Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

piątek, 10 sierpnia 2012

Miętowy kameleon. Essence Eyeshadow 32 Jazzed Up

Mięta, mięta, mięta... Ten kolor od jakiegoś czasu króluje w makijażu i ubiorze. I jak każda szanująca się szafiarka, musi mieć minimum mientowy szalik, tak większość kosmetykoholiczek posiada w swych zbiorach choć jeden lakier w tym odcieniu zieleni.

Nie jestem fanką koloru zielonego, źle się w nim czuję, ale czasem chwycę jakiś jego wariant. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę chciała mieć coś w kolorze dentystycznej/szpitalnej zieleni - bo w sumie z tymi miejscami kojarzy mi się kolor miętowy. No cóż, kobieta zmienną jest...

Cień Essence znalazł się w moim zbiorze przypadkiem. Miałam kiedyś 2 cienie tej firmy i nie wspominam ich najlepiej - słabo napigmentowane i mocno drobinkowe stwory o bardzo krótkiej trwałości nie podbiły mojego serca. Nawet, gdy spodobał mi się któryś z nowych odcieni zwykle decydowałam sobie dać na wstrzymanie. Dwa razy do tej samej rzeki? Nie, nie, nie... No, chyba że bardzo diabeł podkusi. Podkusił do wzięcia udziału w konkursie Liki, który spowodował pojawienie się tego cienia w moim zbiorze.

Już na pierwszy rzut oka widać, że Essence znacząco zmieniło cienie w stosunku do tych, które pojawiły się gdy firma wkroczyła na polski rynek. Opakowanie jest dużo bardziej solidne, znacznie lepiej wykonane. Stare opakowania często po pierwszym otwarciu nie chciały zamknąć się z powrotem. Tym razem nic takiego nie ma miejsca, klapka dobrze trzyma.

Ładniejsze jest także tłoczenie na cieniu. Niby taka pierdoła, tłoczenie, które się zetrze, ale milej jest popatrzeć na delikatne mazaje niż na powodującego zawroty głowy ślimaka.

Essence podąża za modą, bo w ich palecie znajdziemy wiele ciekawych kolorów w różnych wykończeniach. Przez jakiś czas można było znaleźć w ich ofercie 3 cienie holograficzne - Mystic Lemon wyleciał w lutym, a Mystic Purple i Jazzed up są wycofywane teraz. Jeżeli spodoba się wam prezentowany cień, to radziłabym się pospieszyć, bo wkrótce może nie być już osiągalny.

Jazzed Up w opakowaniu ma kolor jasnej zieleni. Powiedziałabym, że jest to kolor dość ciepły... Za Chiny nie chce się dać dobrze sfotografować, na zdjęciu wypada chłodno. Dlaczego? Bo tak naprawdę ten cień zielony (mientowy :D) jest tylko w teorii. W większości wypadków wygląda na prawie fosforyzujący bardzo zimny jasny fiolet. To kolor, który wręcz bije po oczach. Na mojej powiece ten cień prezentuje się średnio, źle się czuję w takim odcieniu. Mięta jest w nim widoczna jedynie w odpowiednim świetle, ale przez znakomitą większość czasu wygląda dokładnie tak, jak na załączonym obrazku. Jeżeli ktoś lubi takie liliowe fiolety, to polecam. Tym, którzy chcieliby zakupić miętowy cień informuję, że lepiej udać się po grzeczny mat Inglota niż tego małego oszusta z Essence.

Na koniec wspomnę o tym, co ujęło mnie w tym produkcie najbardziej, czyli o jego jakości. Cień ma bardzo dobrą pigmentację. Jest drobnozmielony, pędzel bardzo dobrze go "łapie". Łatwo się nakłada i rozciera. No i jest całkiem trwały - 5 godzin bez bazy to świetny wynik, jak na tak tani cień. Wiem jednak, że cienie w ofercie Essence są nierówne i niektórzy narzekają na trwałość innych kolorów. 

Gdyby ten pan był miętowo miętowy, a nie miętowo fioletowy na pewno bym się z nim polubiła bardziej. A taki jarzeniowy fiolet to niestety nie do końca moja bajka.

Cena: ok. 9 zł2,5g
Dostępność: Drogerie Natura
Ocena: 3,5/5

42 komentarze:

  1. Ja jakoś nie mam zaufania do cieni Essence niby mam dwa, ale średnie są;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale moja bajka jak najbardziej, oddawaj! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kameleony maja to do siebie ze nigdy nie wiadomo kiedy padnie na nas takie swiatlo ktore sprawi ze bedziemy wygladaly zupelnie inaczej niz w zamierzonym efekcie :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dziś tez pisałam o cieniach Essence - ogólnie mówiąc nie lubię ich ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. nie spodziewałabym się takiego koloru po zielonym ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Ulala, fioletów na mych powiekach nie toleruję, toteż na ten cień nawet nie będę spoglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No nie pomyslałabym, że miętowy cień okaże się fioletowym ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja testuję miętowy cień z Marizy, jest w promocji do września za 9,50 zł i jest całkiem do rzeczy. Nie długo wrzucę "słocze" ;) Aczkolwiek wydaje mi się, że w takiej mięcie lepiej będą wyglądać ciemnookie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolor wygląda zupeeełnie inaczej na swatchu niż w opakowaniu ;)

    Chyba nie jestem "trendi" bo miętową mam chyba tylko jedną spódnicę :P I nic więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba że Carmex i pasta do zębów też się liczą :D

      Usuń
  10. ja cieni essence nie polubiłam i już nie mam ochoty dawać im kolejnej szansy

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale dziwny kolor... Niby zieleń, niby fiolet...

    OdpowiedzUsuń
  12. Co za dziwadło;)
    Ale skojarzenie z dentystą...trafione w sedno:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Łaaa, ja tam bym go brała ;P
    Ciekawy, ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. dziwak, ale mi tam się podoba nawet :)

    OdpowiedzUsuń
  15. No dziwny ten cień ;p Ale sama nie miałam nigdy cienia z Essence więc się nie wypowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kilka dni temu kupiłam swój pierwszy cień z Essence - nr 22.
    Czyli delikatny beż lub też złamana biel ;) Stosuję jako bazę tylko.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś go widziałam, ale nie urzekł mnie :)
    Mam 3 cienie Essence i tylko jednego używam i niedługo kupię nowy, bo się kończy :P

    OdpowiedzUsuń
  18. Idealne podsumowanie- "szpitalna zieleń", chyba dlatego taki odcień mnie odrzuca.

    OdpowiedzUsuń
  19. Czekamy na cienie w azteckie wzory ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja chyba nie posiadam niczego w kolorze miętowym... A co do cieni essence.. nie mam zdania, bo nigdy ich nie miałam. No chyba, że w kremie, ale nie byłam z niego zadowolona i poszedł w świat.

    OdpowiedzUsuń
  21. Magia!
    Ja mam tylko dwa Essencowe cienie i jestem w miare zadowolona. Gdybym dala za nie wiecej, pewnie bym byla mniej zadowolona :)

    Co do miety, jakos niestety do mnie nie przemawia :/ Zwykle jest tak, ze jak mi sie cos dlugo wciska, to w koncu sie przekonuje, bo znajduje w tym cos ladnego (albo sprzedajna jestem, whatever), ale do miety nie potrafie. Dodatkowo przypomina mi sie, jak szukalam mieszkania do wynajecia we Wroclawiu pare lat temu i gdzie nie weszlam, ze scian spogladala na mnie wsciekla pistacja...

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba zakupie, swietny kolor :)

    Zapraszam : http://keepcalmandstaywithme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie przepadam za tymi cieniami, kolor też taki nie mój;)

    OdpowiedzUsuń
  24. O nie, ten cień nawet nie wie, co to jest dobra pigmentacja.

    OdpowiedzUsuń
  25. szkoda, bo kolor w opakowanie ślicznie wygląda

    OdpowiedzUsuń
  26. Zieleń, czy fiolet - w obu kolorach wyglądam jak posiniaczona :P

    OdpowiedzUsuń
  27. mam jeden cień z tej serii, ma bardzo słabą pigmentacje.

    OdpowiedzUsuń
  28. kolor ładny, ale skoro pigmentacja słaba, to bez sens...

    OdpowiedzUsuń
  29. nigdy nie byłam fanką essence, już sensique ma lepsze cienie

    OdpowiedzUsuń
  30. ja mam palete z essence pigmentacja tragiczna wiec musze sie namachać żeby ładnie było cokolwiek było widac kupiłam nawet specjalnie baze i co? te cienie nawet z bazą nie chcą współpracować
    :(

    OdpowiedzUsuń
  31. Ta mięta ostro daje po oczach, więc mnie nie przekonuje. I nie ma znaczenia, że jest trwała...

    OdpowiedzUsuń
  32. ja sie chyba nigdy już nie przekonam do pojedynczych cieni Essence :(

    OdpowiedzUsuń
  33. Bardzo ciekawy kolor ale jednak nie dla wszystkich.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...