Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

środa, 4 czerwca 2014

Nieszczęśliwa siódemka - kosmetyczna ślepa uliczka

Początek każdego miesiąca to u wielu dziewczyn czas denek i ulubieńców. Ten pierwszy typ postów pojawia się u mnie cyklicznie, gorzej natomiast z ulubieńcami. Z określeniem czegoś mianem "ulubionego" jest tak jak nazywaniem kogoś "przyjacielem" - w moim przypadku zdarza się rzadko :D. Zdecydowanie częściej trafiam na kosmetyki średnie. Trafiają się także takie, na których myśl cierpnie mi skóra. Niektóre buble mają tak ogromne "zasługi", że dostają własnego posta, inne cierpliwie czekają na swoją kolej. Spokojnie, nie pali się i na te przeciętne buble przyjdzie kiedyś czas - początek tego miesiąca wydał mi się odpowiednią porą. 

Na wstępie zaznaczę jeszcze, że to, że coś dla mnie jest niewypałem, to nie oznacza, że nie sprawdzi się u was. Co więcej, niektóre z tych produktów mogą być waszymi hitami. Każdy ma inne preferencje :).


Niemiecki kosmetyk na miniaturce oznacza większą klikalność (:D), więc prezentację bubli zacznę od samego czubka głowy i maski Alverde (Glanz-haarkur Zitrone Aprikose). To z pewnością byłby świetny produkt, gdyby cokolwiek robił. Tymczasem, nie ma różnicy, czy go nałożę, czy nie - włosy i tak wyglądają jak siano i w dodatku są tak samo suche. Nadawanie blasku włosom to w przypadku tego produktu jakaś kpina - szukam i szukam, i doszukać się nie mogę. Tak się rozpędziłam, że zapomniałam wspomnieć o walorach technicznych - opakowanie jest nieadekwatne do konsystencji, mam wrażenie, że eksploduje podczas wyciskania. Do tego maska pachnie jak proszek do czyszczenia kuchenek/wanny. Nie, nie, nie!

Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Cetearyl Alcohol, Alcohol, Glycerin, Stearamidopropyl Dimethylamine, Lauroyl Sarcosine, Sodium Lactate, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Citrus Aurantifolia Fruit Extract, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Avena Sativa Straw Extract, Prunus Armeniaca Fruit Extract, Hydrolyzed Corn Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Soy Protein, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Sodium Hyaluronate, Panthenyl Ethyl Ether, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Citric Acid, Lactic Acid, Tartaric Acid, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Limonene, Citral, Linalool, Geraniol, Citronellol

Cena: ok. 2,50 euro/150 ml
Dostępność: Drogerie DM


Pozostając ciągle w temacie włosów, czas rozprawić się z jednym z blogowych hitów, czyli maską Biovax. Na produkty tej marki czaiłam się od długiego czasu. Zawsze jakoś szkoda mi było 20 zł na maskę, więc odwlekałam zakup w czasie. Gdy w Biedronce pojawiły się małe saszetki tychże masek skusiłam się na dwa warianty. O ile w kwestii tej z keratyną i jedwabiem na razie zdania nie mam, tak ta z naturalnymi olejami wyjątkowo nie przypadła mi do gustu. W przeciwieństwie do maski Alverde, która poza podnoszeniem ciśnienia nie robi nic, maska Biovax całkiem przyjemnie nawilża i zmiękcza włosy. I cóż z tego, skoro po jej użyciu nadal wyglądają jak siano - co prawda nie są suche w dotyku, ale wyglądają jak połamane druty. Cieszę się, że nie połakomiłam się na pełen wymiar, wtedy dopiero byłby płacz.

Skład:  Aqua, Cetyl Alcohol, Glycerin, Cetearyl Alcohol,Ceteareth-20, Quaternium-87, Cetrimonium Chloride, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, BetaineAcetylated Lanolin, Lawsonia InermisLeaf Extract,Parfum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin,Methylisothiazolinone, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Triethanolamine, Hexyl Salicylate.

Cena: ok. 20 zł/250 ml
Dostępność: Super-Pharm, Hebe, Drogerie Natura


Kolejny produkt, z którym biorę się za bary, to raczej lubiany suchy szampon Batiste w wersji XXL Volume, czyli połączenie suchego szamponu i produktu utrwalającego. Od razu zaznaczę, że suchego szamponu staram się używać rzadko i tylko w awaryjnych sytuacjach. Tak jak przecieranie twarzy płynem micelarnym, tak pryskanie włosów suchym szamponem to nie jest dla mnie mycie. Wody nic nie zastąpi.
Czym podpadł mi ten kosmetyk? Wychodzę z założenia, że produkt powinien spełniać dobrze swoją funkcję. Gdy producent obiecuje, że coś ma kilkutorowe działanie, to liczę, że kosmetyk sprawdzi się w każdym polu. Ten nie daje rady w żadnej kwestii. Nie odświeża włosów - bo ta zlepiająca warstwa pseudolakieru to chyba nie to? Dodatkowo nie unosi włosów bardziej niż przeciętny Batiste, ba, powiedziałabym, że XXL radzi sobie nawet gorzej niż np. Wild. Gwoździem do trumny tego produktu jest to, że okropnie swędzi po nim skóra głowy. Dziękuję, wolę się myć niż drapać jak oszalała.

Skład: Butane, Isobutane, Propane, Oryza Sativa Starch, Alcohol Denat, Silica, Talc, Parfum, Limonene, Linalool, Distearyldimonium Chloride,Cetrimonium Chloride.

Cena: ok. 17 zł/200 ml
Dostępność: Hebe


Obraziłyście się kiedyś na markę kosmetyczną? Mnie się to zdarzyło kilka razy. Swego czasu podpadł mi Avon i przez długi czas na samą myśl o ich produktach, dostawałam wysypki. Gdy poszukiwałam kremu pod oczy, natknęłam się na pozytywne recenzje żelu z serii Solutions, nagrodzonego przez In Style, dlatego nie zastanawiałam się długo i zamówiłam Truly Radiant Eye Gel. Byłam podekscytowana na samą myśl o jego używaniu i gdy dostałam go w swoje ręce, popędziłam do łazienki, żeby wypróbować to cudo. 
Pierwsza aplikacja przebiegła bez większych komplikacji. Każda kolejna była jednak powodem do łez. I to dosłownie! Wystarczyło, że rozprowadziłam kosmetyk na skórze, a oczy zaczynały piec i łzawić. Co ciekawe, nie wcierałam żelu do oka, a nakładałam w pewnej odległości od gałki. Produkt nie nawilża nawet odrobinkę, rozjaśnienia cieni też nie zauważyłam - dałam sobie spokój z tą nierówną walką i po zużyciu 2/3 opakowania bezceremonialnie wrzuciłam avonowy twór do torby z bublami.

Skład: Aqua, Hamamelis Virginiana Extract, Glycerin, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Butylene Glycol, Carbomer, Diazolidinyl Urea, Sodium Hydroxide, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Allantoin, Ethylenene/Acrylic Acid Copolymer, Panthenol, Tetrasodium EDTA, Squalane, Mica, Silica, PEG-8, Polysorbate 60, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Bupleurum Falcatum Root Extract, Aronia Melanocarpa Fruit Jucie, Polyurethane-40, Sodium Hyaluronate, Zizyphus Jujuba Fruit Extract, Caffeine, Saccharomyces/Platinum Ferment, Petasites Hybridus Leaf Extract,CI 77891, CI 16035, CI 19140.

Cena: ok. 26 zł/15 ml
Dostępność: konsultantki Avon


Kontynuując temat produktów do okolic twarzy, nie mogłabym zapomnieć o Maybelline Baby Lips Pink Puch. Mój wujek mawia, że im coś szerzej jest reklamowane, tym większe badziewie. Nie lubię się z nim zgadzać - dla zasady, a także dlatego, że sama też w jakimś stopniu jestem częścią tego reklamowego mechanizmu, ale w tym wypadku, to stwierdzenie idealnie odzwierciedla jakość tego produktu. Baby Lips, dla którego zorganizowano dość szeroko zakrojoną kampanię promocyjną, to zwyczajna chała. Może mam jakieś wyjątkowo wymagające usta, a może nastolatki (bo mam wrażenie, że to do nich kierowany jest produkt) nie potrzebują kosmetyków, które zadbają o wargi, tylko coś, żeby poczuć się bardziej dorosłą - w tym wypadku namiastkę szminki. Baby Lips to słaba pomadka pielęgnacyjna, która nie wpływa w żaden pozytywny sposób na kondycję ust. Zastrzeżenia mam także do koloru, Pink Punch to cukierkowy, tandetny, Barbie róż, który nierówno się rozkłada - tutaj mogę jedynie sobie pluć w brodę, nie wiem, jaki diabeł mnie podkusił, żeby zgarnąć z półki tego różowego demona.

Cena: ok. 10 zł
Dostępność: Rossmann, Natura, Super-Pharm, Hebe


Powinnam mieć zakaz spędzania czasu w sklepach. Chyba narzucę sobie 2-minutowy limit, żeby nie namyślać się zbyt długo. Jak mnie weźmie na rozmyślania, to klękajcie narody. Kto normalny medytuje przy półce z antyperspirantami 10 minut? Pewnego razu, zamiast złapać ulubionego Garniera i popędzić do kasy, zaczęłam dumać. W efekcie postanowiłam dać szansę innej marce i innej formule. Do koszyka wpadł Lady Speed Stick 24/7 Invisible Antyperspirant w żelu. Po otwarciu tego kosmetyku zaczęłam żałować, że nie macam w drogeriach. Gdybym wiedziała, jak to pachnie, to w życiu bym tego nie wzięła, co więcej, uciekałabym ze wrzaskiem, machając przy tym rękoma. LSS kojarzy mi się z osobą, która porządnie wyszorowała się mydłem z okazji jakiejś uroczystości, a następnie chlapnęła sobie coś mocniejszego - mydełko i wóda to nie są moje ulubione noty zapachowe. Zapach jest tak mocny i sprawiał, że podczas jego noszenia czułam się tak nieświeżo, że kurczowo zaciskałam pachy. 
Dodatkowo, choć kosmetyk miał być z gatunku tych niebrudzących, pozostawił białe mazy na ubraniach, które ciężko było na szybko usunąć.
Kluczową sprawą, w przypadku antyperspirantu, jest jego działanie. LSS zatrzymuje szaleńcze wydzielanie potu przez godzinę, potem pojawiają się malownicze mokre plamy.

Skład: Aqua, Aluminium Zirconium Tetrachlorohydrex, GLY, Cyclomethicone, Alcohol Denat, Tripropylene Glycol, Dimethicone, Propylene Glycol, Phenyl Trimethicone, Parfum, PEG?PPG-18/18 Dimethicone, Anise Alcohol, Coumarin, Limonene.

Cena: ok. 10 zł/65 g
Dostępność: Kaufland, Tesco, Super-Pharm, Hebe


Zanim zakochałam się na zabój w Garnierze, sięgałam po produkty Rexony. Szukając odmiany, wróciłam do popularnej marki i wybrałam wersję Invisible Diamond. Początkowo nie miałam się do czego przyczepić, kosmetyk nie był może rewelacyjny, ale przyjemnie pachniał i zapewniał kilkugodzinną ochronę. Po pewnym czasie zaobserwowałam, że Rexona mnie dusi. Dochodziło do tego, że musiałam wybiegać z łazienki/pokoju, w którym psikałam, bo robiłam się prawie sina.

Skład: Butane, Isobutane, Propane, Cyclopentasiloxane, Aluminium Chlorohydrate, PPG-14 Butyl Ether, Parfum, Disteardimonium Hectorite, Propylene Carbonate, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methypropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Limoene, Linalool.

Cena: ok. 10 zł/150 ml
Dostępność: Rossman, Natura, Kaufland, Hebe

To już wszystkie kosmetyki, które ostatnio zalazły mi za skórę. Opróżniłam torbę z bublami - już czeka na nowych mieszkańców. Dajcie znać, jak u was sprawdziły się te produkty. Może któryś z moich niewypałów to wasz ulubieniec?

69 komentarzy:

  1. Co do maski Biovax, to i u mnie ona robi sianko :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U części osób robi siano, część jest bardzo zadowolona... Nie dogodzisz :)

      Usuń
  2. Nie miałam tej maseczki Biovax, ale miałam tą do włosów wypadających i mam takie samo zdanie jak i Ty. :)
    Fenomenu suchych szamponów zupełnie nie rozumiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może znajdzie się jakiś Biovax dla nas :)

      Usuń
  3. nareszcie ktoś czuje w Lady Speed Stick ten sam aromat co ja :D fuuu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podłączam się, dla mnie Pani Szybki Kijek też wali :>

      Usuń
  4. Uff, na szczęście żaden z moich ulubieńców nie trafił na twoją czarną listę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholewka, muszę się bardziej postarać :D

      Usuń
  5. Ja bardzo polubiłam ten konkretny wariant maski z Biovaxu, ale moje włosy są dziwne i mało wybredne :D A do Batiste xxl się przymierzałam, bo chciałam kupić ostatnio suchy szampon, ale się wstrzymałam i chyba jednak wezmę Wild :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź Wild, zapach jest całkiem ciekawy :)

      Usuń
  6. nie znam żadnego z tych kosmetyków i chyba dobrze ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Baby Lips mnie baaaaaaardzo rozczarowała.

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie nieświadomie unikam większości z tych produktów ;) potknęłam się tylko o tą wersję Batiste, bo nie doczytałam, że zawiera lakier. Totalna porażka, bo jak odświeżyć i unieść włosy, gdy te są koszmarnie sklejone? brr ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie doczytałam, że ona jest z lakierem - na pewno bym jej nie wzięła :)

      Usuń
  9. Do tej pory miałam taką samą opinię o innych maskach Biovax, ale ta wersja mnie oczarowała. Na tyle, że po zużyciu kilku saszetek kupiłam w końcu pełen wymiar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę :). Może ja zakocham się w innej :)

      Usuń
  10. To ja powiem tak - obie maski są jak dla mnie ok. Bez szału, ale są ok, przy czym też wolę Biovax. Dla mnie "nicnierobieniem" odznacza się maska z Alverde z winogronami ;)

    Tego konkretnego Batiste z lakierem wprost nienawidzę! Nie dość, że zlepia włosy, to jeszcze trudno sobie poradzić z tym osadem. W innych wersjach cały nalot łatwo się wmasowuje i nie widzę go na sobie. No i nie mam zlepionych kołtunów zamiast włosów :D

    Baby Lips mam w pomarańczowym opakowaniu i lubię tę wersję, bo dla mnie to taka hybryda pomadki ochronnej i kolorowej. Taka trochę Color Whisper, tylko bardziej miękka, takie masełko. No ani to szminka, ani pomadka, ale lubię ją :D Nie umiem się bardziej logicznie wysłowić i zdaję sobie sprawę z tego, jak to brzmi, ale na szczęście to tylko komentarz, a nie recenzja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z winogronami? Muszę zapisać, żeby unikać :).
      Oj, ja za Color Whisper nie przepadam, to też taki ni pies, ni wydra :D

      Usuń
  11. Używałam kiedyś odżywki z tej cytrynowo-morelowej serii produktów do włosów Alverde i też nic nie zrobiła z moimi kłakami. Maska Biowax dla odmiany działa, choć nie jakoś spektakularnie... Szamponów batiste czasem używam w sytuacjach podbramkowych i jako takie się sprawdzają, choć nie lubię ich zapachów :/ O Babylips czytałam niepochlebne opinie, ale nawet przed tą lekturą mnie nie kusiły (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też używam Batiste, gdy mnie przypili. Może to i dobrze, że zapachy ci nie pasują, masz większą motywację do mycia włosów :D

      Usuń
  12. Ja używam tej wersji Batiste i jestem zadowolona. Co do antyperspirantów, to też bardzo lubiłam Garnier, właśnie z tej serii, której Ty używasz, i to był jedyny dezodorant, który mnie nie dusił. Ale nie wiem co się stało, bo przestał działać. Więc przerzuciłam się na Reksonę, wprawdzie dusi, ale działa. Ale mam na nią sposób: otwieram okno, psikam i zwiewam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, dziwne. Mnie na razie Garnier chroni... Być może trzeba sobie robić przerwy, bo skóra się przyzwyczaja - ale może to jakiś mit.

      Usuń
  13. większości tych produktów nie próbowałam i chyba dobrze :)

    ps. wpadnij do mnie, konkurs a w nim do wygrania kosmetyki Paese i Soraya!
    http://apparel-hunter.blogspot.com/2014/06/kosmetyki-z-witaminami-i-mineraami.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, może u ciebie by się sprawdziły :)

      Usuń
  14. nie znam żadnego z nich. i raczej nie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta maska z biovaxu jest straszna, taki puch mam po niej ze lepiej z domu nie wychodzic ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, a szkoda, bo nawilżenie jest nawet niezłe.

      Usuń
  16. Nic z tych rzeczy nigdy mnie nie kusiło. Przestępuję z nogi na nogę w oczekiwaniu na recenzję 'meteorytów' Catrice... To maziaj się, maziaj i pisz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie zastrzeliłaś, nie planowałam robić recenzji tego produktu - po co, skoro i tak jest praktycznie nie do dostania :D.

      Usuń
    2. Mię zastrzeliłaś, nie wiedziałam, że to ma znaczenie :D Co - po co! Nie wymyślaj tylko recenzuj ! Od czego cię mam(y)...! :D *

      Usuń
  17. mam rozjaśniane włosy i dla mnie maska z Alverde jest super. nałożona na 30 min pod ręcznik robi dobrze moim włosom, są super miękkie i sypkie, końcówki tylko trochę sztywne, ale po nałożeniu silikonowego serum wszystko pięknie ładnie.

    Biovax to u mnie też bubel, żałuję, że skusiłam się prawie rok temu na zakup dużego opakowania :( męczę strasznie, dodaję różnych olejów i kładę przed myciem, byleby ją skończyć jak najszybciej.

    Baby Lips miałam we fioletowym opakowaniu. Bubel razy tysiąc.

    A co do Lady Speed Stick to miałam kilka ich żelowych dezodorantów i aż tak to one nie śmierdziały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po nałożeniu silkonowego serum u mnie po każdej odżywce jest pięknie :D.
      Może weź tego Biowaxa do golenia nóg zużyj :D

      Usuń
  18. Nie lubię wynalazków typu Baby Lips, albo coś jest szminką (może nie wysuszać, ale wiadomo, że nie będzie nawilżać jak balsam), albo jest balsamem czy innym produktem pielęgnacyjnym...Zazwyczaj jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, choć bywają wyjątki :)

      Usuń
  19. Lady Speed Stick ja bardzo lubie i tylko te żelowe dla mnie mają piekny zapach, choć tego nie miałąm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtopiłam w tą wersję i już nie chcę innych :)

      Usuń
  20. Ja nie wiem co się stało z marką Rexona.Mam w domu ten antyperspirant też w psikaniu, ale srebrne opakowanie z różowymi dodatkami i nie jestem w stanie go używać. Mam wrażenie, że on jeszcze powoduje pocenie się ! Kupiłam dla odmiany kulkę ale wersję białą z zielonymi napisami { aloe vera }, którą dawniej stosowałam namiętnie w psikaniu i jest to samo ! Ja od siebie polecam Alterre, muszę do niej wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś poszło nie tak. Kilka lat temu sama z powodzeniem używałam Rexony (uwielbiałam wprost fioletowe For Teens), ale gdy antyperspirant zaczął mi śmierdzieć potem na świeżo umytej skórze, to sobie odpuściłam :)

      Usuń
    2. U mnie to samo, kiedyś byłam zadowolona, a teraz obiecałam sobie już tego dziadostwa nie kupować. Przymierzam się właśnie do alterry, tylko do rosska strach wejść z gotówką, bo mogę czasem wyjść z rękami wydłużonymi niczym rasowy szympans dzięki dźwiganiu ekotoreb z markami własnymi. ;)

      Usuń
  21. Klikalność mnie rozbawiła :D u mnie Rexona też się nie sprawdziłą ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Propsy za przeczytanie, byłam ciekawa, kto wyłapie :)

      Usuń
    2. Nie bój - wyłapałam !

      Usuń
  22. Mnie zapach tego LSS kojarzy się z szaletem w pociągu :D Autentycznie, pierwsze powąchanie i tylko myślałam skąd ten zapach tak dobrze znam... Jakiś czas później jechałam pociągiem i musiałam "skorzystać" i gdy tam weszłam też rozmyślałam: "Z czymś mi się kojarzy..." i wtedy przypomniał mi się ten antyperspirant :D Dla mnie to dokładnie ten zapach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jest bardziej alkoholowy niż siuśkowy, ale co nos to opinia :)

      Usuń
    2. Oj, to ja się chyba nieprecyzyjnie wyraziłam :D Chodziło mi o środki czystości tam używane ;)

      Usuń
    3. A to tam są jakieś środki czystości używane? Nie wierzę :D

      Usuń
  23. AVONowy żel pod oczy miałam no i mi krzywdy nie zrobił a nawet dobry był - reszty Twoich produktów nie miałam ale może lepiej będę je przezornie omijać szerokim łukiem - sama ostatnio buble co miesiąc serwuję bo co do niektórych kosmetyków mi po prostu ręce opadają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście istnieją jeszcze kosmetyki godne uwagi - tobie i sobie życzę, żebyśmy częściej na takie trafiały :)

      Usuń
  24. Myślę, że Biovax sprawdziłby się lepiej, gdybyś używała go systematycznie. Ciężko ocenić ten produkt po jednym użyciu :)

    Polecam wersję regenerującą- jest chyba najbardziej chwalona w blogosferze i nie bez powodu :)

    A Baby Lips mnie kusiły dopóki nie poczytałam recenzji- od razu mi się odechciało kupować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Systematycznie, czyli twoim zdaniem ile? Zużyłam dwie saszetki, starczyły mi chyba na 5 albo 6 razy, nie dam sobie ręki uciąć. Nic w tym czasie się nie zmieniło - zarówno za pierwszym razem, jak i za piątym/szóstym efekt był taki sam.

      Usuń
  25. Masz rację, jak widzę Alverde w miniaturce, to przeważnie (a może i zawsze) wchodzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie miałam żadnego z tych produktów. Swego czasu ciągnęło mnie do Batiste XXL Volume, ale natknęłam na parę niepochlebnych opinii i odpuściłam. Zostanę przy klasycznych Batiste (obecnie Wild), sprawują się świetnie - chociaż oczywiście mycia nie zastąpią.

    Co do klikalności, ja rzadko klikam w posty z niemieckimi kosmetykami, bo nie mam do nich łatwego dostępu (jakoś nie zachęciły mnie na tyle, by zamawiać przez internet), ale co innego tytuł, o bublach zawsze miło się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Z tego suchego szamponu mogą być zadowolone chyba jedynie osoby o krótkich i jasnych blond włosach :-) Ja próbowałam i nie byłam zadowolona, ale mój chłopak już go sobie chwali :-)

    OdpowiedzUsuń
  28. Maski z Biovaxu nigdy nie były w kręgu moich ulubieńców, zawsze robiły coś dziwnego z moimi włosami. Były albo przesuszone albo obciążone :/ reszty nie znam i chyba dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  29. My chyba obie takie cwane - Lady Speed Stick i różowe Baby Lips to zdecydowanie moje zakupowe buble, które na samo wspomnienie przyprawiają mnie o uśmiech z politowaniem "Co ja sobie myślałam?".
    Reszty nie miałam i mieć nie będę :), dzięki!
    Ania ta co zwykle

    OdpowiedzUsuń
  30. Miałam z tej serii Avon krem koloryzująco-nawilżający do twarzy i bardzo go lubiłam. Wprawdzie nie koloryzował mojej skóry, ale pięknie nawilżał. Żelu pod oczy nie miałam i raczej się nie skuszę, choć teraz w ej wersji jest już niedostępny.

    OdpowiedzUsuń
  31. Kiedyś dawno temu miałam LSS- nigdy poźniej do tego dezodorantu nie wróciłam, baa nawet mi nie przyszło do głowy by go kupić, kojarzę tylko lepkość. Rexone ( nie tą konkretnie) miałam kiedyś w postaci mini psikacza. Nosiłam w torbie, ale i tak nie używałam, bo dusiła :)Maskę biovaxu wspominam średnio, bo jestem posiadaczką przesuszonych kręciołków i nie stał się cud po jej użyciu przez co nie mam ochoty dawać szansy tym produktom. Produktów avon serdecznie nie lubię. Wiele z nich okazywało się ( mega )niewypałem, unikam jak ognia.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale jesteś bezwzględna :) Akurat antyperspiranty Lady Speed Stick lubię, szczególnie właśnie te w żelu (nawet teraz używam), tylko zapach nie w każdej wersji jest w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  33. czytając notatki dziewczyn, chyba nigdy nie zdecyduję się na batiste :) zdania sa tak podzielone, że sama nie wiem czy ryzykować, chociaż podobnie jak Ty używałabym go w awaryjnych sytuacjach, podróży czy innych.

    OdpowiedzUsuń
  34. Ihihi, jak zgrabnie przemyciłaś nazwę mojego fanpejdża :D
    Baby lips mam trzy, różowego też nie lubię ale za to wiśniowy (w pomarańczowym opakowaniu) niedługo chyba wysmaruję do dna.

    OdpowiedzUsuń
  35. Babylips jeszcze nie miałam, ale i tak skuszę się by sprawdzić o co tyle szumu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Przybuj pionę! Dla mnie Baby Lips to najbardziej rozreklamowany bubel ostatnich miesięcy, wyrzuciłam praktycznie calutkie opakowanie, po kilku użyciach. Dziad tak mi wysuszał usta, ze to było nie do zniesienia :/

    OdpowiedzUsuń
  37. Na temat Baby lips mam identyczne zdanie. Na dodatek też mnie coś podkusiło żeby wybrać ten różowy. Oddałam nastoletniej siostrze:P

    OdpowiedzUsuń
  38. hahaha, mam dziś tę pierwszą firmę (której chwytliwość sugerujesz) w poście:P
    cóż, alverde to nie droga zielona alternatywa, ale nie wszystko jest cacy, jak w Twoim wypadku... Natomiast ja nie znoszę ich dezodorantów, zwłaszcza w kulce - okropieństwo...
    Dla równowagi powiem, że bardzo lubię żele z alverde:)

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...