Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

piątek, 30 sierpnia 2013

Zawartość olejku w olejku. Bielenda Afrodyzjak Olejek do kąpieli Ylang-Ylang i Róża

Zawsze śmieszyły mnie badania nad tym, ile cukru jest w cukrze. I może ta kwestia z "Poszukiwany, poszukiwana" bawiłaby mnie dalej, gdybym na swojej drodze nie natrafiła na olejek do kąpieli z Bielendy, którego recenzję można podsumować już na wstępie poprzez zadanie pytania "ile olejku jest w olejku?".

Nie jestem najbardziej rozsądną osobą, jeżeli chodzi o zakupy. Czasami czerwony guziczek włączający myślenie ulega awarii. Najczęściej dzieje się to, gdy do mózgu dojdzie informacja o promocji albo szczególnie przystępnej cenie. Coś muszę zrobić z tym nieszczęsnym guzikiem :D.

Olejki do kąpieli marki Bielenda pojawiły się w Biedronce przy okazji jednego z poprzednich folderów kosmetycznych. Nie były tak drogie, jak w drogeriach (kosztowały ok. 10 zł), ale ja nie byłam aż tak spragniona kąpieli z pachnącą pierdołą, żeby tę dychę inwestować. Ponieważ w Biedrze bywam dość często (jakby nie patrzeć to do 4 mam całkiem blisko) i zawsze kręcę się po sklepie, pewnego pięknego dnia wyczaiłam, że Bielendowe umilacze do kąpieli kosztują zaledwie 4,99 zł. No dobra, za tyle to mogę wziąć :D.

Płyn, ups, przepraszam, olejek znajduje się w bardzo prostej przezroczystej butelce. Butelka ma gwint i zamyka się nakrętką. Ot, nic specjalnego.

Pewne schody zaczynają się przy konsystencji. Nie jest ona gęsta, raczej dość lejąca, przypomina bardziej średniej jakości żel pod prysznic niż olejek.Pierwszy kontakt produktu z wodą, przekonał mnie o tym, że raczej nie jest to, za co podaje to producent. Płyn się spienił. Może nie wytworzył takich obłoczków piany, o jakich marzyłam w dzieciństwie, ale spore ilości białej chmury z fioletowymi bańkami się pojawiły. Wydaje mi się, że olejki same z siebie nie powinny się pienić.

Drugą kwestią, którą chciałabym poruszyć, to dozowanie. Producent był równie precyzyjny, jak w przypadku mleka w proszku Beauty Milky. Tym razem posłużył się nie miarą "garści", a "strumienia". Tym strumieniem mogę wylać całe opakowanie. Chciałabym się dowiedzieć, ile produktu mam wlać, żeby zastosować produkt zgodnie z zaleceniem producenta, a nie bezpodstawnie się czepiać, stosując kosmetyk według własnego "widzimisię".

Następnie chciałabym się zająć efektami, które zapewnić ma ten pseudoolejek. "Delikatnie natłuszcza, nawilża i wygładza skórę, przywraca jej niezwykłą miękkość i jedwabistość" - yyyy, brzmi świetnie. Może błędem było oczekiwanie, że płyn wywoła jakikolwiek z tych efektów. Przecież produkty do kąpieli nie są po to, żeby specjalnie dbać o ciało. Niby nie, ale po co w takim razie się wypisuje takie rzeczy. Ponadto istnieją produkty w tej kategorii, które potrafią takie cuda (patrz: kula Organique). Jedyne, co zaobserwowałam przy stosowaniu tego płynu, to brak przesuszenia skóry.

Na koniec zostawiłam sobie zapach, który jest największym atutem tego produktu. Bardzo kobiecy, elegancki. Czuję w nim nuty róży, wanilii i jakiegoś orientalnego kwiatu (ylang-ylang :D?). Odbiór psuje trochę mydlinkowy dodatek, ale w kwestii aromatu Bielenda zapunktowała. Szkoda, że zapach nie chce się utrzymać na skórze i znika zaraz po wytarciu ciała ręcznikiem.

Uważam, że sympatyczny fioletowy płyn, który usilnie próbuje być olejkiem, to nie jest dobra lokata kapitału. Proponuję ulokować uczucia gdzie indziej.

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glycerin, Parfum, Corynanthe Yohimbe Bark Extract, Polysorbate-20, Citric Acid, Diethylhexyl Syringlidene Malonate, Caprylic/Capric Trygliceride, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methypropional, Limonene, Linalool, CI 17200, CI 42090.

Cena: ok. 16 zł/400 ml
Dostępność: Kaufland, Natura
Ocena: 1,5/5

50 komentarzy:

  1. nie przepadam za olejkami do kąpieli ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko to właśnie nie olejek, a najzwyklejszy w świecie płyn :D

      Usuń
  2. Biedny olejek... Myśli, że jest olejkiem, bo tak mu powiedzieli, a tu się okazuje, że jest płynem, który się pieni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie jest przycisk "Lubię to"? :D

      Usuń
    2. Mnie też brakuje czasem takiej opcji :D:D. Biedny olejek :D

      Usuń
  3. Szkoda, że to imitacja olejku, jednak ma piękny zapach ! W zimę chciałam go zakupić dla.. dwojga :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli lubicie kąpiele w pianie i butelkę zużyjecie na raz, to czemu nie :D

      Usuń
  4. od razu tytuł skojarzył mi się z filmem Barei ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. olejki same w sobie się nie pienią ale już detergenty, które mają nas umyć owszem a są tutaj na początku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczyłam, że ten produkt kosztuje 4,99, to nawet nie patrzyłam na skład :D

      Usuń
  6. ahh ten olejek bez krzty oleju w składzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zawsze biorę prysznic, więc te cuda nie dla mnie, ale wystarczająco mnie do niego zniechęciłaś, gdybym zdecydowała się na zakup "kąpielo-umilacza" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasami dopada ochota na pluskanie się w wannie :)

      Usuń
  8. Coś jest w tych olejkach Bielendy - mam olejek do kąpieli z serii Aromatherapy jeszcze w starej wersji i on też właściwie nie jest olejkiem tylko rzadkim żelem ;D
    Mimo to i tak go lubię, ale rozumiem Twoje zdziwienie - przecież to w końcu ma być olejek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba takie "farbowane" olejki są :D

      Usuń
  9. Bo olejek to bardzo chwytliwa nazwa :)gorzej z tym co w środku.. Swoją drogą mój czerwony guziczek też wciąż ulega awarii, obawiam się, że to niestety po prostu stały błąd w systemie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? Może jakaś wada fabryczna :D?

      Usuń
  10. miałam wersję dwufazową, a nawet dwie wersje no i jedną różową jednofazową :D wszystkie były świetne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy lubi co innego :). Kupiłam produkt z myślą o tym, że będzie on olejkiem, nie zwyczajnym płynem, więc może stąd moje rozczarowanie.

      Usuń
  11. to ile mamy cukru w cukrze:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku tego produktu raczej niewiele :)

      Usuń
  12. Mam wersję zieloną, dwufazową, ładnie pachnie i... to by było na tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam wersję dwufazową, ale traktowałam ją od początku jako zwykły płyn do kąpieli ;) I jako z płynem się z tym produktem polubiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko po co producent sprzedaje płyn jako olejek?

      Usuń
  14. Mnie kosmetyki Bielendy nie odpowiadają w kwestii zapachowej.
    Rzadko kiedy zerkam w ich kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie odpowiadały kiedyś, teraz już mniej :). Dla mnie najlepiej pachniało masło Beauty Milky :)

      Usuń
  15. Kusiły mnie, ale dobrze, że nie wzięłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto spróbować na własnej skórze :). Chyba, że tak jak ja, poszukujesz olejku :)

      Usuń
  16. Będę pamiętać, żeby go jednak nie kupić. Bo lubię próbować różne olejki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie nie jest olejek, a jeżeli szukasz właśnie tego typu kosmetyków, to faktycznie lepiej ominąć go wzrokiem.

      Usuń
  17. No to wtopa ;/ chociaż pachnie ładnie XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chociaż tyle. Jakby cuchnął, to byłby płacz i zgrzytanie zębami :D

      Usuń
  18. Kolejnego producenta fantazja poniosła ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. To mnie zawsze zastanawia, skąd u producentów takie skłonności do auto postrzałów w kolana, wypisując te niestworzone dyrdymały na opakowaniach? Czemu nie mogli po prostu nazwać tego płynem do kąpieli i jako zadanie przypisać mu po prostu umilenie kąpieli pianą i przyjemnym zapachem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tego nie rozumiem. Po co? Kupiłam płyn, choć miałam ochotę na olejek. Gdyby producent prawidłowo nazwał ten produkt, pewnie i tak bym go wzięła, ale tym razem "widziałyby gały co brały".

      Usuń
  20. Ja jakoś jeszcze nie jestem przekonana do olejków :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dla połączenia zapachu róży, wanilii i ylang-ylang byłabym skłonna wyskoczyć z 5 zł:) Tego typu produkty traktuję jako typowe umilacze kąpieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale czemu produkt udaje coś czym nie jest...

      Usuń
    2. Ja - podobnie jak Karminowe Usta - byłabym skłonna wydać piątaka dla samego zapachu (jak, zresztą, nieraz już czyniłam^^). Nie zrobię jednak tego, bo zapach - nawet najpiękniejszy - ulatniający się po wytarciu ręcznikiem, to dla mnie żaden zapach... :(

      Usuń
  22. Chociaż zapach ma ładny;D Ja lubię olejki pod prysznic, jak widać producenta fantazja poniosła:)

    OdpowiedzUsuń
  23. hmmm no to podziękuję, choć mnie ten kolor zachęca do zakupu:]

    OdpowiedzUsuń
  24. W moim przypadku czerwony guzik powinien się zaciąć na stałe w pozycji włączonej ;D Co do płynu, to mimo zapachu który mnie przekonuje, wolę jednak oleje z prawdziwego zdarzenia ;D

    OdpowiedzUsuń
  25. u mnie nowy post kochana zapraszam jeśli jestes fanką yankee candle ;) http://coorallove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...