Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

czwartek, 14 lutego 2013

Miłość zaklęta w kostce. Tso Moriri Amore mydło



Z racji tego, że dziś przypada ogólnoświatowy dzień remontów, zbijania tynków i wymiany partnerów na nowe lepsze modele (oczywiście żartuję :D), zdecydowałam się podtrzymać dyktat serduszek także na swoim blogu. Dlatego dziś zaprezentuję produkt, który idealnie wpisuje się w obecny trend. Może mydło to nie jest specjalnie romantyczny kosmetyk, ale takie które ma w nazwie "miłość", z pewnością znajdzie swoich amatorów.

Jeżeli mam być szczera, to muszę przyznać, że mydła w kostce to nie jest moja domena. Jakoś bardziej przemawiają do mnie płynne formuły, najlepiej takie, które mają pompkę - wydaje mi się, że to bardziej higieniczne rozwiązanie. A już kompletnie nie rozumiem kupowania ozdobnych mydełek - za "zwyczajną" drogeryjną kostkę płacimy maksymalnie 5 zł, tymczasem za takie ekstra cuda na kiju, zatopione w mydle żuczki i inne takie drastycznie podnoszą cenę. Często spotykam się z tym, że takie mydełka stanowią dopełnienie zestawu prezentowego - nie ma to jak podarunek z przesłaniem :D. Nie trafia do mnie kolorowe mydełko, które potrafi kosztować nawet 20 zł za głupią kostkę. Pffff.

Mydło Tso Moriri przywędrowało ze mną w torbie z sierpniowego spotkania blogerek. Sama pewnie bym go nie kupiła, bo nie zgadza się z moją mydlaną filozofią, którą wyłuszczyłam powyżej. Muszę jednak przyznać, że ten produkt mnie trochę ugłaskał.

Kostka jest naprawdę prześliczna, prawdziwe cacko. Aż żal było ją zużywać. Niestety uroda to nie wszytko - mydło było początkowo stanowczo za długie i łatwo wyskakiwało z rąk. Ponadto w miarę zużywania zaczęło się trochę rozpadać - przy każdym myciu odlatywały czerwone gluty.

Produkt dobrze się pienił, tworzył taką aksamitną pianę. Nie odnotowałam nadmiernego wysuszenia skóry, ale pomóc, to też nie pomógł.

Na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie, czyli zapach. Jest naprawdę piękny, faktycznie trochę podobny do Amor Amor Cacharel, choć trochę bardziej różany niż oryginał. Aromat jest delikatny, nienachalny, ale jednak mimo wszystko wyczuwalny. Na skórze utrzymuje się kilka minut, potem zanika.

Przyjemnie używało mi się tej kostki, ale raczej do niej nie powrócę. A jak wy zapatrujecie się na kwestię mydeł w kostce - szczególnie tych "na wypasie"?


Skład: Aqua, Glycerin, Sodium Plamate, Sucrose, Sodium Cocoate, Decyl Glucoside, Sodium Chloride, Citric Acid, Sodium Citrate, Sodium Palm Kernelate, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Hydroxycitronellal, Limonene, Hydroxyisohexyl, Citronellol, (+/- CI77891, CI18186, CI18255)

Cena: ok. 12 - 14 zł/100 g
Dostępność: Mydlarnia Hebe, Bańka Mydlana
Ocena: 3,5/5

52 komentarze:

  1. Wygląda całkiem fajnie :) Ja mydłem w kostce myję swoją twarz, w tej roli świetnie sprawdza się mydło żurawinowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo. Mogłabyś podać jakiego mydełka konkretnie używasz?

      Usuń
  2. Do takich cudaków zawsze mi się oczy śmieją w sklepach typu "mydlarnia" jednak nigdy ich nie kupuję. Sama nie wiem dlaczego, może właśnie podśwaidomie szkoda mi tyle kasy na "tylko" mydło?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, zapomniałam dodać, że wyjątkiem były mydła Lush na które się skusiłam będąc w Irlandii- po prostu musiałam ich spróbować. I na nie wydałabym kasę, gdyby były u nas dostępne:)

      Usuń
    2. Ach, ten mistyczny Lush :D

      Usuń
  3. Lubię mydła Lusha ale tylko dlatego że pachną przebosko. Na co dzień wolę jednak żel.

    OdpowiedzUsuń
  4. odpadające czerwone gluty :D
    jak romantycznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre gluty nie są złe :D. Tylko potem trzeba je "gonić" po umywalce.

      Usuń
  5. Kompletnie mnie takie gadżety nie ciągną, jestem fanką mydeł w płynie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja mam mydło truskawkowe tso moriri :D ale też nie kupię, bo cena za duża:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że te mydełka nie są tańsze, no ale za wypas się przecież płaci :D

      Usuń
  7. Uwielbiałam je, ale mi się nie rozwalało :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może moje było jakieś felerne.

      Usuń
  8. Ja również wolę mydła w płynie, choć te w kostce wyglądają (i często pachną) pięknie ;)\
    Pozdrowienia,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię mydła w kostce. Szczególnie te z kremową pianą. Mydełka Alterra kupuję najczęściej, bo tanie i ładnie pachną.

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię mydła w kostkach, dobre mydła, np. te Lusha

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam patrzeć na takie mydełka!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :). Aż żal mi używać takich cudaków.

      Usuń
  12. Ja nie przepadam za mydłami w kostce.

    OdpowiedzUsuń
  13. bardzo nie lubie takiej formy mydla i zgadzam sie 100 procent z Twoja filozofią..

    OdpowiedzUsuń
  14. ja bardzo lubię mydła :) naturalne, nie takie "zwykłe" z drogerii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, często widzę u ciebie recenzje różnych kuszących mydełek :)

      Usuń
  15. no rzeczywiście na wypasie to mydełko;) Ja to mam zawsze mieszane uczucia, lubię takie mydełka, ale nie lubię ich używać, bo takie nieporęczne, trzeba je przecinać itd same problemy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się nawet nie chciało przecinać, bo jestem leniem.

      Usuń
    2. rozumiem, nie takie to proste, pamiętam ile się namęczyłam ostatnio z Alepo:/

      Usuń
  16. W każdym razie formę to mydełko ma przecudną. Budzi chęć posiadania :)

    OdpowiedzUsuń
  17. ja mydeł w kostce nie uzywałam od x lat, bo mam takie samo podejscie co Ty;) Ale ostatnio kusi mmnie kupic jakies mydelko z Lusha:D

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja od kilku miesiecy przekonalam sie wlasnie do mydelek:-)

    OdpowiedzUsuń
  19. ja uwielbiam pachnace i slicznie wygladajace mydelka- niestety zawsze mi szkoda kasy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dość droga zabawa, niestety.

      Usuń
  20. Ahhh ... odpadające czerwone gluty są tak romantyczne :D
    Bardzo lubię zapachowe mydełka ale tylko wtedy kiedy nie muszę za nie płacić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do ostatniego zdania - całkowicie się zgadzam. Dostać mogę, kupić nie kupię :)

      Usuń
  21. gdyby nie ta cena to już byłoby moje, bo wygląda wyjątkowo uroczo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląd jest naprawdę kuszący. Podobnie jak zapach :)

      Usuń
  22. Wygląda pięknie i musi pachnieć obłędnie, ale mydło w kostce to nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń
  23. Jest tak piękne, że kupiłabym dla patrzenia. No i wąchania. ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Rozśmieszyłaś mnie tym tekstem dzisiejszym :) Dzień walenia tynków i żuczki w mydle i prezenty z przesłaniem :D
    Co do samego mydełka wygląda faktycznie przeuroczo i zaciekawił mnie zapach. Ja stroniłam zawsze od mydeł w kostce, uwielbiam jedynie Dove z drobinkami peelingującymi i zawsze jest dla niego miejsce w mojej łazience. Powoli jednak przekonuje się d kosteczek i mam nadzieję, ze w końcu poczynię jakieś zakupy w mydlarni i spróbuję mydełek z jakimś super naturalnym składem :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja uwielbiam mydła Tso Moriri. Tego jeszcze nie stosowałam, ale skoro ładnie pachnie, to czuję się zachęcona, by go kupić przy najbliższej okazji :)

    OdpowiedzUsuń
  26. u mnie mydła leżą w bieliźniarce, zwłaszcza takie ładne haha

    OdpowiedzUsuń
  27. Ładnie wygląda. ;-) Nie lubię mydeł w kostce.

    OdpowiedzUsuń
  28. też niestety nie przepadam za taka formą czyścicieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mydło prezentuje się śliczniaście i faktycznie wstrzeliłaś się w walentynkową tematykę :-D. Nie lubię mydeł w kostce, odzwyczaiłam się jakoś. Obecnie jedyne takie, które używam to mydło Alepp.

    OdpowiedzUsuń
  30. uwielbiam kostki, zwłaszcza takie ładne. Że już nie wspomnę o ich walorach wizualnych i aromaterapeutycznych, zwłaszcza jeśli chodzi o Lush - mydło ląduje na wannie i w całej łazience czuć jego aromat co najmniej kilkanaście dni. No i mam wrażenie, że Lushki są bardzo wydajne, chyba trochę bardziej od tych z Organique na przykład.
    Oj ja o kostkach mogę rozprawy pisać ;)
    w płynie też lubię, ale też czasem się zdarzy, że gonimy galaretkę po dłoniach i umywalce, jak sie trafi na bardziej glutowatego koleżkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ta mi sie podoba bardzo... choć u mnie cały czas leży mydlo Tso Moriri piłkarskie z GB i nie mogę się przemóc jakoś... nienajpiękniej dla mnie pachnie... :/

      Usuń
  31. Pięknie wygląda! Kiedyś w sklepie widziałam kostkę mydła w kształcie kawałka ciasta z bitą śmietaną na górze ;P

    OdpowiedzUsuń
  32. Osobiście nie kupuję ale mam kilka takich mydeł bo dostałam w prezencie. Nie użyłam jeszcze żadnego bo aż żal używać takiego ładnego mydła :P

    OdpowiedzUsuń
  33. Te mydła wyglądają ślicznie :D miałam podobne ;) nie pachniało i było niewydajne, ale za to ładne :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...