Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

wtorek, 30 lipca 2013

Diagnoza: bubloza. Antyulubieńcy

Jakiś czas temu chwaliłam się, że dzięki blogom i szeroko dostępnym opiniom na temat kosmetyków w internecie, rzadko kiedy zdarza mi się kupować produkty, które można określić mianem bardzo nieudanych. Masz ci babo placek, wykrakałam. Ostatnimi czasy moja kosmetyczka wzbogaciła się o kilka produktów, których nie mogę określić innym mianem niż "buble".

Wiem, że niektórzy nie lubią określania czegoś mianem "bubla", ponieważ u innej osoby to coś może się sprawdzić. Dla mnie jest to jasne, że jeżeli coś właśnie tak tytułuję, to opinia ta wynika to z mojego doświadczenia i stanowi wyrażenie moich uczuć. Podobnie rzecz ma się z ulubieńcami. 

Skoro już przebrnęłam przez kwestie wstępne i terminologiczne, to czas zabrać się za sedno posta, czyli rzeczone paskudy.

Tego lata moim antyulubieńcem jest depilacja. Tak, dobrze przeczytaliście. Wolę już chodzić z krzakami na nogach i pod pachami niż zabierać się za proces "koszenia". W dużej mierze jest to wina produktów, na które "wdepnęłam".


Bardzo lubię długopisy marki Bic, dobrze mi się nimi pisze. Nie wiem jednak, dlaczego chwyciłam  w drogerii maszynki Bic Pure3 Lady. Z sentymentu? Bo ogłupiła mnie promocja na nie? Pewnie oba czynniki miały wpływ na to, że pewnego pięknego dnia wróciłam z paczką zielonych maszynek. Następny dzień nie był już taki piękny. Z bardzo prostej przyczyny - w ruch poszły niewinnie wyglądające, zielone tasaki. To, co to badziewie robi, przechodzi ludzkie pojęcie. Tak poharatanych nóg nie miałam nigdy, nawet w dzieciństwie na łydkach nie zamieszkiwała tak liczna kolonia strupów. Nieważne, czy użyłam żelu pod prysznic, odżywki do włosów, czy też pianki lub żelu do golenia - nogi za każdym razem były tak samo zmasakrowane. Miejsce po każdym włosku zakończone było strupkiem. Gdy przypadkiem drasnęłam nogę, to nie mogłam przestać się drapać. Koszmar! Za darmo bym ich nie chciała, ba, uważam, że za te męczarnie Bic powinien dopłacać do interesu.


Ponieważ w tym roku maszynki nie zdały egzaminu, zdecydowałam się na od dawna planowany krok, czyli zmianę metody depilacji. Wosk kusił mnie od miesięcy, ale bałam się, że zrobię sobie krzywdę. Oczyma wyobraźni widziałam już krwiaki na łydkach i prawie czułam okropny ból. Ciekawość była jednak silniejsza i przy okazji zakupów "na pocieszenie" w Biedronce, chwyciłam plastry Tanita.
Może ja ich nie umiem używać, może źle je rozgrzewam, może po prostu jestem za głupia na używania plastrów z woskiem. Nie wiem. Fakt jest taki, że mimo tego, że kilka razy podchodziłam do używania tego wynalazku, efekt za każdym razem był mierny. Nieważne, jak rozgrzewałam plastry. Włoski tkwiły na swoim miejscu i nie zamierzały nawet drgnąć. Za to plastry zapewniły inne efekty specjalne. Moim ulubionym momentem depilacji była chwila, gdy plaster po oderwaniu został goły, a na łydce został smerfny wosk, który za nic nie chciał zejść. Bałam się, że ten niebieski glut zostawi mi niebieską pamiątkę. Czego ja nie robiłam, żeby się tego pozbyć. Załączona do tego zestawu oliwka w ogóle się nie przydała, nie pomagała w usuwaniu resztek, chyba pełni ona rolę ozdoby. Wosk siedział dalej. W końcu, po długich pertraktacjach, kilku peelingach, a w końcu żmudnym skubaniu skóry, udało mi się pozbyć niebieskiej mazi. Nigdy więcej!


Nigdy nie byłam dużą fanką marek bardzo popularnych. Produkty Nivea, Garnier i Dove niespecjalnie mnie rajcowały. Jednak postanowiłam się przeprosić z okupantami półek w każdej drogerii i każdym markecie, i zaczęłam wprowadzać do swojej pielęgnacji świetnie znane ogółowi, mniej bliskie mi samej, marki. Na blogach od jakiegoś czasu migały mi produkty Dove, dlatego zdecydowałam się spróbować zaprzyjaźnić się z tą marką. 
Jak wiecie, lubię testować antyperspiranty. Mam problem z potliwością, dlatego szukam skutecznej ochrony. Nie wiem, dlaczego zdradziłam ulubionego Garniera Invisi Mineral Calm (wybacz mi, skarbie :D), najpierw ze słabą kulką Yves Rocher, a następnie z równie "udanym" wytworem z Dove.
Dove Invisible Dry miał szansę przypaść mi do gustu. Pomijając obietnicę 48 godzin ochrony (drodzy producenci, nie patyczkujcie się, od razu wpiszcie 2 lata), antyperspirant, który nie brudzi ubrań, zawsze jest mile widziany. Tylko, gdyby jeszcze Dove robił, co powinien... Nie będę się czepiała tego, że zostawia żółte mazy na białych i jasnych ubraniach, w końcu producent nie namalował na opakowaniu białej ani kolorowej koszulki. Skupmy się więc na czarnych ubraniach. Ależ oczywiście, że Dove zostawia ślady. Przepiękne malownicze pręgi pysznią się na całej długości bluzek (bez względu na to, czy założę ciemną koszulkę 5, 10, 20 czy pół godziny po aplikacji). No dobra, mogę spróbować zakładać worki, zamiast obcisłej odzieży jak dla ulicznicy. Moja wina, nie ma sprawy, mogę się poprawić. Byle tylko produkt dobrze chronił. A gdzie tam. Trzy godziny to maksimum jego możliwości, zarówno pod względem ochrony, jak i zapachu. Dziękuję bardzo, wolę długotrwałe związki niż przelotne romanse.

Promocja -40%, którą jakiś czas temu uraczył nas Rossmann, a która obejmowała kosmetyki kolorowe i pielęgnację twarzy, również przyczyniła się do wzbogacenia mojej kosmetyczki o średnio udane produkty.


Marka Garnier ostatnio u mnie punktowała - udał im się antyperspirant, świetnie wyszedł im płyn dwufazowy. Nabrałam do nich zaufania i, gdy szukałam peelingu do twarzy, na ślepo chwyciłam właśnie Garnier Czysta Skóra Active Ultrazłuszczający Peeling.
Choć na przodzie opakowania producent krzyczy, że w rękach właśnie trzymam peeling, w dodatku o świetnych właściwościach złuszczających, to po lekturze etykiety z drugiej strony tuby, można się dowiedzieć, że właściwie jest to żel do mycia twarzy (prawdziwego peelingu, w przeciwieństwie do tego kosmetyku, nie nakłada się codziennie). Garnier ma postać emulsji z zanurzonymi w niej delikatnymi drobinkami - bardzo delikatnymi, które nie ścierają naskórka w wyczuwalny sposób. Żel do mycia twarzy, zwłaszcza dla cery trądzikowej, z pewnością by się u mnie nie zmarnował. Gdyby nie jedna rzecz. Produkt ten ma w swoim składzie mentol! Jest go tak dużo, że aż szczypie mnie w twarz! Nie mogę używać kosmetyku, po którym mam wrażenie, że buzia mi odpadnie! W nowym żelu L'oreal, który niedawno kupiłam, też jest ten składnik - jednak tamten produkt nie robi mi krzywdy (choć przyjemny w używaniu nie jest). Uważam, że producenci powinni eksponować obecność mentolu w produkcie, nie każdy ma dryg do zagłębiania się w skład w pośpiechu.


Odkąd skończyłam buteleczkę olejku z drzewa herbacianego, nie miałam preparatu na wypryski. Co prawda, gdy pielęgnację wzbogaciłam o maseczki z glinki i krem Baikal Herbals, cudaków pojawia mi się znacznie mniej. Nie oznacza to jednak, że paskudy sobie odpuściły. Czasami przypominają o swojej obecności, obdarzając mnie "rogami" w dziwnych miejscach. Z myślą o takich awaryjnych sytuacjach, wrzuciłam do koszyka Synergen Anti-Pickel Gel. Moja cera lubi kwas salicylowy, więc spodziewałam się, że żel z jego zawartością będzie zbawieniem.
Produkt ten nie zrobił niczego moim syfkom. Zupełnie go zignorowały. Smarowałam się nim często, aż w końcu straciłam cierpliwość i syfy potraktowałam spirytusem salicylowym, który ładnie je rozgromił. Ten żel to porażka. Bardzo mocno pachnie alkoholem, ale sądziłam, że może ten składnik ułatwi działanie kwasowi salicylowemu. Pozytywnych skutków nie odnotowałam. Żel dziwnie zachowywał się na skórze, po aplikacji tworzył taką suchą błonę. Producent zalecał częste "powtórki z rozrywki", a wraz z kolejnymi porcjami, powłoka rosła, robiła się biała i nieestetyczna. Nie było mowy, żeby na to nałożyć makijaż. Wystarczyło niechcący dotknąć ręką twarzy, żeby zostały na niej białe farfocle. Szkoda się męczyć.

Nie myślcie, że tylko produkty pielęgnacyjne nie przypadły mi do gustu. Dwa kosmetyki kolorowe również nie wpiszą się na chlubną kartę kosmetycznej historii.


Nie jestem zbyt wybredna w kwestii tuszu do rzęs. Nie oczekuję, że maskara podwoi mi liczbę włosków i z g. ukręci bat. Wystarczy mi delikatne podkreślenie rzęs. Nie marudzę, gdy efekt nie jest spektakularny. Ale udało mi się znaleźć tusz, który nie sprostał nawet niezbyt niewygórowanym wymaganiom.
Bell Glam&Sexy Mascara kupiłam z myślą o lecie, kiedy to potrzebuję bardziej trwałego tuszu do rzęs. Wodoodporny Bell wydawał mi się dobrym rozwiązaniem. Niestety, nadzieje okazały się płonne. Zaznaczam, że tusz był świeży, oklejony, szyjka nie była brudna, nikt nie pchał tam swoich ślepi.
Jedyny efekt, jakiego można się spodziewać po tej maskarze to masakra. Rzęsy podkreśla bardzo delikatnie, właściwie nadaje im tylko czarny kolor. Jest wodoodporna, ale się kruszy. Niestety razem z rzęsami. Używam kosmetyków kolorowych po to, żeby wyglądać lepiej, a nie jak gorzej. Wolę chodzić z niepomalowanymi rzęsami niż bez nich.


Darowanemu koniowi podobno nie zagląda się w zęby. Nic nie poradzę na to, że ja w zęby zaglądam, sprawdzam kopyta i uszy. Gratis powinien być miłym prezentem, a nie zbukiem.
Zmikronizowane łupiny owoców arganowca otrzymałam do zamówienia podkładu mineralnego Pixie Cosmetics. Ucieszyłam się, że dostanę w łapki "zmikronizowane łupiny owoców arganowca o pięknym beżowym odcieniu, które doskonale sprawdzą się jako niezwykle lekki i skuteczny puder matujący". Brzmi jak bajka, prawda? Powiedzcie mi jednak, czy ja jestem jakaś dziwna i mam inne wyobrażenie na temat beżu? Bo widzę tu odcień, któremu najbliżej jest do koloru pomarańczowego.


Skoro już jednak trafiło mi się takie "ziarno", to chciałam sprawdzić jego działanie matujące. Niestety, jest praktycznie żadne. Matuje po nałożeniu dużej ilości (a wtedy doskonale widać ten uroczy kolor) i na zaledwie kilkanaście minut. Nie dla mnie, szukam czegoś skutecznego i na pewno nie w kolorze egzotycznego owocu.

Jaki płynie z tego morał? Najlepiej nie polować na promocje, nie łakomić się na gratisy, nie ufać markom, nie wpadać do sklepu w pośpiechu i złym humorze. Podsumowując: zrezygnować z nieprzemyślanych zakupów :).

138 komentarzy:

  1. Świetny tytuł. :)
    Chyba jestem szczęściarą, bo u mnie każdy antyperspirant daje radę cały dzień, a 3 godziny to dla mnie coś niepojętego!
    Co do maszynek, to też większość się u mnie sprawdza, nawet tanizna z biedronki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę ludziom, którzy nie muszą się martwić skutecznością antyperspirantu :). Taniznę z Biedronki mam w domu, muszę spróbować.

      Usuń
    2. kup sobie porządną mach 3 (ew blue 3) z wymiennymi ostrzami a nie kupujesz jakieś badziewie :P

      Usuń
    3. No nawet badziewia nie można sobie kupić :D. Miałam jakąś maszynkę z wymiennymi wkładami, ale wkłady stępiłam i wyrzuciłam, a ten knot zgubiłam :D.

      Usuń
    4. o, maszynki mach 3 (i wersja blue) są genialne :D

      Usuń
    5. maszynki tylko i wyłącznie męskie :D najlepiej właśnie z trzema ostrzami - nawet te jednorazowe dają radę ;) marki oczywiście nie pamiętam - mój Krzysiek je zawsze kupuje :P

      Usuń
  2. podpisuję się pod 3 pierwszymi produktami i pod zakończeniem owej opoeieści :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że się na nie nacięłyśmy :/

      Usuń
  3. Sporo tego, sporo.
    Ja lubię męskie maszynki BIC, te granatowe.
    U mnie sprawdzają się świetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męskie maszynki w ogóle są lepsze :)

      Usuń
    2. Męskie mnie w ogóle nie podrażniają, więc popieram :-))

      Bubloza :-D

      Usuń
  4. U mnie też ostatnio gęsto z bublami.. Będę się strzec też przed tymi powyżej ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. "Bubloza" hahaha :D
    Aktualnie mam ten antyperspirant Dove i odnoszę wrażenie, że to jakiś krem pod pachy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Dobrze go podsumowałaś, to taki krem :D

      Usuń
    3. Popłakałam się nad bublozą i kremem pod pachy ;D

      Usuń
  6. Nie miałam żadnego z wyżej wymienionych kosmetyków/ produktów. W sumie to dobrze ;)
    I faktycznie, u każdego sprawdzi się coś innego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego zestawu wyjątkowo nie polecam. Chyba, że w prezencie dla wroga :D

      Usuń
  7. Miałam kiedyś identyczną przygodę z woskiem :P Też wosk został mi łydce i ni cholery nie chciał zejść haha :D Początkowo nawet wydawało mi się to zabawne, ale im więcej czasu mijało tym bardziej byłam przerażona. W końcu w akcie desperacji przesmarowałam łydkę zmywaczem do paznokci i wosk zszedł. Od tego czasu trzymam się od takich wynalazków z daleka. A żeby było smiesznie był to wosk Veet, więc sądziłam, że bublem raczej się nie okaże... Nie ma to jak depilator :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, może popełniłyśmy jakiś błąd w używaniu tego ustrojstwa, bo wiele osób chwali sobie taką metodę depilacji.

      Usuń
  8. ło matko, tyle bubli w jednym czasie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest ich niestety więcej, ale niektóre doczekają się osobnej notki, bo się bardziej "zasłużyły"

      Usuń
  9. Nie znam żadnego z typ produktów oprócz maszynek xD ale mnie jakoś nie przeszkadzają xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że ciebie nie skrzywdziły :)

      Usuń
  10. miałam zawsze problemy z depilacją, dlatego zbieram na laser, ale to jeszcze długo potrwa z moim tempem oszczędzania ;) większość maszynek robi mi masakrę, każde plastry z woskiem to samo, a depilatory to już w ogóle. Jedynie Wilkinson 3 ostrza daje radę i kremy/pianki o depilacji - ale z reguły drogie i śmierdzą, więc jestem wierna wilkinsonowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie muszę kupić jakąś męską maszynkę, są najlepsze.

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Poczytałam opinie i nie zbierają zbyt dobrych not :D

      Usuń
  12. A u mnie odwrotnie lubię tą zieloną maszynkę z BIC i chciałam zakupić jeszcze jedną szt. bo mi się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę. W Naturze często jest promocja na całe opakowanie, 6 sztuk potrafi kosztować 6 zł.

      Usuń
  13. też nienawidzę tych maszynek Bic, mało że okrutnie kaleczą nogi to jeszcze po pierwszym użyciu stają się tak tępe że nie sposób ich użyć następny raz - jak dla mnie producent zbyt dosłownie wziął do serca określenie 'jednorazówka' :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak maszynki z Isany :D. Też są jednorazowe w dosłownym rozumieniu tego określenia :)

      Usuń
  14. dla mnie najlepsze masyznki robi Wilkinson, te takie zruchomą główką i trzema ostrzami (normalnie mach3turbokurde).
    ja nie wiem, jak funkcjonowałabym latem bez Blokera. Musiałabym się zamknąć w domu na cąłe 4 miesiące pewnie. Totalnie zazdroszczę ludziom, którym wsytarczają zwykłe psikacze i bzdety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi właśnie Wilkinson robi krwawą masakrę piłą ręczną :D

      Usuń
    2. jednorazówki potrafią mnie zajciąć też, ale te bardziej wypaśne już nie :D

      Usuń
    3. No wiesz, ja to i tępą (w moim wypadku tempą) stroną noża umiem sobie zrobić kuku :( :P

      Usuń
    4. Tępa strona noża też może zrobić krzywdę :D!

      Usuń
    5. Wiem..... moja ręka również :(

      Usuń
  15. Te maszynki to totalne dziadostwo. Golenie nimi kończyło się masą czerwonych krostek i niesamowitym świądem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo, jak zaczęłam drapać, to myślałam, że do kości się dogrzebię.

      Usuń
  16. Ja do tej pory bardzo lubiłam te maszynki do golenia, to były moje ulubione maszynki. Jednak jakiś czas temu się bardzo pogorszyły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałam ich wcześniej, więc nie porównam. Obecna wersja to masakra.

      Usuń
  17. Cóż Hałsie, nie ma różowo, rób listy i nie chodź do sklepu na kosmetyki nieumalowana i niespilingowana i nieogolona i niepodezorantowana :D:D

    Te łupki mnie rozbroiły.... Ile tam długich wyrazów :D:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja robię listy! Tylko zapominam ich wziąć z domu :D.
      Łupki są dobre, ciekawa jestem czy po dwóch kielonach można by to nadal wymówić :D

      Usuń
    2. Sprawdź i spiesz mi donieść :D

      Pamiętasz o mnie oh Lily? :>

      Usuń
    3. Ty pacz, zapomniałam. Idę jutro po pojemniczek :). Adres ten sam?

      Usuń
    4. Ano. W szczególności kieruję się na @ ;)

      Usuń
  18. Ja też nienawidzę większości maszynek, teraz kupuję tylko te sprawdzone, Gilette Venus 3 (3 jest tu kluczowe, bo chodzi o potrójne ostrze, do tego mają ruchomą główkę)...Są genialne, dzięki ruchomej główce po prostu sunę golarką po nodze, to ona ma się dopasować ;)Poza tym przy tych golarkach mogę się golić co 2 dzień, a nie codziennie jak przy tych z 2 ostrzami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko najpierw, żeby mieć sprawdzone, trzeba sprawdzić :). Ruchoma główka to coś dla mnie :)

      Usuń
  19. Diagnoza bubloza, hahaha :DDD Świetny tekst. Choć oczywiście współczuję ci, że tyle razy się rozczarowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  20. faktycznie buble :) ja lubie antyperspiranty dove ale uzywam tylko z kulce i areozolu. Twój opis dotyczący plastrów do depilacji mnie przeraził...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Dove bardzo lubiłam natyperspirant w sprayu z lilią wodną i miętą, ale chyba został wycofany. Kulka z tej samej linii zapachowej była tragiczna.

      Usuń
  21. Kiedyś używałam tego samego produktu Garniera,i dla mnie tak samo porażka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety z moim używaniem to kiepsko było, bo prawie cała tuba stoi. Ale nie mogę stosować czegoś, co wypala mi twarz.

      Usuń
  22. na maszynkach bic tez sie naciełam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że aż tyle skrzywdzonych jest :(

      Usuń
  23. Miałam te maszynki, to że mnie raniły to jedno (niezdara ze mnie, ale fakt, co krwi poleciało przy stosowaniu ich, to rzadkość), ale ogólnie były słabe, błyskawiczne się tępiły. Męskie maszynki do golenia są lepsze pod każdym względem.

    Reszty z tych artykułów nawet nie zaszczycam spojrzeniem w drogerii :D co do tego pudru - pomarańcz może to nie jest, ale zanim przeczytałam opis, myślałam, że to bronzer, a nie typowy puder. Strasznie ciemny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mojego doświadczenia wynika, że męskie są jakieś bardziej odporne niż te damskie i wolniej się zużywają :)

      Usuń
  24. Żadnego z powyższych nie miałam,ale już wiem,żeby się tego trzymać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie, omijać miejsca z tymi produktami :)

      Usuń
  25. Zawsze boję się, że zostanę przysłowiowo "nabita w butelkę" i już od dłuższego czasu czytam uważnie opinie na temat produktów, które mnie interesują. Chyba bym zwariowała gdybym kupiła na promocji tyle rzeczy i wszystkie okazałyby się katastrofą. Z produktów, które wymieniłaś, używałam jedynie tego nieszczęsnego dezodorantu Dove, mam co do niego takie odczucia jak Ty, a lubię czarne ubrania więc byłam wręcz wściekła. Powodzenia przy następnych zakupac kosmetycznych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opinie są bardzo pomocne, ale zwykle nie warto polegać na jednej :).
      Nie wiem, może ten antyperspirant Dove ma zdobić czarne ubrania białymi pręgami :D

      Usuń
  26. też nienawidzę tych maszynek ,moje nogi też tak po nich wyglądały :/
    nigdy więcej.dramat

    ale bic bella soleil są świetne <33

    OdpowiedzUsuń
  27. Maszynki z bic - nigdy więcej. Tak jak napisałaś, długopisy mają ok, ale maszynki krzywdzą. Używam męskich wilkinsonów (chyba 15 w paczce, zielone) i są spoko.
    Jakby Ci jeszcze kiedyś został wosk na ciele- bierzesz płatek kosmetyczny, nasączasz baaaardzo szczodrze oliwką i przecierasz do skutku. Schodzi. Chociaż ja nie wiem jak trzeba mieć delikatne włosy, żeby plaster z woskiem miał szansę zadziałać...
    Żel punktowy faktycznie, jest dość kiszkowaty i nie wysusza wyprysków.
    A tytuł notki jest tak cudny, że jak kiedyś będę chciała maznąć notkę na ten sam temat, zgłoszę się z prośbą o możliwość użycia, oczywiście z podaniem źródła pomysłu :D.
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie próbowałam zmyć wosk płatkiem nasączonym prawie całym opakowaniem oliwki i nic - tylko płatek się "rozkłaczył' :D.
      Muszę się przyjrzeć tym męskim Wilkinsonom :)

      Usuń
  28. miałam maszynki bic, tylko różowe (nie wiem czy kolor odpowiada też "modelowi" ;) ) golenie przysparzało podobnych doznań, jak w TYM filmie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Golenie zielonymi wyglądało tak samo :D

      Usuń
  29. Nieźle się uśmiałam, po przeczytaniu tego posta :) Ja polecam do golenia maszynki Gilette Venus. Nigdy się nimi nie zacięłam i długo pozostają ostre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu cierpię, a się ze mnie śmieją :D. Żartuję :).
      Venus trafiają na moją listę zakupową :)

      Usuń
  30. maszynki z bica są paskudne. :P drogeryjnych plastrów chyba też nie potrafię używać, a gratis minerałowy faktycznie brzydki. ale pojemnościowo chyba dużo kosmetyku tam jest? czy wydaje mi się?

    OdpowiedzUsuń
  31. Moje nogi również wyglądały tragicznie po starciu z maszynkami BIC. Kupiłam, bo ładna - różowiutka, w kwiatuszki i tania. Szkoda tylko, że tak mnie "pogryzła". Nigdy więcej, ślady nadal widoczne.

    Dove widzę, że ma same trefne produkty do paszek - wczoraj wywaliłam pełny dezodorant z serii Dove Silk - sypał się niczym śnieg z nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiatuszki to nie wszystko :D.
      Ja się postanowiłam przeprosić z Dove, ale jak na razie nie jestem zachwycona.

      Usuń
  32. A ja lubię ten deo Dove :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy muszą lubić to samo :D

      Usuń
  33. o kurcze sporo tych bubli. dove zawsze zostawia ślady, zarówno damski jak i męski.

    OdpowiedzUsuń
  34. Jak dobrze, że nie kupiłam tych maszynek BICa, a już miałam je w rękach! Teraz nawet na nie nie spojrzę ;) I dzięki za ostrzeżenie co do peelingu Garniera ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daj się zwieść kolorowemu opakowaniu :)

      Usuń
  35. odkąd kupiłam sobie systemową Venuskę,wręcz kocham się golić ! Czy na wodę,czy na żel,zawsze idealnie gładko.

    Podrażnienia ? A co to,bo ja nie mam pojęcia :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Farciara, czyli muszę postawić na wymienne wkłady :D

      Usuń
  36. ten Garnier też się u mnie nie sprawdził. A maszynki z Bic znam lepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo o lepsze maszynki od tych :D

      Usuń
  37. ugh rozpisałam się i mi zjadło to co napisałam ;)

    teraz w skrócie: taka nasza natura że nie zawsze dobrze wykorzystujemy naszą wiedzę należy uczyć się na błędach

    u mnie króluje depilator i wosk na bikini u kosmetyczki a najchętniej to bym stała się posiadaczką magicznej różdżki która raz na zawsze usunie zbędne owłosienie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Depilatora nie mogę używać, bo jak słyszę ten dźwięk koszenia, to boli mnie głowa :D

      Usuń
  38. Dobrze, że piszesz o tych maszynkach. Ostatnio im się przyglądałam po niemiłej przygodzie z willkinsonem xtreme 3 i dobrze że nie kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że Wilkonsony to dobre są.

      Usuń
  39. Niestety coraz więcej bubli na rynku się pojawia,trzeba na nie uważac.

    OdpowiedzUsuń
  40. No cóż, trafiłaś na sporo fajnych kosmetyków, to dla równowagi kilka bubli też musiało być ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię trafiać na buble, oj nie lubię :D

      Usuń
  41. Miałam ostatnio jakieś zielone maszynki i się u mnie sprawdziły. Jednak nie wiem czy to te same. A woskiem w plastrach też nie umiem się depilować :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś chyba jest nie tak z nami, albo tymi plastrami :D

      Usuń
  42. a myślałam, że tylko ja nie radzę sobie z tymi maszynkami - mam dokładnie tak samo - po jednym użyciu moje nogi były poharatane jakbym wróciła z jakiejś rycerskiej walki - nie ryzykowałam używania jeszcze raz - pozostałych produktów nie znam więc nie jestem w stanie się wypowiedzieć :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko mnie skrzywdziły te maszynki. Po opiniach na Wizażu widzę więcej niezadowolonych.

      Usuń
  43. Sama się boję, patrząc choćby na te plastry z woskiem. Aaa. Jeśli juz wosk to ciepły i w rolce. Polecenie: zapamiętać! ;)
    I jeśli nie chcesz naderwanego naskórka i innych takich najpierw skórę przytalkować.
    Pixie dowalili z grubej rury.

    OdpowiedzUsuń
  44. Szkoda że aż tyle bubelków...
    Ja również nie lubię maszynek BICa, u mniej najlepiej sprawdzał sie Wilkinson.
    Natomiast ten dezodorant Dove świetnie się u mnie spisał! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu pasuje co innego :). Wilkinsonów kiedyś używałam, muszę się z nimi przeprosić.

      Usuń
  45. Tak sobie teraz myślę czy przypadkiem te koszmarne maszynki, które wciąż mam w pamięci, nie były firmy Bic. Co prawda były to niebiesko-żółte, ale Bic to Bic :P

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja też się przejechałam na tym garnierze.. nienawidzę tego uczucia mentolu a opakowanie na ten temat nie trąbi ;/

    OdpowiedzUsuń
  47. O kurczę, rzeczywiście można się zrazić do depilacji, po takich doświadczeniach.

    Do depilacji używam maszynek Bic dla facetów i sprawują się nieźle, a dodatkowo starczają na stosunkowo długo. Bic dla kobiet używałam już tak dawno, że nawet nie pamiętam, jakie miałam wrażenia odnośnie stosowania... mozna jednak wywnioskować, że skoro teraz używam tych dla facetów - Bic dla kobiet prawdopodobnie co najmniej mnie nie zachwyciło...

    Trauma pozostała mi po stosowaniu wosku: ponieważ włoski na moich nogach były naprawdę widoczne, byłam jeszcze w podstawówce [ówczesna VI klasa], kiedy zaczęłam depilować nogi. To był mój pierwszy sposób na usuwanie zbędnego owłosienia. Możesz sobie tylko wyobrazić, co czuła zielona w tym temacie trzynastolatka, która niedoświadczoną ręką, wyrywała włoski za pomocą strzępu materii, pociąganego gorącym woskiem ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy okazji - polecam maszynki do depilacji z Lidla.

      Usuń
    2. Byłam wczoraj w Lildu i zapomniałam sprawdzić :D.
      Ałaaaaaaaaaa

      Usuń
    3. Które maszynki z Lidla? Różowe damskie z wymiennymi wkładami są do pupy, najlepiej trzymać się od nich z dala. Może męskie są lepsze. : o

      Usuń
  48. Nienawidzę tych maszynek bic i nigdy więcej ich nie kupię! moje ulubione to wilkinson extreme 3, coś takiego, można dorwać 4 sztuki za 9,99zł jak jest promocja w rossmannie

    OdpowiedzUsuń
  49. Na szczęście nic z tego nie miałam, co do maszynek to u mnie najlepiej się sprawdzają te z Balea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam wziąć ostatnio, ale zapomniałam :D

      Usuń
  50. popieram deo dove to niezle zakamuflowany bubel ... i nie chroni przed poceniem to bylo chyba wieksze rozczarowanie jak sie czlowiek po tym poci
    ostatnio odkrylam ze deo nivea dziala i nie zostawia plam ani na bialych ani na czarnych polecam ta wersje przeciwko plamom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie deo z Nivei niestety się nie sprawdzają :(

      Usuń
  51. A powiedzmy sobie szczerze że nie uda nam się całkowicie uniknąć zakupów które będą niewypałami ale na pewno zapamiętamy co nam nie pasowało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rynku jest tyle produktów, że zawsze w coś wdepniemy :D. Szkoda tylko zmarnowanych pieniędzy.

      Usuń
  52. Na całe szczęście nie miałam okazji wypróbowania żadnego z powyższych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  53. ani jednej rzeczy nie miałam :P
    a maszynki lubię męskie gilette ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubiłam męskie Gilette, ale dawno nie widziałam tych, których używałam :)

      Usuń
  54. też nie lubię tych maszynek Bic.. lubię takie różowe, ale za nic w świecie nie pamiętam firmy :P mają 3 lub 4 ostrza i fajnie golą, to co trzeba ;)

    a kulkę weź Vichy kup no! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To weź sobie przypomnij, no!
      Kupię, kupię, ostatnio znalazłam aptekę, gdzie bez proszenia się to 30 zł kosztuje :)

      Usuń
  55. z maszynek do golenia to wybieram tylko z wymienianymi ostrzami, takich jednorazówek już dawno nie miałam , pozostałych rzeczy nie znam i nie stosowalam:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę w końcu rozejrzeć się za maszynką z wymiennymi osttrzami. Albo znaleźć swojego starego kikuta i dokupić do niego wkłady :)

      Usuń
  56. oj też już w swoim życiu przetestowałam wiele maszynek, zwykle tych tanich, a na bic też się skusiłam bo drugie opakowanie za 1 gr, ale faktycznie jednorazowe i do kosza, antyperspirantów nie lubię w sztyfcie :p, fajny jest w kulce i nie drogi activ z ziaja, albo jeśli masz problem ze podrażnieniami po goleniu i potliwością powinien pomóc naturalny anty czyli ałun, też planuje sobie kupić, a jeszcze moje zdanie o plastrach szkoda czasu i pieniędzy, lepiej zrobić sobie pastę cukrową ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Ziaji mam Bloker, ale inne produkty z tej serii też mnie kuszą. Rozejrzę się za wersją Activ :)

      Usuń
  57. nienawidzę jednorazowych maszynek i gotowych plastrów do depilacji. Są nic nie warte!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio boleśnie się o tym przekonałam :/

      Usuń
  58. hehe diagnoza bubloza - genialne:D będę się wystrzegać:]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, szkoda nerwów i pieniędzy :D

      Usuń
  59. o mamusiu, się nazbierało dziadostwa. współczuję przeżyć, szczególnie z tym woskiem, sama kiedyś próbowałam i też mi został na skórze (inna firma), przez dwa dni nie mogłam domyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez kilka dni miałam taki ciemniejszy prostokąt na nodze, myślałam, że oszaleję :)

      Usuń
  60. Dla mnie mogą istnieć jedynie maszynki Gilette. Moim faworytem są te różowe, choć do tanich nie należą. Ostatnio, jak trafiłam na naprawdę korzystną promocje, to kupiłam ich całą reklamówkę (tak, dobrze czytacie), co nawet po podzieleniu się z mamą i tak daje mi zapas na podejrzewam nawet półtorej roku. Uznałam, że to uchroni mnie od idiotycznych pomysłów na zmiany. Maszynek tych używam bez żadnej pianki, czy żelu i w takiej kombinacji nie zacięłam się przy goleniu nóg już wieki.
    Plastry z woskiem i wosk zostający na nodze... Story of my life. Próbowałam plastrów dwa, czy trzy razy w życiu. Ostatnio znów wpadłam na ten debilny pomysł i zainwestowałam w produkt firmy Veet. Drogi? Dość drogi. Dobry? Wydawałoby się, że bardzo. Niestety, chyba tak samo, jak Ty, jestem po prostu na nie za głupia, czy moja skóra jest z nimi nie kompatybilna?! Nie ważne, jak rozgrzeję, zostaję z masakrą, w postaci wosku na skórze, którego jak cudownie się pozbywa sama wiesz!
    Z serii Acne Garniera właśnie kupiłam żel do mycia twarzy i krem. Nad Twoim bubelkiem też się zastanawiałam, ale uznałam, że nie ufam takim produktom 3w1 i chyba była to słuszna decyzja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja bym chciała znaleźć świetne maszynki i trafić na ich promocję :). Coś chyba źle robimy z tym woskiem :D.
      Produkty tysiącwjednym to rzadko kiedy jest dobra opcja. Ciekawa jestem, jak sprawdzi się u ciebie reszta serii, będę wypatrywała opinii.

      Usuń
  61. Jeżuuu w pierwszej chwili po rzuceniu okiem na tytuł myślałam, że złapałaś jakąś ciężką chorobę ;p

    OdpowiedzUsuń
  62. Używałam kiedyś plastrów i niestety nie zdały egzaminu, do dziś leżą w szafce. ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...