Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 3 czerwca 2012

Tragedia w pięciu aktach... Tfu, warstwach. Oriflame Liselotte Watkins Tusz do rzęs

Ach, te okazje. Gdy tylko pojawiła się możliwość zakupu tuszu z Oriflame za niecałe 10 zł, nie wahałam się długo. Mimo mojej niechęci do tej marki, planowałam jakiś czas temu zakup ich tuszu (sławnego Wondera)... Jakiś czas temu konsultantek było jak mrówek, a teraz się jakoś powykruszały i nie miałam się do kogo zwrócić. Tak się jednak złożyło, że przed 2 miesiącami miesięcznik Glamour szarpnął się i jako dodatek do tego szacownego czasopisma pojawił się do wyboru: tusz do rzęs lub błyszczyk. Pomyślałam, że to dobra okazja na zbadanie gruntu maskar Oriflame.

Ten tusz miał katalogową cenę około 34 zł (choć wiecznie był w promocji). Ja kupiłam go za 10 zł z pismem.  A nie wart jest nawet 2 zł. I właściwie na tym powinna się skończyć moja recenzja. Tak beznadziejnego tuszu, którego największym atutem jest chyba obrazek na opakowaniu, to jeszcze nie widziałam.

Po pierwsze ten tusz pachnie plastkiem, jak te miękkie plastikowe podróby lalki Barbie. Nie, nie zaciągam się tuszem z butelki. Czuję jego zapach przy pociągnięciach szczoteczką po rzęsach. Fuuuuuuuuu.

Drugą kwestią jest szczoteczka. Jest dość gęsta, ma dużo włosia. Ma standardową wielkość, nie wydłubiemy nią sobie oka. Może ją zachowam i wypróbuję z innym tuszem. Z tym oriflame'owym nie dała rady. Po jednej warstwie rzęsy wyglądały jeszcze nieźle, ale po 2 pozlepiały się w nieestetyczne kępki. Jestem na nie - pod względem szczoteczek wolę bardziej rozdzielające silikony.

Samo działanie tuszu jest kiepściutkie. Zapomnijcie o obiecywanym "volume". Tusz jedynie czerni rzęsy dodatkowo je zlepiając. Nie oczekiwałam wachlarzu rzęs, ale jak się obiecuje objętość, to choć minimalna powinna być. Niezależnie czy nałożyłam 2, czy 5 warstw efekt był identyczny (tylko po 5 rzęsy były jeszcze bardziej posklejane). Miłośniczki teatralnego efektu nie powinny do niego podchodzić, fanki delikatnego looku również nie powinny sobie szarpać nerwów (chyba że bardzo chcą).

Avon Super Extend
Oriflame
Essence Multi Action (różowa)


Nie warto. Cenę regularną przemilczę. Tego tuszu nie opłaca się nawet kupić jako dodatku do gazety (dla mnie samo Glamour nie jest warte 10 zł) - sto razy lepiej zainwestować w tusz MIYO 3in1, Lovely Curling Up, czy któryś ze stajni Wibo.

Cena: 34 (10) zł
Dostępność: konsultantki Oriflame (choć wydaje mi się, że wycofują lub wycofali tę kolekcję)
Ocena: 1/5

72 komentarze:

  1. Kurczę, mnie ten tusz odpowiadał. Pod względem działania, bo śmierdzi takimi plastikowymi krzesełkami dla dzieci. :D Ale więcej niż dwie warstwy nie ryzykowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ty masz piękne długie rzęsy słońce, a nie mamucie wypierdki jak ja :D

      Usuń
    2. Sztoo? Jaa? :D Za to białe jak śnieg na końcach, to się nie liczy. :D

      Usuń
    3. Moje też są bardzo jasne. I niestety krótkie do tego. Dlatego tusz ma mi je "dohodować" :D

      Usuń
  2. Chciałąm kupić gazetę, ale nigdzie nie było, zresztą jak i Urody z mleczkiem. No ale dobrze, że nie znalazłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. własnie takiej recenzji mi brakowało. :) dobrze, że nie zdążyłam go kupić :P

    OdpowiedzUsuń
  4. ja ostatnio przejechałam się na kolorówce oriflame, i nie wiem czy zdecyduję się jeszcze na jakiś zakup... póki co kuleczki mają fajne i w promocji opłaca się je kupić.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie wtedy zastanawiałam się nad zakupem gazety z tym tuszem.. chyba dobrze, że zrezygnowałam!

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo mówisz że niedobry? dobrze wiedzieć,dzięki za opinię :) z Liselotte miałam tylko żel pod prysznic i uwielbiam,ale na tusz się nie skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja miałam 3 tusze Ori i wszystkie kocham... widocznie nie wszystkie są takie dobre :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Co za porażka... Najlepsze w tym tuszu jest chyba opakowanie ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. podpisuję się pod tym obiema nogami i rękoma :d nienawidzę tego tuszu ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś nigdy nie ufałam tuszom z Oriflame czy Avon i coraz częściej się przekonuję, że słusznie :D

    OdpowiedzUsuń
  11. tragedia powiadasz.. będę miała to na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tusz MIYO nie potrzebuje żadnych inwestycji bo sam w sobie kosztuje grosze a jest rewelacyjny! Dobrze, że przestrzegłaś przed tym produktem, bo to opakowanie rzeczywiście kusi :P.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wondera miałam wieki temu i był świetny :)

    Ten był w katalogu za 8.9 zł swego czasu i w ogóle mnie nie skusił :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam ten tusz i okropnie śmierdział, a z rzęsami praktycznie nic nie robił. Tragedia!

    OdpowiedzUsuń
  15. mam go, ale jeszcze nie otwierałam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie miałam nic tej firmy i chyba nie zamierzam mieć ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. no to niezly bubel. ja ostatnio mialam mascare z nyc. i dzieki bogu juz sie skonczyla, bo mi normalnie nerwy szarpala. a ja zamiast ja na smietnik wykopac, to meczylam sie do samego jej konca.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam go, ale jeszcze nie otwierałam... Po Twojej recenzji muszę dopilnować, żeby mi sam jako jedyny nie został, bo mogę sobie zrobić kuku XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie tylko jego miałam, bo skończył mi się MIYO. I co rano była histeria przed lustrem :D

      Usuń
  19. Z Ori mam Wonder Lash i... Faktycznie jest cudem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może jednak dam szansę Wonderowi. Tylko muszę najpierw ochłonąć po tym niewypale.

      Usuń
    2. Warto, jest rewelacyjny, ja już 3cią kończę =)

      Usuń
  20. nie miałam ani jednego tuszu z tej firmy, ale jak widać nic nie straciłam:P

    OdpowiedzUsuń
  21. hm pamiętam że zapomniałam kupić tej gazety - moze dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Tusz, który nic nie robił. Szybko puściłam go dalej.

    A Wonder bardzo lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nic nie robił?! U mnie coś robił, konkretnie wkurzał :D

      Usuń
  23. Ptfu... kaszana, a nie tusz!

    OdpowiedzUsuń
  24. .. jak dla mnie, to nawet opakowanie jest słabe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież ma taki ładny obrazek :D

      Usuń
    2. Wylada jak tusz do rzes dla dzieci, o ile takie istnieja:)

      Usuń
  25. Jak to dobrze, że nie mam żadnej znajomej konsultantki:D

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie Wonder spisał się rewelacyjnie :)
    Ogólnie te tanie katalogowe tusze mają to do siebie, że często okazują się niewypałami...

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja obecnie używam Big Fat Lashes z Miyo i jestem zachwycona mam też jakiś mega tani tusz z Vollare- dostałam go od koleżanki i daje rade . Radzi sobie lepiej niż te cholerstwa z Maybelline - the colosal volume express. A te tusze nie przekraczają cenowo 10 zł.

    OdpowiedzUsuń
  28. Wonderowi faktycznie powinnaś dać szansę. :) Ja mam i jestem zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  29. Miałam go i byłam mega zadowolona i żałuję, że już się skończył.

    OdpowiedzUsuń
  30. Dobrze, że kupiłam wersje gazety bez prezentów :)

    OdpowiedzUsuń
  31. O kurde - ten tusz wkurzyłby mnie podobnie, jak pan telemarketer z Orange. Beznadziejny.

    Pachnie jak plastikowe podróby lalek Barbie - a wiesz co, w zerówce miałam taką lalkę, która... całkiem fajnie tym plastikiem zajeżdżała :D Miał taki słodki zapach. Zawsze byłam dziwna :D

    Z drugiej strony - nie wiem, czy do gazet nie dodają [strzelając sobie tym samym w stopę] produktów w jakiś sposób wybrakowanych...

    OdpowiedzUsuń
  32. O kurde, mam ten tusz jednak jeszcze nie skusiłam się na jego wypróbowanie....czyli czeka mnie spore rozczarowanie;/ dobrze że zapłaciłam 8,90 za niego a nie więcej;/

    zapraszam na urodzinowe rozdanie :):)

    OdpowiedzUsuń
  33. Kiedy poprzednio w Glamour były dodatki, to skusiłam się na błyszczyk i jest świetny. Teraz z kolei skusiłam się na tusz jako dodatek, bo jakaś blogerka wystawiła mu całkiem pochlebną opinię, ale ja niestety zgadzam się z Tobą... dla mnie ten tusz to jedno wielkie rozczarowanie...

    OdpowiedzUsuń
  34. daj szansę wonderowi, był całkiem zacny :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie lubię Oriflame, nie raz się już sparzyłam...

    OdpowiedzUsuń
  36. nigdy nie miałam NIC z Oriflame i chyba się nie skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja z ori tylko szampony,żele itp,nic z kolorówki nie kupuję,jakoś do mnie nie przemawia ich kolorówka.

    OdpowiedzUsuń
  38. Śmieszne opakowanko, ale po twojej recenzji nie mam ochoty na żaden tusz z Oriflame:P

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie miałam tego tuszu, a kusiłam się na niego. No i mieć nie będę XD Jeśli dalej chcesz się załapać na Wondera, to ja mam ten tusz w wymianie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Też kupiłam wtedy Glamour z dodatkiem- wybrałam jednak błyszczyk. Nie jest zły, ale też jakoś szczególnie mnie nie zachwycił. Teraz z obecnym Glamour również można nabyć tusz, błyszczyk lub pomadkę. Chciałam tusz, ale nie udało mi się dorwać gazety z tuszem, więc wzięłam z pomadką. Wychodzi na to, że dobrze się stało ;)

    OdpowiedzUsuń
  41. samo opakowanie tandetne.. zawartość jeszcze gorsza.. nie popisali się.. tylko upewnia mnie to w niechęci do Oriflame! :)

    OdpowiedzUsuń
  42. A ja właśnie ostatnio zostałam konsultantką Oriflame ;P Dosyć świeżą, bo dopiero drugi katalog, ale co tam ;) Tego tuszu nie widziałam w ofercie. Natomiast kupiłam Giordani Gold, który bardzo mi odpowiada, ale ma jeden mankament. Nie wiem jak to powiedzieć hmm... odbija się. Ostatnio jak była chwila upałów to dosłownie miałam czarne kreski pod brwiami. Szkoda, bo poza tym tusz naprawdę w porządku.
    Ja natomiast niecierpię silikonowych szczoteczek. Jakoś do moich rzęs zupełnie się nie nadają i mam taki efekt, o jakim właśnie piszesz.. Tuszuję, tuszuję i nic :/

    OdpowiedzUsuń
  43. Czyli nie ma czego żałować :P.

    OdpowiedzUsuń
  44. Również miałam ten tusz i u mnie nie było aż tak źle. Używałam go, jeśli zależało mi na bardzo naturalnym wyglądzie, bo faktycznie tusz sam z siebie nic więcej nie robi poza lekkim zaczernieniem rzęs. W końcu kupiłam coś innego, bo jednak wolę większe podkreślenie oka, a ten był dla mnie trochę zbyt delikatny, ale sklejać nie sklejał :]

    OdpowiedzUsuń
  45. Ja z oriflame nie mialam i nie mam zadnego tuszy dlatego ze tutaj w uk poprostu tych konsultantek nie widac:)

    OdpowiedzUsuń
  46. Nie używam ani avonowskich ani oriflamowskich tuszy. Jeśli o Avon chodzi to w ogóle focha strzeliłam, odkąd jako tako rozumiem co w składzie piszczy. A w Avonie piszczy bardzo cieniutko. Oriflame zdecydowanie lepiej wypada, ale tuszy od nich i tak nie chcę. Miałam raz i powtórki nie będzie. I widzę, że nie tylko mnie rozczarowaly.

    OdpowiedzUsuń
  47. nie kupuje nic w oriflame, ale teraz juz wiem ze na pewno na tusz sie nigdy nie skusze;D

    OdpowiedzUsuń
  48. nie lubię kosmetyków oriflame, dlatego nie kupiłabym tego tuszu nawet za 1grosz:P

    OdpowiedzUsuń
  49. Jak byłam jeszcze dzieckiem to mama zawsze nam kupowała kosmetyki z oriflame i bardzo je lubiłam ;)
    Pamiętam te czasy :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Uf, jak dobrze, że się nie skusiłam na gazetę z tym tuszem! Twoja recenzja tylko upewnia mnie w przekonaniu, by nie wymagać zbyt wiele od kosmetyków z Avonu czy Oriflame (jedyny fajny kosmetyk z Oriflame jaki znam to krem pod oczy z serii EcoBeauty, ale wiadomo- wyjątek potwierdza regułę).

    OdpowiedzUsuń
  51. Jeszcze go nie miałam, będę omijać z daleka ;)
    Ostatnio zamówiłam jedną pomadkę Oriflame (tą polecaną przez Rodzynkę - Vintage Rose) i też miałam problem ze znalezieniem konsultantki... W końcu kolega podał mi numer do swojej byłej dziewczyny, której nawet nie znam i obiecała dla mnie zamówić ;) No cóż, przynajmniej jesteśmy z tego samego miasta, będę mogła łatwo odebrać. A kiedyś co druga koleżanka była konsultantką :D

    OdpowiedzUsuń
  52. ja mam z tej firmy jakiś wydłużający:) na początku jest fajnie ale po godzinie juz nie:( zaczyna sie osypywać rozmazywać i różne takie:) godny polecenia jest tusz z MF pogrubiający dramatic look:) ładnie rozczesuje i sie trzyma baardzo długo:)

    OdpowiedzUsuń
  53. No to wiadomo od czego się trzymać z daleka.
    A tak sympatycznie opakowanie wygląda... :)

    OdpowiedzUsuń
  54. W takim razie dobrze, że go nie zakupiłam, a już sobie odłożyłam gazetę (pracuję w kiosku) i czekałam na pierwsze wrażenia, ale po Twojej opinii już nie zakupię.

    OdpowiedzUsuń
  55. Jedynym tuszem z Oriflame jaki mam, jest wodoodporny i bardzo go sobie chwalę :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Miałam Wondera i bardzo lubiłam. Ma inne z Ori nie mam ochoty. Boję się skuchy...

    OdpowiedzUsuń
  57. Z Oriflame mialam tylko jeden tusz Wonder Lash ale teraz już nie wróciłabym do niego, poznałam lepsze:)

    OdpowiedzUsuń
  58. no patrz, a ja go tak lubię! :)

    OdpowiedzUsuń
  59. tuszu nie miałam za to błyszczyk z tej serii jest moim ulubieńcem :)

    OdpowiedzUsuń
  60. A ja mam ten tusz z Oriflame:) Hmmm.... U mnie nie czuć zapachu wcale... Idealnie mi się nakłada, nie rozmazuje:)

    OdpowiedzUsuń
  61. Mam ten tusz, na początku wrażenia miałam podobne - sklejał, nie rozczesywał (a jestem przywyczajona do dobrego rozczesania szczoteczkami silikonowymi), więc go odłożyłam na bok mojej kosmetyczki. Po jakimś czasie jednak mój ówczesny ulubiony tusz zaczął się kończyć, więc sięgnęłam po ten. I efekt był zupełnie inny - rzęsy nieźle się rozczesywały, unosiły, rzęsy wyglądały dość "naturalnie". Chyba musiał sobie po prostu trochę przeschnąć.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...