Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

środa, 11 września 2013

Elastyczne (rzęsy) są fantastyczne? Rimmel Scandaleyes Lycraflex

"Skandaliczne rzęsy" - te dwa słowa tak wbiły mi się w głowę, że początkowo taki miał być tytuł tej notki. Koleżankom-blogerkom ten tusz skojarzył się identycznie, więc ograły temat szybciej i umiejętniej niż pewnie zrobiłabym to ja. Skandal :D!

Do tuszu Rimmela podchodziłam trochę jak pies do jeża. Poprzednie dwa spotkania z maskarami tej marki nie były aż tak udane, jak bym sobie tego życzyła. Gdy otworzyłam ten tusz, miałam złe przeczucia. Na ile słuszne?

Jako że recenzja bez wywodów na temat opakowania byłaby niekompletna, zacznę tradycyjnie. Znakomicie zdaję sobie sprawę z tego, że rozwodzę się nad szczegółami, ale tym razem przejdę samą siebie. Koloru opakowania jeszcze chyba nie oceniałam. Nie będę go opisywać, ale chcę zwrócić uwagę na to, że soczysta zielona barwa, pozwala na łatwe odnalezienie produktu w wypchanej kosmetyczce (szczególnie rano, gdy łatwo pomylić tusz z błyszczykiem :D). Samo opakowanie nie jest do końca praktyczne, ponieważ jest dość chybotliwe, łatwo je przewrócić - gdy się maluję, stawiam tusz obok siebie, nie lubię, gdy przewraca się i toczy, a ja muszę za nim ganiać. Takiej dysproporcji między podstawą opakowania a jego najszerszym punktem nie ma w nowym tuszu z gamy Scandaleyes Retro Glam.


W przypadku tuszu 70% sukcesu to dobra szczotka. Każdy ma inne preferencje odnośnie wielkości, grubości, czy materiału, z którego powinna być ona wykonana. Jako fanka silikonowych grzebyków o niezbyt dużych gabarytach, nie byłam zachwycona tym, co zobaczyłam po otworzeniu opakowania tego produktu. Klasyczny gigant, z szeroko rozstawionymi ząbkami, wręcz ociekający tuszem to zdecydowanie nie moja bajka. Wolę mniejsze szczotki, które pozwolą mi dotrzeć do rzęs w wewnętrznym kąciku, a nie takie ogromne narzędzia, które są większe od mojego oka i nie pozwalają na manewrowanie bez ufajdania powiek. Nie do końca przekonują mnie szeroko rozstawione ząbki, które nabierają za dużo tuszu i uniemożliwiają precyzyjne rozczesanie rzęs bez grud. Szkoda, że otwór w opakowaniu nie jest wyposażony w prężnie działający mechanizm odsączający nadmiar tuszu. W przypadku Scandaleyes, ile produktu przyczepi się w środku, tyle wyciągamy na zewnątrz.

Sam tusz jest dość mokry. Warto dać mu trochę czasu na podeschnięcie. Używanie od razu nie jest najlepszym pomysłem, chyba że ktoś lubi efekt ciężkich, mokrych rzęs. Po pewnym czasie tusz przestaje szaleć. Na rzęsach zachowuje się dobrze, o ile dobrze go zaaplikujemy. Ja, standardowo, miałam pomazane nim całe oko, więc w efekcie ślęczałam z patyczkiem kosmetycznym i ścierałam tą pseudokreskę na górnej oraz dolnej powiece i miropiegi przy brwiach. Tak jak obiecuje producent, rzęsy po użyciu tego produktu nie stają się sztywne. Niektóre produkty potrafią sprawić, że włoski aż kują. W tym przypadku tego nie zauważyłam, przeciwnie, rzęsy sprawiały wrażenie dość elastycznych. Scandaleyes przyjemnie się nosił. Nie kruszył się. Rozmazywał się jak każdy niewodoodporny tusz, taki urok beks, że wszystko im płynie :).

Co do efektu, jaki ten produkt zapewnia, mam trochę mieszane uczucia. Problemy z nakładaniem, przełożyły się także na to, co uzyskiwałam na rzęsach. Miałam problem z dotarciem do wewnętrznego kącika, niezbyt wygodnie malowało mi się też dolne rzęsy (zawsze brudziłam powiekę). Rozczesywanie tą szczoteczką było dość żmudne, szczególnie w przypadku drugiej warstwy. Bardzo łatwo skleić sobie rzęsy. Efekt po jednej warstwie zaspokajał moje potrzeby, więc zwykle poprzestawałam na niej (delikatne wydłużenie i pogrubienie). Niestety wyczesywanie rzęs było pracochłonne, co nie zachęcało do użytkowania tego produktu.


W makijażu cenię kosmetyki, które pozwalają oszczędzić cenne minuty. Ten niestety do takich nie należy, wręcz przeciwnie "dokładał" pracy. Efekt, który można nim uzyskać jest niezły, ale nie mam cierpliwości do takich zabaw.

Cena: ok. 30 zł/12 ml
Dostępność: Hebe, Super-Pharm, Rossmann, Natura, Jasmin, Tesco
Ocena: 3/5

P.s. Produkt dostałam do przetestowania od marki Rimmel. Fakt ten nie miał wpływu na treść recenzji.

80 komentarzy:

  1. Wątpię, że po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wątpię, że do niego wrócę :)

      Usuń
  2. miałam wersję różową i ekhem, była skandaliczna w najbardziej negatywnym znaczeniu tego słowa :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. To również nie mój typ :). Za małe oko mam na takich gigantów.

      Usuń
  4. dzięki Twojej recenzji, na pewno po nią nie sięgnę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto rozejrzeć się za czymś innym.

      Usuń
  5. Ja co prawda lubię takie tradycyjne, duże szczoteczki, ale nie podoba mi się efekt, jaki osiągnęłaś dokładając drugą warstwę. Też lubię dobrze wyczesane rzęsy, a druga warstwa tego tuszu nieco je skleiła. Ale przy jednej warstwie całkiem ładnie! Choć nie skandalicznie ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna warstwa jest ok, ale nawet jej aplikacja jest problematyczna :D.

      Usuń
  6. A w życiu po niego nie sięgnę, toż to prawdziwy skandal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, choć miałam styczność z większymi dramatami :D

      Usuń
  7. Przynajmniej efekt ładny :) Też nie lubię dużych szczot, zawsze maluję sobie przez przypadek górną i dolną powiekę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przybij piątkę! Ja sobie raz nawet brwi ozdobiłam :D

      Usuń
  8. uuu słabiutko a miałam na niego ochotę ale chyba podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W podobnym przedziale cenowym na pewno znajdzie się lepszy tusz.

      Usuń
  9. Środkowe oko jest fajne, ale końcowe strasznie ufajdane :D Ja nawet nie zdążyłam użyć tego tuszu (staram się nie otwierać wszystkich na raz :D), a tu już przyszły kolejne. Poza tym ta wielka szczota mnie nie zachęca, dlatgo z dużo większą radością porwałam w obroty Lash Accelerator, z którego jestem całkiem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufajdane, bo inaczej nie da rady :D. To tusz, który ewentualnie można zastosować, jak się nie używa cieni, bo przez jego gratisowe brudzenie szlag trafia misterne cieniowanie :D:D.

      Usuń
  10. Szału nie ma ;) będę go raczej omijać, chociaż kolor na pewno będzie przyciągał :D

    OdpowiedzUsuń
  11. nie skuszę się na niego ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto próbować, ale ja nie polecam w tym wypadku :)

      Usuń
  12. szkoda, ze tyle czasu zjada :( Poranna gimnastyka wręcz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy się spieszę, to nie mam ochoty na wygibasy przed lustrem :D

      Usuń
  13. Na kolana nie powala. Jakoś nie przepadam za tuszami tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do tej pory miałam trzy i jak na razie uczucia mam dość mieszane :)

      Usuń
  14. Tak sb wyglądają pomalowane nim rzęsy ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rewelacji nie ma, ale najgorzej po 1 warstwie nie jest. Natomiast używanie go to już jest takie sobie.

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Każdy gdzie indziej lokuje uczucia :D

      Usuń
  16. te skandaliczne rzesy to niezły pomysł marketingowcow :D chwytliwa nazwa :)zgadzam się co do elastyczności rzęs po nim :D fajne takie gibkie są, a i ja mam tendencje do upackania sie tuszem, czasem jak mam zly dzień to i nos jest utytłany... także im starszy tusz tym lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nazwa bardzo zapada w pamięć. Ta elastyczność, którą zapewniał to zdecydowany plus - po niektórych tuszach rzęsy są tak sztywne, że jak się jedna o drugą zaczepi to okropnie boli.

      Usuń
  17. Hym mam ten tusz, leży sobie jeszcze i czeka na swoją kolej:> teraz się boję po niego sięgnąć:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jakie będą twoje wrażenia.

      Usuń
  18. Nie podoba mi się, paskudnie pokleił rzęsy... Faktycznie skandal eyes :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie lubię takich posklejanych strąków.

      Usuń
  19. Odpowiedzi
    1. Prawda, można znaleźć tusze dające dobre efekty w lepszej cenie ;)

      Usuń
  20. szkoda, że skleja rzęsy ;/ Ja zdecydowanie bardziej wole tusze z silikonowymi szczoteczkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też. Mam wrażenie, że lepiej rozdzielają.

      Usuń
  21. Ja ostatnio zakupiłam najnowaszą Scandaleyes Retro Glam, szczoteczka również jest gigantyczna, ale według mnie warto się z nią chwilę pomęczyć bo efekt jest bardzo ładny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę też mam, ale jeszcze się za nią nie zabrałam. Teraz używam Eveline, a później chcę się zabrać za Lash Accelerator, który podobno ma silikonową szczoteczkę.

      Usuń
  22. Ja osobiście bardzo lubię ten tusz, a to ze czasem mi sklei rzęsy nie przeszkadza mi wcale, sięgam wtedy po grzebyk z Inglota i wszystko gra :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas zapominam o tym grzebyku. Miałam go kupić dawno temu, a zawsze wylatuje mi to z głowy :)

      Usuń
  23. ja się tak nie bawię. Zazwyczaj i tak mam pół oka czarne po pomalowaniu moich białych rzęs więc mi wszystko jedno czy szczotka jest duża, mała czy jakakolwiek inna. Za to w tym przypadku polubiłam się z tuszem. Nie mam pandy, tusz jest trwały i daje bardzo delikatny efekt który bez problemu stopniuję. Ogólnie oceniam pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pierwsza warstwa wygląda spoko:) ale tylko pierwsza:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem już jest skandal :D. Aplikacja tej pierwszej warstwy jest jednak dość problematyczna :).

      Usuń
  25. Ja się zraziłam już tym pierwszym Scandaleyesem w pomarańczowym opakowaniu i sądząc po Twojej recenzji, ten też by mi nie pasował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okropnie dużo tych "skandalicznych" wersji :).

      Usuń
  26. łe nie lubię takich szczoteczek i tak jak Ty wolę silikonowe

    OdpowiedzUsuń
  27. o to raczej się nie skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Kuszą mnie te Scandale za każdym razem, ale ta szczoteczka do mnie nie przemawia, wolę silikonowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Zazwyczaj rano liczy się każda minuta, więc takie kombinowanie jednak nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rano liczy się każda minuta, żeby z zombie zrobić człowieka ;)

      Usuń
  30. Również nie lubię bawić się z tuszem do rzęs, więc nie kupię go za żadne skarby :P

    OdpowiedzUsuń
  31. raczej po niego nie sięgnę...wolę max factor wild mega volume, szczotka też jest duża, ale tam efekt końcowy jest naprawdę warty cierpliwości, w wypadku rimmela mi na to nie wygląda...

    Pozdrawiam i zapraszam na sierpniowych ulubieńców :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ja jak widać zdecydowanie po niego nie sięgnę, ale kurcze efekt na drugim zdjęciu jakoś podoba mi się najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osiągnięcie go wymaga gimnastyki :D

      Usuń
  33. Z użyciem grzebyczka efekt mógłby być naprawdę niezły, po jednej warstwie mi się nie podoba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że druga warstwa tak skleja rzęsy, nie chce mi się bawić z jakimiś grzebyczkami :D

      Usuń
  34. ojć, ale posklejał rzęsiory :/ ja nie mam nic przeciw dużom szczotom, jeśli są dobrze wyprofilowane i krzywdy nie robią :)

    OdpowiedzUsuń
  35. U Ciebie tusz wygląda nie najgorzej, a u mnie robił niezłą masakrę... Oddałam koleżance i piszczy z zachwytu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu leży co innego :). Dobrze, że trafił w dobre ręce.

      Usuń
  36. Nawet nieźle wygląda pierwsza warstwa:) Ale mimo wszystko nie przepadam za tuszami Rimmel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nawet pomalowanie rzęs jedną warstwą to wyzwanie.

      Usuń
  37. Dwie warstwy zdecydowanie nie, mi niestety ostatnimi czasy te nowości tuszowe z Rimmel robią więcej krzywdy niż pożytku dlatego omijam ich wystawki z tuszami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie one szału na razie nie robią.

      Usuń
  38. nawet całkiem fajnie maluje :) ale ja wiem,że mi by nie podpasował właśnie ze względu na szczoteczkę, najbardziej lubię tą z maxfactroa false lash effect i ten tusz jest ze mną od 3 lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się w końcu zakręcić koło FLE, sporo osób go chwali. Ale on też ma sporą szczotę...

      Usuń
  39. Druga warstwa już wygląda fatalnie :/

    OdpowiedzUsuń
  40. Hmmm.. maskara.. chyba raczej masakra ! Tez miałam ten tusz i szczerze nigdy do niego nie wrócę wyrzuciłam tą szczotkę bo jest fatalna . zgodzę się że druga warstwa wygląda fatalnie .
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...