Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

wtorek, 2 kwietnia 2013

Maksymalnie w wersji mini - podróż kosmetoholiczki

Sporo o mnie już wiecie. W ponad trzech setkach notek przekazałam wam piękny obraz siebie samej. Zdradziłam chyba wszystkie najgorsze cechy charakteru - wiecie, że jestem ciapą, chomikiem, zakupoholiczką i żarłokiem. Cudnie, po prostu rewelacja, człowiek powinien się prezentować od najlepszej strony. Jak takową u siebie znajdę, to na pewno się od niej pokażę :D.

Dziś zamierzam trochę jeszcze zdradzić o sobie. Nie znoszę wyjazdów. Chociaż nie, same podróże lubię (szczególnie pociągiem). Miejsca docelowe również - inaczej żadna siła nie wygoniłaby mnie z domu. Nie cierpię za to przygotowań do wycieczek. Słabo mi się robi na widok mojej małej walizki. Primo - ta mydelniczka jest za mała, jak na moje potrzeby, secundo - kto to będzie nosił :D? 

Prawdziwą klęskę, gdy idzie o pakowanie, ponoszę w kwestiach kosmetycznych. Lubię brać dużo - trzeba być przecież przygotowanym na każdą sytuację! Ostatnim razem, gdy wybrałam się w podróż, kosmetyczka zajęła pół walizki. A była w niej tylko pielęgnacja. Druga, z przyborami do makijażu, z trudem zmieściła się do torebki. O nie, dość tego dobrego, czas się trochę ogarnąć i ograniczyć swoje zapędy!

Jutro wsiadam do niebylejakiego pociągu i sunę w Polskę na kilka dni, dlatego pomyślałam, że napiszę, co tym razem postanowiłam ze sobą zabrać.

Kosmetyczka w wersji minimalistycznej jest trochę oszukana. Jadę do rodziny i część kosmetyków (szampon, żel pod prysznic, odżywka, płyn micelarny, balsam do ciała) podkradnę. Poniżej zaprezentuję to, bez czego nie będę mogła się obejść (a przynajmniej mi się tak wydaje :D).


Zawsze na czas podróży przygotowywałam sobie kilka odcieni szminek i błyszczyków z mojej pokaźnej kolekcji. Dodatkowo zabierałam balsam do ust. Postanowiłam zmniejszyć ilość smarowideł do ust i wziąć tylko JEDNO. Błyszczyk z Clinique daje delikatny malinowy kolor, a do tego przyjemnie nawilża usta.

W szufladzie znalazłam próbkę podkładu Vichy Aera Teint Pure. Mam nadzieję, że starczy mi na 3 razy. Obawiam się koloru, 23 Ivory może być za jasny. Jeżeli będzie - no trudno, najwyżej pójdę bez. Kto mnie tam zna :D.

Do zakrycia większego fufna, a takie na pewno się pojawi, potrzebny będzie korektor. Do zamówionego podkładu z Amilie dostałam próbkę korektora w odcieniu Light. Jest ciut zbyt jasny i beżowy, ale nie odznacza się w bardzo widoczny sposób, a duże gule kryje naprawdę świetnie. Jakby firma miała w swojej ofercie korektor wpadający bardziej w żółć (ale nie całkowicie żółty) na pewno zamówiłabym pełen wymiar.

Ponieważ dzień zaczynam od posmarowania kanapki masłem i nałożenia na twarz smalcu ze skwarkami, muszę przypudrować trochę twarz, żeby nie oślepić innych swoim blaskiem. Mam nadzieję, że puder z Amilie nie zrobi mi krzywdy i uzyskam z jego pomocą zadowalający mat.

Moje kości policzkowe od dawna są poszukiwane listem gończym. Czekając na wieści od organów ścigania, muszę je sobie domalować samodzielnie. Trochę różu mineralnego Annabele Minerals w odcieniu Nude, na pewno mi w tym pomoże. Dziwię się sobie, że zakopałam w koszyku tak piękny kolor. Cóż za niedopatrzenie, muszę go chyba przylepić do laptopa :D!

Cień do powiek właściwie nie jest mi potrzebny. Jak znam życie, to i tak po niego nie sięgnę. Ale tak w razie czego wrzucę do kosmetyczki malucha EDM In the garden i próbkę bazy pod cienie Smashbox.

Najbardziej dumna jestem z ograniczenia ilości pędzli. Biorę jeden do twarzy oraz jeden do korektora i oczu. Przy pomocy pędzla do pudru i różu z Essence nałożę, jak firma przykazała, puder i róż. Klasyczna kuleczka do smokey eyes najpierw posłuży do aplikacji korektora, a potem roztarcia cienia na powiece. Jestem geniuszem zła, nie :D?

W kwestiach pielęgnacyjno - zapachowych nie będzie już tak dobrze. W wersji mini udało mi się znaleźć jedynie 3 kosmetyki.


Dolce&Gabbana Light Blue to jeden z zapachów, które bardzo lubię. Podoba mi się trochę mniej niż bardziej landrynkowe Moschino I love love, ale mimo to lubię nim pachnieć. To jedyna próbka perfum, jaką w obecnej chwili posiadam - nie liczę tu Chanel No 5, których próbkę zawsze noszę w torebce zamiast gazu pieprzowego, tak na wrogów :D.

Z torebki eksmitowałam tymczasowo krem z Czterech Pór Roku, a na jego miejsce wrzucę jedną z miniaturek L'occitane - chwyciłam tę z masłem shea, najbardziej kultowy produkt marki. Zobaczymy, czy ten krem jest aż tak dobry, jak go malują.

Zrezygnowałam także z brania pełnowymiarowego kremu do twarzy na dzień, nie mam na stanie takiego, z którym nie potrafiłabym się rozstać. Na spotkaniu blogerek w sierpniu dostałam maleńki krem Vitality by M, który zimę spędził czekając na lepsze czasy. Teraz będzie miał swoją premierę i liczę, że nie zrobi mi na twarzy masakry.

Teraz przyszła pora na kosmetyki i akcesoria, które wewnętrzny głos kazał mi zabrać w pełnej krasie.


Niby to zwykły kawałek plastiku z kolcami, ale jakoś nie mogę się obyć bez Tangle Teezera. Nie potrafię się już czesać "zwykłymi" szczotkami i grzebieniami, wydaje mi się, że bardzo opornie suną po włosach.

Krem pod oczy to produkt, który odkryłam rok temu i w którym ciągle jestem zakochana. Aktualnie używam tego z dziką różą z AA Eco.

Krem Baikal Herbals Detox to idealny krem na noc dla problematycznej cery. Moja skóra go kocha. Jak tylko znajdę go w rozsądniej cenie, to zrobię chyba zapas na rok (notatka do siebie: miałaś nie robić zapasów, kretynko!).

Moja ciocia uwielbia markę AA i w jej łazience zawsze jest płyn micelarny z ich stajni. Nie podzielam jej miłości do miceli AA, ewentualnie mogę zmyć nimi oczy, ale do przemywania twarzy zabieram swój smrodliwy tonik AA Therapy Trądzik - ładnie domywa, nie lepi się i nie pieni, jak jego micelarni bracia.

Nie wyobrażam sobie makijażu bez pomalowanych rzęs i trochę uporządkowanych brwi, dlatego obowiązkowo pakuję ulubiony tusz Hean Black Elixir oraz kredkę  Catrice 020 Date with Ash-ton.

Do zdjęcia zapomniałam zabrać antyperspirantu, ale jest on tak zły, że nie zasłużył na pamiątkową fotkę :D.

Mam nadzieję, że diabeł mnie nie podkusi i nie dorzucę jakiś pierdół. Jak wygląda wasza kosmetyczka na wyjazdy? Nosicie ciężary, czy raczej staracie się rozsądnie pakować?

76 komentarzy:

  1. Kiedyś brałam duża za dużo, ale w tej chwili staram się pakować bardzo minimalistycznie, co zazwyczaj nieźle mi wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje! Ja niestety często biorę za dużo :(

      Usuń
  2. ja w podróż zabieram zawsze większość pielęgnacji, tyle że przelewam je do tych małych okrągłych pojemniczków z Rossmanna. Próbek podkładów się wręcz boję- kiedyś w Sephorze dostałam próbkę i po nałożeniu wyglądałam jak pomarańcz... Podkład biorę zawsze! Nawet gdybym z braku miejsca miała go trzymać w ręce :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojemniczki podróżne to świetna sprawa, muszę sobie sprawić takich kilka :). Teraz zasiałaś we mnie ziarno wątpliwości, czy na pewno dobrze zrobiłam rezygnując z podkładu. Może przemyślę tę kwestię :)

      Usuń
    2. nie no spokojnie może ja mam takie szczęście co do koloru podkładu :P

      Usuń
  3. Ja też nienawidzę się pakować! Zazwyczaj biorę próbki, albo miniaturki kosmetyków, bo wiem, że zazwyczaj coś sobie kupię, jak jadę za granicę. Pielęgnacji nigdy nie biorę, bo zawsze podkradam rodzinie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też podkradam pielęgnację rodzinie, o ile oczywiście do niej jadę. W przeciwnym razie biorę cały rynsztunek :)

      Usuń
  4. Tutaj masz mniej rzeczy pokazanych, niż ja właśnie spakowałam na powrót do akademika..
    Też będę musiała jakieś cięcia porobić, bo i tak połowy się nie używa tych kosmetyków..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używamy, a bierzemy. A jak nie weźmiemy, to akurat ten pozostawiony okaże się najbardziej potrzeby :D

      Usuń
  5. Misiu, dobrze Ci sie sprawdzają te minerały Amilie? bo ja własnie uposażam; mam LL, dziisaj mi wysłali probaski z EDM i nad Amilie myślę, bo mają kuszące odcienie podkładów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ten krem Vitality jest fajny :)

      Usuń
    2. Na razie nie mam zdania, krycie jest dość lekkie, coś w kierunku Lily Lolo. Jakimi odcieniami byłabyś zainteresowana? Bo mam kilka próbek, to mogłabym ci oddać :)

      Usuń
    3. szkoda z tym kryciem, bo LL jest dla mnie właśnie za słabe, dlatego zmówiłam EDM. Mam wprawdzie nadzieję, że mi się przebarwienia rozjaśnią, ale w tym momencie słabiutko ;/
      z Amilie myślę o Sandy Medium i Cappuccino, więc chyba Twoje się nie zdadzą, bo Ty raczej dużo jaśniejsza ode mnie jesteś ;)

      Usuń
    4. Dużo to może nie, ale ociupinkę na pewno. Najciemniejszą próbką jaką mam jest Summer Sand :)

      Usuń
    5. ma choć trochę żółtych tonów? bo dla mnie żółtasy najlepsze :)

      Usuń
    6. To taki beż, bardziej z domieszką pomarańczu, jak Barely Buff z LL :)

      Usuń
    7. oj to sobie odpuszczę, ale dzięki :)

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Aż mnie boli to, że tego tak mało :D

      Usuń
  7. podzielam Twoje zdanie odnośnie pakowania! ja niestety zabieram dość sporo. co ukazywałam dwie notki temu, gdzie wyjeżdżałam na 4 dni. niby nie biorę małej ilości, jednak nie biorę niepotrzebnych rzeczy. no ale jak się ma azs, to przyzwyczaja się człowiek do faktu, że to wszystkiego potrzebny osobny kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co do Twojego pakowania; bardzo rozsądnie;)

      Usuń
    2. Ojej współczuję takich problemów ze skórą :(. Ja muszę uważać przy buzi, bo potrafi mnie z byle czego obsypać.

      Usuń
  8. Też nienawidzę pakowania. Kiedyś brałam za dużo kosmetyków w podróż, ale teraz się ograniczam i wszystko mieszczę w jednej sporej kosmetyczce. A kiedy mam ochotę bawić się w przelewanie pielęgnacji do mniejszych pojemników to nawet trochę miejsca w tej kosmetyczce zostaje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, ja pakuję znacznie, znacznie więcej, nawet jak jadę do mamy i sporo mogę od niej podkradać :) Przed moim wyjazdem we wrześniu pokazywałam, co ja biorę i były to dwie kosmetyczki ;) Oczywiście jakbym jechała na kilka dni, a nie okolice dwóch tygodni, to pewnie byłoby tego trochę mniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, na takie wyjazdy do 4 dni mieszczę się w torbę nie wiele większą, niż jedna z moim kosmetyczek na dłuższe wyjazdy :D

      Usuń
  10. moja kosmetyczka zawsze jest wypchana po brzegi niestety, wcześniej wszystko zaplanuje, a potem nie wiem jak to się dzieje że wszystko inne jest mi baaardzo potrzebne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebne okazuje się to, czego nie wzięłaś, prawda :D?

      Usuń
  11. ech my kobiety mamy przekichane z tymi kosmetykami w podróży

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcesz być piękna? Cierp i noś ciężary :D

      Usuń
  12. No nieźle :)
    Ja na wyjazdy staram się brać produkty już używane lub najlepiej na wykończeniu, żeby nie wieźć tego z powrotem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "pustaki" i tak zawsze przywożę - co inaczej pokazałabym w denkowych postach :D?

      Usuń
  13. ja uwielbiam przygotowania i pakowanie za to podróży nie znoszę !
    a dziękuję jak jadę z przyjaciółką zawsze ona bierze coś a ja coś innego sprawdzonego, zawsze boję się, że po kremie z próbki wyskoczą mi pryszcze a podkład będzie robił plamy ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja bym nie potrafiła się tak rozsądnie spakować, nawet na trzy dni muszę wszystko ze sobą zabrać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podpisuję się!
      ja jak na jedną noc wybywam z domu, to zabieram połowe kosmetyków :p

      Usuń
  15. Ja kosmetyczkę zawsze rozsądnie pakuję, tylko tusz do rzęs, kredka do oczu i jakieś próbki (kremu do twarzy, do stóp). A jak nie będę akurat mieć próbek to nic się nie stanie przez te kilka dni nie kremowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie nie wyobrażam życia bez kremu :D

      Usuń
  16. uwielbiam pakować kosmetyczkę na wyjazdy! :D
    naprawdę, zawsze od niej zaczynam pakowanie!
    zmusza mnie to do myślenia jakich produktów tak naprawdę używam, co pobudza mnie potem do ograniczania ogólnej kolekcji kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. tak, jak i Ty nienawidze się pakować. nigdy nie wiem, co wziąc i z reguły kończy się na kremie i micelu, a potem płaczę, że czegoś nie wzięłam :)

    p.s. uwielbiam Twój sposób pisania, bo od razu poprawia się humor :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kończy się na tonie kosmetyków i potem płaczę, bo muszę to nosić :).
      Cieszę się, lubię poprawiać innym humor ;)

      Usuń
  18. ja mam zawsze mnóstwo rzeczy, więc podziwiam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, tylko teraz postawiłam sobie takie małe wyzwanie

      Usuń
  19. Nie cierpię pakować się na wyjazdy, zawsze zabieram zbyt wiele niepotrzebnych rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
  20. ciekawi mnie cały czas Tangle Teezer :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo będzie na jego temat notka :)

      Usuń
  21. Podziwiam Cię :)
    Sama zawsze biorę dużo i, co chyba dziwne, wszystkiego używam :D

    OdpowiedzUsuń
  22. ja zawsze też napakuje a póżniej okazuje się, że połowy nawet nie używałam ani razu :)

    OdpowiedzUsuń
  23. ja też albo korzystam z opakowań "podróżnych" albo staram się zabierać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. skromnie:)
    ja tez staram się pakować rozsadnie i dlatego zbieram wszelakie próbki:)

    OdpowiedzUsuń
  25. ja na takie okazje specjalnie trzymam miniaturki, a wracam z pełnowymiarowymi kosmetykami haha

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja się nigdy nie mogę zdecydować i zawsze zabieram za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja po 3 latach cotygodniowego pakowania już do perfekcji opanowałam pakowanie w mini wersji :) Wielu rzeczy nie tacham, bo mam je podwójnie i w jednym domu stoi jedno, a w drugim drugie opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  28. o tak, pakowanie kosmetycznki na wyjazd, to ciężki temat! sama zawsze biorę albo za mało/ albo za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  29. Szczoteczka do zębów, kulka, krem na dzień, krem na noc, podkład, woda toaletowa. To mam zawsze, obojetnie gdzie wyjeżdżam i na jak długo. Resztę można zawsze dokupić:)) Bo co jak co, ale zakupy to ja lubię;))

    OdpowiedzUsuń
  30. Oj, naprawdę postarałaś się podczas pakowania kosmetyczki :) Nie zajmie Ci całej walizki ;) Ja często wyjeżdżam na 2-3 dni, z jednym plecakiem, który non stop mam na plecach, więc pakowanie to dla mnie pikuś ;) Niedługo zacznę kosmetyczkę mieścić do kieszeni ;) Niesamowicie przydatne są miniaturki kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  31. ja przewaznie jak wyjezdzam to do rodziny i czesc kosmetykow tez podkradam na miejscu:D a kolorowke probuje zmniejszyc do jak najmniejszej ilosci, zamiast brac cienie, bronzer i roz osobno, biore mala paletke, ktora zawiera te wszystkie produkty:) niestety lub stety teraz nie umiem obyc sie juz bez pedzli i kilka musialam targac np na swieta ze soba:)

    OdpowiedzUsuń
  32. Próbki są niezastąpione. Chociaż ja czasem się boję, bo jeśli mi nie podpasuje i zaczną się procesy wypiętrzania na licu? Oj oj :D

    OdpowiedzUsuń
  33. Pakowanie to pół biedy. Ja nienawidzę rozpakowywania! Brrrr! A Twój zestaw inspirujący :-) ja zawsze biorę tony kosmetyków, z których połowy nawet nie wjmuję z kosmetyczki. Ale pakując się, jestem święcie przekonana, że będą mi niezbędne... :-}

    OdpowiedzUsuń
  34. Skoro znalazłaś błyszczyk, który nie tylko nadaje ustom barwną poświatę, ale przy okazji dostarcza im solidną dawkę nawilżenia, to pozostaje go tylko wrzucić do kosmetyczki;) Ja zawsze staram się wybierać najpotrzebniejsze rzeczy. Krem z filtrem, puder, pędzel do pudru, pomadkę ochronną, szminkę, antyperspirant, waciki płyn micelarny i ulubiony krem na noc. Te kilka dni mogę przeżyć bez cieni do powiek, bronzera, różu, rozświetlacza, konturówek i maskary;) Zazwyczaj i tak brakuje mi czasu na makijaż;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Ja zazwyczaj zabieralam caly wor kosmetykow, teraz ograniczam go do niezbednego minimum, podobnie jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ile biorę? to zależy gdzie jadę i na jak długo.
    Jak nad polskie morze- to biorę taką dużą torbę z Lidla i heja ładujemy, w końcu wolne to dużo czasu na pindrzenie. Niby np 2 szampony, 2 odżywki, ale się tego wór zbierze. A ja odżywki zużywam jakbym je jadła :P

    Jak wyjazd np do Hiszpanii to biorę podstawową wersję kolorówki, kąpiąc się 1500100900 razy dziennie to i tak się nie chce za bardzo szpachlować, filtry, rzeczy do pielęgnacji twarzy. A szamponu i odżywki miniaturkę, bo wolę potestować coś miejscowego.

    Do rodziny to bym pewnie nie wzięła narzędzi szpachlujących, a niech się ludzie przerażają ;) A z pielęgnacji minimum.
    Na szczęście jeżdzę tylko do domu rodzinnego jeśli o rodzinę chodzi, a tam mam swoje rzeczy.

    Faceci to mają dobrze, dużo mniej tego zabierają i żerują na naszym:P Bo wiadomo, że baba weźmie szampon, ktem z filtrem, żel do twarzy itd.

    OdpowiedzUsuń
  37. Kiedyś też brałam całą walizkę kosmetyków, które i tak okazywały się zbędne. Teraz stawiam na minimalizm.

    OdpowiedzUsuń
  38. Rozsądnie żeś się spakowała, brawo :-D

    OdpowiedzUsuń
  39. Zoila, uśmiałam się jak czytałam Twój post :)
    A jestem pół przytomna (znaczy się chora z wysoką gorączką) więc dzięki za rozbawienie :D Twoje dopiski są fantastyczne!

    Ja jak gdzieś wyjeżdżam to targam wszystkiego tyle, że masakra, kosmetyki zajmują więcej niż ubrania :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdrowia życzę :).
      Też doszłam do tego etapu, gdy kosmetyki zaczęły zajmować więcej niż ubrania. W lecie to nie problem, bo ciuchy na tę porę roku są mniejsze objętościowo, ale w zimie poza kosmetyczką do walizki wchodziła para dżinsów i sweter :D

      Usuń
  40. Zoila, podziwiam to, że umiałaś aż tak ograniczyć kosmetyczkę wyjazdową! Mi to nigdy nie wychodzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz zobaczymy, czy nie będę czuła niedosytu :D

      Usuń
  41. 5 lat studiów nauczyło mnie jak minimalizować to co zabieram ze sobą :D W kwestii kosmetyków też się staram, ale nie zawsze to wychodzi. W sumie wczoraj wróciłam do domu i może zrobię podobego posta do Twojego :D CO ja ze sobą targam:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja studiuję w mieście, w którym spędziłam większość swojego życia, więc tam mam całe centrum dowodzenia światem :d. Natomiast wyjazdy zdarzają mi się raczej rzadko i wtedy jestem bardzo zdezorientowana :)

      Usuń
  42. Możesz mnie spakować następnym razem kiedy gdzieś wyjeżdżam?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę. Ale nie gwarantuję, że będziesz zadowolona :D

      Usuń
  43. Ja właśnie mam problem z pakowaniem. Zazwyczaj na wyjazd biorę mnóstwo rzeczy, które w większości w ogóle nie były używane, a to co naprawdę by mi się przydało, muszę kupować w sklepie, bo oczywiście zapominam wziąć z domu :?

    OdpowiedzUsuń
  44. Ja dopiero uczę się pakować ekonomicznie ;) Niestety jest to trudne i zazwyczaj się nie udaje. Na szczęście do mojej kosmetyczki i walizki dużo się mieści, ale po co tyle nosić?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...