ale jest ich bardzo dużo. Jeżeli ktoś, w dalszym ciągu, miałby wątpliwości w kwestii obecności drobin w tym produkcie, powinien przejechać nim po skórze. Wtedy wszystko stanie się jasne, wszelkie wątpliwości rozwieją się. Peeling ma dobry poślizg, baza nie jest zbyt tłusta i drobinki trą, a nie tylko głaszczą skórę.

Ten produkt będzie świetny dla osób, które lubią mocne zdzieraki, nawet do swojej drogocennej twarzy. Korund, na którym opiera się ten produkt, nawet przy niewielkim użyciu siły jest dość ostry. Ściera jak marzenie, cera po jego użyciu jest oczyszczona ze wszystkich odstających skórek, przyjemnie gładka i wydaje się być bardziej jędrna. Efekt jak najbardziej pożądany, ale czy naprawdę konieczny jest nam ten kosmetyk?

Peeling Yoskine, jak już wspominałam, bazuje na korundzie. Ten drobny biały proszek można kupić w sklepach z półproduktami (np. Zrób Sobie Krem) i za 200 g zapłacimy w granicach 10 zł. Można go rozprowadzać po zmieszaniu z aktualnie używanym żelem do mycia twarzy (np. micelarnym z Biedronki za 5 zł) albo np. żelem hialuronowym. Działanie ścierające będzie takie samo, koszt (jeżeli użyjemy żelu do mycia twarzy, a korund uda nam się zdobyć bez płacenia za koszty przesyłki) niższy. Do korundu możemy dobrać produkt myjący, który odpowiada naszym preferencjom, np. ze względu na zapach. Ten niestety jest minusem kosmetyku Yoskine - mocny, proszkowo-perfumowy, wierci w nosie.

Peeling marki Yoskine będzie dobrą opcją dla osób ceniących sobie siłę korundu, lubujących się w mocnych zapachach i odrobinę zbyt wygodnych, żeby babrać się w zmieszanie proszku z żelem. Myślę, że ja sama do niego wrócę, bo bywam leniwa - nie sądzę jednak, żebym porwała się na niego bez promocji.

Skład: Aqua, Alumina, Polyvinyl Chloride, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Cephalins, Disodium Cocoamphodiacetate, Hyaluronic Acid, Isopropyl Myristate, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Butylene Glycol, Enantia Chlorantha Extract, Oleanolic Acid, Sapphire Powder,  Sodium Hyaluronate, Stearyl Alcohol, Ceteareth-25, Steareth-20, Disodium EDTA, Ethylparaben, Methylparaben, DMDM Hydrantoin, BHA, Benzyl Salicylate, Linalool, Butyhylphenyl Methylpropional, Parfum, CI  42090.

Cena: ok. 30 zł/75 ml
Dostępność: Super-Pharm, Rossmann, Drogerie Natura
Ocena: 4-4,5/5

39 komentarzy:

  1. Tak naprawdę czy w ogóle konieczne jest nam posiadanie większości kosmetyków, kochana? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że nie. Maziamy się, bo chcemy połechtać swoją próżność :D

      Usuń
  2. Właśnie przed chwilą listonosz wręczył mi paczkę z zsk a w niej korund. Uwielbiam go (korund, nie listonosza), czasem dodaję do maseczki i ścieram ją z twarzy (2w1:D), czasem tak jak piszesz, dodaję do żelu/mydła/olejku myjącego. Ale trzeba z nim uważać. Na początku trochę przesadziłam i za ostro spilingowałam skórę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Korund to produkt, którego działanie od dawna mnie intryguje, ale dla mojej wrażliwej cery się kompletnie nie nadaje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A o dobry peeling enzymatyczny chyba ciężko :(

      Usuń
  4. Mam go na uwadze od dłuższego czasu.
    Wydaje się być peelingiem stworzonym dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się obok niego zakręcić w czasie jakiejś przeceny :)

      Usuń
  5. Nie znam go... jeszcze.
    Tylko ja to chyba w przypadku szlifowania twarzy straszną nudziarą jestem, bo albo niebieski Lirene, albo jakikolwiek żel i gąbka lateksowa do maseczek z Rossmanna (Calypso) czy coś takiego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieskiego z Lirene jeszcze nie miałam. Gabki lateksowej też nie. Tyle do odkrycia!

      Usuń
  6. Dla mnie odpada ale za to fajny pomysł na prezent dla przyjaciółki, nie widziałam go jeszcze w sklepie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, prezentuje się dość luksusowo i nadaje się na prezent :)

      Usuń
  7. O ile nie wpada mi coś samo w ręce, to u mnie peeling to zwykle cukier plus żel pod prysznic. Do zakupu korundu się zbieram... Odkąd odkryłam wizaż i blogi xD No cóż, nie po drodze mi do niego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do twarzy cukier z żelem pod prysznic?

      Usuń
  8. Ja jestem fanką tego zdzieraka - teraz dla porównania mam mikrodermabrazję z Mary Kay, która od Yoskine różni się tylko i wyłącznie ceną i zapachem. Cena na niekorzyść MK oczywiście, zapachy obydwa do przeżycia.
    A babranie się z korundem faktycznie jest dla wytrwałych :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam Twoją recenzję prawdziwego korundu i jeżeli lubisz naprawdę mocne zdzieraki, daj mu jeszcze jedną szansę! U mnie z żelami do twarzy lub czymkolwiek pieniącym się dawał słaby efekt, bo rosła ilość masy płynnej w miarę masowania. A spora ilość korundu (na przykład pół łyżeczki takiej jak do cukru) wymieszana z odrobiną oliwki dla dzieci/dowolnego oleju, tak tylko żeby nadać poślizg, to po prostu mocarz totalny :) Mam po nim buzię czerwoną, ale gładką jak pupa niemowlęcia! Także u mnie wszystko, co się pieni, nie zdało egzaminu, ale oliwka Babydream sprawiła, że zmieniłam o nim zdanie. Tylko trzeba potem umyć twarz, bo oliwki wodą się nie zmyje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że po OCM mam do obawy przed stosowaniem olejków na twarz :)

      Usuń
  10. miałam i bardzo go lubiłam jednak mam cerę naczynkową więc musiałam z niego zrezygnować na dobre :(

    OdpowiedzUsuń
  11. mój ulubiony, towarzyszący mi już dobre dwa lata peeling ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że i ja będę po niego częściej sięgać :)

      Usuń
  12. Po peelingi nie sięgam zbyt często ale mam zamiar zmobilizować się aby jednak raz w tygodniu zacząć je regularnie stosować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, szczególnie zimą - cudownie rozprawiają się z odstającymi skórkami :)

      Usuń
  13. Od dawna już nie stosuję peelingów mechanicznych ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zużywam drugie już opakowanie, niesamowicie mocny, skuteczny, choć drogi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, cena nie jest jego atutem :(

      Usuń
  15. korund w czystej postaci nadal na mnie czeka : ) a ten peeling trochę drogi jak na sam peeling z korundem : c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skład jest całkiem długi, więc nie tylko korund tam siedzi. Ale to on jest odpowiedzialny za działanie :)

      Usuń
  16. Mam na niego chec od dluzszego czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się skusić, może trafi się na niego jakaś promocja :)

      Usuń
  17. kilka razy już czaiłam się na niego, nawet trafił raz do koszyka ( na chwilę, bo pomyslałam, ze jednak zostalo mi jeszcze trochę ziaji pro do żuzycia :) ale chyba rzeczywiście warto zainteresowac się korundem i uważyć coś samodzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Ziaji Pro słyszałam dużo dobrego, muszę wypróbować :)

      Usuń
  18. Mam go, ale jeszcze się nie dobrałam. Faktycznie chyba taniej wyjdzie kupić korund i żel z Biedronki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :). Może z przesyłką za korund to też wyjdzie łącznie 30 zł, ale proszek starczy na dużo dłużej niż gotowy peeling :)

      Usuń
  19. Witam chciałabym dodać (bezpłatnie) tego bloga do blogosfery kosmetycznej- www.kosmetoblogi.blogspot.com jeśli wyrazi Pani zgodę proszę o wiadomość z linkiem do bloga. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W blogosferę się wchodzi samemu, nikt do niej nie dodaje :).

      Usuń
  20. Lubię takie konkretne zdzieraki :)
    A od siebie doradzę pastę Ziaja z tej nowej serii liście Manuka.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...