Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

wtorek, 24 czerwca 2014

Powiedz: mar-mo-la-da! Oriflame Swedish Spa Exfoliating Body Scrub

Kilka lat temu oczy mi się świeciły, gdy w zasięgu wzroku znalazł się jakiś katalog. Wertowałam te kolorowe broszurki bez końca, robiłam dziury w "pachnących stronach". Wielokrotnie miałam ochotę przepuścić wszystkie luźne kwoty na te kosmetyki, które uśmiechały się z obrazków. Piękne wizje rozwiewały się, gdy tylko wychodziłam z domu. Przypadkiem na mojej drodze stawała Natura albo osiedlowa drogeria i w szybkim tempie zostawałam goła i wesoła. Gdy utraciłam kontakt z "dilującymi" znajomymi, przestałam ślinić się do tych, obiecujących tęcze i jednorożce, katalogów. Pewnie nadal nie miałabym z nimi kontaktu, gdyby nie moja ciocia, która na myśl o zakupach w sklepach innych niż te z ubraniami i butami, robi się chora. Po produkty spożywcze wysyła swoich braci, a kosmetyki zamawia z katalogów. Lubi sobie poszaleć i gdy nagle orientuje się, że ma 8 żeli, 5 peelingów i 6 balsamów (oczywiście wszystko zakupione w hiperpromocjach), wciska nadmiar komu popadnie. To właśnie za jej sprawą, w moje ręce wpadł peeling Oriflame.

O ile z Avonu zdarzało mi się coś przytulić, tak Oriflame raczej nie leżało w kręgu moich zainteresowań. Te produkty wydawały mi się odrobinę za drogie na moją kieszeń, a ich promocje nie były aż tak kuszące. I tak właściwie jest nadal, choć obiecałam sobie, że koniecznie muszę sprawdzić kilka hitów tej marki (np. tusz Wonder). Może już skończę te opowieści dziwnej treści i zajmę się najważniejszym, czyli recenzją.

Ten peeling, podobnie jak rzesza innych tego typu produktów, został upchnięty w plastikowy słoiczek. To wygodne rozwiązanie, któremu nie warto poświęcać większej ilości czasu.


Konsystencja peelingu była dla mnie odrobinę zaskoczeniem. Spodziewałam się gęstej pasty, z której da się wręcz coś ulepić (peeling Dax oraz Veroni). Tymczasem scrub Oriflame przypomina taką niezbyt gęstą marmoladę. Przez cały czas używania miałam wrażenie, że ten peeling jest chrzczony, rozrabiany. Na pierwszy rzut oka nie widać w nim nawet drobinek, dostrzegalne są jedynie tycie ciemne ciapki (proszek z migdałów).

Kosmetyk, jak większość peelingów, które testowałam, jest dość tłusty. Wątpię, żeby była to zasługa kompleksu HydraCare+, który według producenta stanowią olej ze słodkich migdałów i witamina E. W tej tłustości swój główny udział ma parafina, która pyszni się na drugim miejscu w składzie. Nawilżenie jakie daje ten składnik chyba jest znane - to substancja, która sprawia wrażenie, że skóra jest zadbana, natomiast specjalnie o nią się nie troszczy.

Skoro już omówiłam kwestie związane ze sprawami technicznymi, to teraz przejdę do najważniejszego, czyli działania. Od peelingu wymagam jedynie, żeby dobrze ścierał, a każde dodatkowe działanie to miły bonus. Nie puszczę więc płazem, gdy scrub nie ściera, a głaszcze skórę. Ta tłusta, lepkawa marmolada wykastrowała te biedne, niewielkie drobinki soli i migdałowy pyłek. Nakładanie tego na mokrą skórę mija się z celem - chyba że mamy zamiar się pogłaskać. Bez zwilżania produkt radzi sobie lepiej, ale tylko pod warunkiem, że włożymy w to sporo siły - mniej więcej tyle, ile wkładały nasze babki w pranie na tarze. Efekt jest niestety niewspółmierny do włożonego wysiłku. 

Oriflame swoim produktem chciało połączyć walory peelingu i produktu pielęgnacyjnego. Niestety, w tej drugiej roli scrub też się nie popisał. Natłuszczał skórę, ale jej nie nawilżał. Gdy użyłam go wieczorem, rano łydki błagały o balsam.

Jakieś plusy? Tak, zapach, bardzo charakterystyczny. Długo zachodziłam w głowę, zastanawiając się co to jest - w tej chwili kojarzy mi się to z lodem i imbirem. Aromat przyjemny, ale nie dość zachęcający, żeby zmazać niedociągnięcia na innych polach.

Peeling Oriflame to dość przeciętny kosmetyk, a w regularnej cenie wręcz fatalny. Nie zamierzam do niego wrócić, używanie go nie sprawiało, że czułam się w jakikolwiek sposób piękniejsza.

Skład: Sodium Chloride, Paraffinum Liquidum, Hydrogenated Polyisobutene, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Sodium Stearoyl Glutamante, Ethylene/Propylene/Styrene Copolymer, Cera Alba, Phenoxyethanol, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Powder, Parfum, Aqua, Butylene/Ethylene/Styrene Copolymer, Tocopheryl Acetate, Helianthus Annuus Seed Oil, Zingber Officinalis Extract, Limonene, Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben, Ricinus Communis Oils, Furcellaria Lumbricalis Extract, CI 77492,

Cena: ok. 40 zł/150 ml
Dostępność: konsultantki orfilame
Ocena: 2/5

32 komentarze:

  1. Bardzo podobał mi się zapach tego peelingu (miałam go dawno temu) puki ktoś mi nie powiedział, że czuje w nim coca colę. Nagle przestałam czuć imbir i przy każdym użyciu kojarzył mi się wyłącznie z tym gazowanym napojem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu parafinka na 2 miejscu w składzie, wrrr! A ceny tych kosmetyków nie wiem skąd biorą. 40 zł? Śmiech. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to stary numer Avonu i Oriflame - wymyślają cenę od czapy, żeby potem zrobić super-hiper-ekstra promocję :D

      Usuń
  3. Dawno temu bardzo go lubiłam i zużyłam kilka opakowań, ale jak tak sobie teraz pomyślę o nim, to sądzą, że więcej już bym do niego nie wróciła. Od tamtej pory trafiłam na kilka znacznie ciekawszych produktów, ale zapach nadal miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehhh ta parafina... wszystko psuje :( a szczególnie peelingi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardziej przeszkadza w kremach do twarzy :)

      Usuń
  5. Kolejny peeling - zapychacz, podziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż dziwne, ale tym razem mnie nie wysypało :)

      Usuń
  6. ładnie podsumowałaś parafinę:D
    dokładnie, też uważam, że najlepiej (jak na niego) ścierał na sucho... właściwie tylko zapach na plus;)

    pozdrawiam serdecznie
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie stosowanie peelingu na sucho to jakaś porażka. Zanim zacznę ścierać wolałabym się umyć. A nie oblepić czymś na brudasa.

      Usuń
  7. Nie lubię Oriflame, z zasady. Nie podoba mi się ich marketing, polegający na nazywaniu typowo chemicznych kosmetyków (z parafiną, slsami i innymi świństwami) "eko" i "naturalne" :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, oni potrafią pięknie wyeksponować wyciągi na pierwszy plan :D

      Usuń
  8. nie miałam go, ale też wolę mocniejsze zdzieraki

    ogólnie lubię zamawiać z katalogów
    a peeling możesz oddać cioci jak Ci nie pasuje, nawet używany :D

    OdpowiedzUsuń
  9. hmmm...szkoda że szału ta marmolada nie robi, bo lubię marmoladki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam wolę dżemy z kawałkami owoców :D

      Usuń
  10. A ja ten peeling lubię. Zapach jest dla mnie po prostu prześliczny. Stosuję go na sucho już po kąpieli i działa dobrze, nie zamierzam przecież zedrzeć sobie skóry ;)
    Uczucia suchości po nim nie zanotowałam ani specjalnego wołania o balsam, ale nie mam w zwyczaju w ogóle używania balsamu, tylko na nogi po goleniu i w wakacje, gdy nie uda mi się uniknąć słońca i wyschnę. Mnie nie zapycha, nie uczula, nie podrażnia.
    Przyznam się, że po Twojej recenzji bym go nie kupiła. Na szczęście już go miałam. Widać ile kosmetyków tyle opinii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile osób tyle opinii, dlatego zawsze podkreślam, żeby nie sugerować się tylko jedną.
      Mnie ten peeling nie odpowiada, bo dla mnie głaszcze, nie ściera.

      Usuń
  11. Niestety ta marka liczy sobie sporo za swoje kosmetyki, ale ja mam kilku ulubieńców, m.in. maskarę o której wspomniałaś. Ten peeling też bardzo lubię, u mnie na lekko zwilżonej skórze dobrze się sprawdza, ładnie ściera, choć zostawia niestety ten okropny tłusty film, który muszę potem zszorować ze skóry. Ale po jego zmyciu skóra jest gładka, choć oczywiście wymaga dodatkowego nawilżenia. Szkoda, że jest taki drogi. Przed odkryciem SPA Vintage Body Oil był to jeden z moich ulubionych peelingów do ciała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, zaciekawiłaś nie tym SPA Vintage Body Oil, mignęły mi te produkty w Hebe, ale się nad nimi nie pochylałam :)

      Usuń
  12. Parafina to zmora w peelingu... I to w takim drogim peelingu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, z pewnością ten produkt nie jest warty swojej ceny :)

      Usuń
  13. Znam mnóstwo kobiet, które zachwycają się tym peelingiem. Ja go nie lubię. Na pewno nie za taką cenę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że cieszyłaś się pod notką z denkiem, że ktoś, tak jak ty za nim nie przepada :)

      Usuń
  14. AVON mam na co dzień więc praktycznie zawsze mi coś wpadnie w łapy :) a z Ori no miałam pare kosmetyków z czego połowa mnie uczuliła, kredki były tak twarde że na kartce nie chciały pisać także z samą firmą dałam sobie spokój choć mają kilka perełek ale drogich :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Avon ostatnio bardzo kusi, zwłaszcza, że mam stały kontakt z konsultantką. Staram się jednak hamować :).

      Usuń
  15. Kosmetyki katalogowe rzadko wpadają w moje ręce - na ogół mają cenę nieadekwatną do jakości ;) Przyznam szczerze (i potajemnie), że przeglądając katalog, ślinię się do wielu rzeczy (achh te kolorowe obrazki...), ale nie zamawiam - bo wiem, że na 95% będzie to bubel ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piątka! Myślałam, że tylko na mnie te obrazki działają jak magnes :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...