Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

czwartek, 17 kwietnia 2014

Pozytywnie zakręcony? Rimmel Scandaleyes Rockin' Curves

Czasem naprawdę trudno jest mi zrozumieć pewne działania firm kosmetycznych. Wycofują świetne produkty, "ulepszają" już istniejące kosmetyki o określonej renomie, wprowadzają innowacyjne-a-właściwie-zupełnie-takie-same-jak-już-istniejące produkty do określonej linii. Dlaczego i dla kogo?

Marka Rimmel od jakiegoś czasu bardzo promuje gamę Scandaleyes. Co jakiś czas na rynku pojawia się kolejny "skandaliczny" produkt. Jako, że jest to linia przeznaczona do makijażu oczu, znajdziemy w niej pokaźną ilość tuszy do rzęs. Zwykły, wodoodporny, ekstra czarny, nadający rzęsom elastyczność, jeden podkręcający, drugi podkręcający, dwa z efektem sztucznych rzęs... Do koloru, do wyboru. A tak naprawdę, różnica między poszczególnymi wariantami (miałam trzy, więc nie wiem jak reszta), jest niewielka, żeby nie powiedzieć, że żadna.

Pod względem wizualnym Rockin' Curves jest chyba najbardziej ciekawą odsłoną tuszu Scandaleyes. Przykuwający kolor i tłoczona wężowa skóra zdecydowanie zwracają uwagę. Wygląd to jednak nie wszystko, wszak ogromne znaczenie powinno mieć wnętrze. A co jest w środku? Standardowo, gigantyczna dziura, która nie odsącza zbyt dobrze nadmiaru tuszu oraz równie gigantyczna szczota. Jej kształt, w założeniu, miał być innowacyjny. Dzięki temu "połamaniu z poplątaniem" szczotka miała sprawić, że rzęsy zakręcą się, jak runo baranka. Producent zapewnia, że dzięki kształtowi złamanego serca, aplikator dopasowuje się do kształtu oka. Wizja piękna, wyszło jak zwykle. Szczotka jest niesamowicie niewygodna w obsłudze. O ile prostym gigantem Scandaleyes można było jakoś pracować, tak z tym dziwolągiem trudno jest się dogadać. Szczotka nie dopasowuje się do oka, jedyny obszar rzęs, który maluje się nią w miarę wygodnie, to te pośrodku. Dotarcie węższym końcem w wewnętrzny, jak i szerszym w zewnętrzny kącik (na odwrót tym bardziej :D) nie wygląda zbyt różowo. Szeroko rozstawione włoski nabierają duże ilości tuszu, który zlepia rzęsy - ciężko je potem rozczesać.

Może byłabym skłonna wybaczyć te niedogodności podcza aplikacji, gdyby efekt spełniał zapewnienia producenta. Tusz miał pogrubiać, unosić i podkręcać rzęsy. Początkowo wydawało mi się, że coś tam kręci. Dla porównania pomalowałam jedno oko tuszem Essence, drugie Rimmelem - różnica w "podkręceniu" była niewielka. Rzęsy nie są też specjalnie uniesione, wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że wyglądają ciężko i są oblepione tuszem. Właściwie jedyną obietnicą, którą spełnia ten kosmetyk jest pogrubienie. Tusz nie wykazuje jednak takiego działania, które sprawiłoby, że polecałabym wszystkim fankom efektu większej objętości włosków zakup tego produktu. Pogrubienie jest raczej nieznaczne, przez co końcowy rezultat wygląda mizernie. I piszę to ja, zwolenniczka delikatnego malowania rzęs.


Kolejną próbę zaprzyjaźnienia się z linią Scandaleyes uważam za nieudaną. Nie leżą mi te tusze (z Rimmelowych wolę Lash Accelerator), nie odpowiada mi kredka... Może cienie, na które mam ogromną ochotę, uratują trochę sytuację?

Cena: ok. 30 zł
Dostępność: Rossmann, Hebe, Natura, Super-Pharm
Ocena: 2,5/5


P.s. Produkt otrzymałam od marki Rimmel - nie miało to w jakimkolwiek stopniu wpływu na recenzję.

42 komentarze:

  1. Ja miałam Scandaleyes Retro Glam i też nie byłam zadowolona. Zdecydowane NIE dla maskar Rimmel...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie są złe, Lash Accelerator całkiem mi odpowiadał :)

      Usuń
  2. Zoila, kocham Twoje negatywne recenzje :D

    "Dzięki temu "połamaniu z poplątaniem" szczotka miała sprawić, że rzęsy zakręcą się, jak runo baranka." - wyobraziłam sobie właśnie te rzęsy :D

    "P.s. Produkt otrzymałam od marki Rimmel - nie miało to w jakimkolwiek stopniu wpływu na recenzję." - uwielbiam takie dopiski pod negatywnymi recenzjami :D

    Co do samego tuszu nie mogę się wypowiedzieć, bo jakoś nie było mi z nim jeszcze po drodze. Za to podobnie jak i Ty bardzo polubiłam Lash Accelerator :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię pisać negatywne recenzje, zwykle wtedy zdejmuję sobie kaganiec :D:D

      Usuń
  3. Faktycznie efekt nie powala na kolana. U mnie dużo lepiej sprawdzają się tusze Maybelline lub Bourjois :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie wszystkie tusze Scandaleyes to porażka. Skusiłam się kiedyś na pomarańczową wersję i nie robiła nic ciekawego. Wygrałam w konkursie Retro Glam i ten tusz jest okropny, bardzo skleja rzęsy. Nie wiem po co tak kombinują z tymi szczotami, te ich dziwne kształty nic nie robią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo szczotki będą w formie ślimaka :D

      Usuń
  5. Efekt średni, ale runo baranka - mistrzostwo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przedświątecznym okresie wszystko mi się jakoś tak kojarzyło :D

      Usuń
  6. Szkoda , że się nie sprawdził ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Z drogeryjnych półek najfajniejsze tusze ma moim zdaniem Maybelline. Co prawda nie zaprzyjaźniłam się z wszystkimi ich tuszami, ale większość na moich rzęsach rewelacyjnie się sprawdziła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym, jak uczulił mnie Collosal, dałam sobie na wstrzymanie. Ale kusi mnie The Rocket ;)

      Usuń
  8. A ja jestem zachwycona tymi tuszami, kończmy się 2 pakowanie (wersja zielona) i cały czas myślę nad tą nowością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersja zielona była z nich wszystkich najlepsza :)

      Usuń
  9. Skoro przeciętniak to lepiej kupić tańszy tusz marki własnej Rossmann bądź Natura :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja recenzja w sumie brzmiała podobnie, opakowanie jest fajne ale sam tusz jest po prostu średni :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie to niestety nie wszystko... Wolałabym świetny kosmetyk w przeciętnym opakowaniu :)

      Usuń
  11. Mi niestety tez nie przypadł do gustu :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko się z nim pracuje, prawda?

      Usuń
  12. A mnie efekt na rzęsach podoba się bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ja się nie polubiłam ani z ich maskarami, ani tym bardziej z cieniami. są słabiutkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno te w kremie są niezłe :)

      Usuń
  14. Producenci wiedzą, że kobiety uwielbiają nowości, a co za tym idzie - sprzedaż. Dobrą czy złą opinię umieści się gdzieś, ktoś ją przeczyta i może zapamięta może nie, ale na pewno zapamięta markę. Będąc w sklepie ktoś spojrzy na półkę danej firmy i pomyśli sobie: "O! Ostatnio czytałam recenzję tego tuszu, czy czegokolwiek innego", ale tak naprawdę nie zastanawia się, czy była pozytywna, czy negatywna i coś kupuje. Nie ważne co się mówi, ważne aby się mówiło, bo przynajmniej konsumenci rozpoznają markę. A co do samego tuszu, to chyba nikt jeszcze nie wypowiedział się na jego temat pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieważne, jak mówią, byle mówili - coś w tym jest :)

      Usuń
  15. jak dla mnie to nie robi nic szczególnego :)

    OdpowiedzUsuń
  16. jestem chyba jedną z niewielu osób, które są zadowolone z tego tuszu, w moim egzemplarzu na szczoteczce nie zostaje za dużo tuszu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jakaś lepsza partia ci się trafiła :)

      Usuń
  17. U mnie bardzo podobnie, czyli taki słaby, delikatny efekt dawał pierwszy Scandaleyes w pomarańczowym opakowaniu, dlatego też nie mam ochoty na inne ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama też raczej nie kupiłabym kolejnych odsłon :)

      Usuń
  18. Ja go mam w zapasiie i aż boje sie użyć...

    OdpowiedzUsuń
  19. No ta szczotka to jakiś kosmos. Jeśli chodzi o Rimmel to chyba tylko jeden jedyny tusz mi pasował. Była to maskara Sexy Curves. Żaden inny mi tak nie odpowiadał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej nie miałam. Ona chyba była z silikonową szczoteczką, prawda? Z Rimmelowych silikonów miałam Lash Accelerator, który całkiem nieźle sobie radził :)

      Usuń
  20. Tak, jak nie przepadam za produktami Rimmela, to muszę powiedzieć, że nie wygląda źle na Twojej prezentacji, ale jednak czasem się po prostu czuje, że tusz jest zbyt ciężki. Do tego na pewno nie robi tego, czego można by było się po nim spodziewać, rzęsy są podkreślone delikatnie, nic powalającego na kolana.
    Co do tego zamieniania, ulepszania, to czasem to doprowadza do szału. Chyba nigdy nie odżałuje moich niegdyś ulubionych cieni z L'oreala...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem ciężko jest oddać na zdjęciach, o co dokładnie chodzi. Niemniej, czuję, że to nie to :D
      Co to za cienie tak polubiłaś?

      Usuń
  21. Nie jestem na fb, więc napiszę tutaj, do cery tłustej fajnie się spisuje podkład Rimmel Stay Matte. <am odcień 103, nakładam na czoło brodę i ogólnie zewnętrzne częsci policzków(tam też mam najwięcej do ukrycia). Lubi wleźć w moje pory na policzkach więc tam nakładam bb maybeline pure ( medium ma fajniejszy dla mnie kolor). Tym zestawem szpachluje twarz od listopada i kupilam już kolejne opakowania obu produktów. U rimmelka duży plus za znikome scieranie się z twarzy, to co nakładam rano i utrwale pudrem synergen, wieczorem muszę dobrze zmywać micelem, bo wacik nie kłamie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, mam ten podkład. Niestety 103 jest dla mnie w tej chwili trochę za ciemny. Oglądałam 100, ale jest zbyt różowa :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...