Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 26 lutego 2012

Odpowiedzialność macanta, czyli szanujmy się wzajemnie

Kto czyta moje notki od dłuższego czasu ten wie, że mam bzika na punkcie kupowania nowych, nieotwieranych produktów. W niektórych recenzjach wskazałam, że producent nie zabezpieczył kosmetyku, przez co niecierpliwe rączki mogą go otworzyć.

Wiecie co robię, gdy kupię wymacany produkt? Dostaję prawdziwego szału. Z grzecznego, spokojnego zazwyczaj pączka zamieniam się w kapiącą wściekłością kulkę.

Nie otwieram produktów przed zakupem- i nieważne czy to tusz, kredka, eyeliner czy dezodorant albo balsam. Nie i już. Jeżeli są testery- ok, sprawdzam tester. Pełnowymiarowego produktu nie ruszę. Dlaczego? Szanujmy siebie nawzajem- ja nie chcę kupić czegoś dotykanego, to dlaczego ma to kupić ktoś inny. Czy któraś z was ma ochotę na kupno zjełczałego balsamu albo ćwiartki antyperspirantu? A może lubicie zaschnięte tusze albo szminki, którymi malowała się osoba z wirusem opryszczki? Ja niekoniecznie- chcę kupić produkt ze świadomością, że jest nowy, bo Alleluja! płacę za niego.

Szlag mnie trafia, gdy czytam, że "jak kupuję tusz, to muszę sprawdzić szczoteczkę"- można poszukać zdjęć w necie. A jeżeli ich nie ma, to warto poczekać na odpowiednie fotki, ktoś na pewno kupi produkt. Ludzie, puknijcie się w czoło.

Samoobsługa jest super, ale kosmetyki wydawane zza lady dawały chyba większą pewność ich świeżości (choć biorąc pod uwagę to co dzieje się na zapleczu)...

Nie podoba mi się postawa ekspedientek w sklepach- wiele z nich nie zwraca uwagi klientom macającym pełnowartościowe produkty, a co więcej same je otwierają. To tak jakby ugryźć batonik i odłożyć na półkę bo nie smakował. Pracownicy powinni być bezwzględni i nakazać uiszczenie odpowiedniej kwoty.

Ufff, wylałam swoje żale :)

95 komentarzy:

  1. Wiem coś o tym, kiedyś na szybko kupiłam masło do ciała i gdy je otworzyłam w domu, to folia była w połowie urwana a masła nie było conajmniej w połowie, zapach nie był taki sam jak powinien być (wiem, bo kupiłam 2 opakowanie tego masła). Niestety takie rzeczy się zdarzają a takim ciekawskim dziewczynom do rozumu się nie przemówi ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. :D
      Również nie znoszę zmacanych produktów, szlag mnie trafia jak widzę rozerwany papierek sklejający nakrętkę i słoiczek w eyelinerach (np. Essence)... Albo wymazane pomadki :/

      Usuń
  3. Jestem przeciwka otwieraniu kosmetyków w sklepie, ale kilka razy kupiłam 'macanki' :/
    Obecnie będąc pewna zakupu PRZY KASIE otwieram produkt (chodzi mi głównie o kolorówkę nie zabezpieczoną żadną folią, która w sumie i tak nie daje 100% pewności, że wnętrzności nie są macane) i jeżeli widzę, że macano się odbyło to zostawiam ten kosmetyk ekspedientce mnie obsługującej podając przyczynę.
    Co ona z tym robi? Zapewne trafia z powrotem na półkę ... A powinno na zaplecze do utylizacji (??) ...
    Zbyt wiele razy nacięłam się na maźnięty cień ... Nie mam ochoty nigdy więcej takiego 'skarbu' kupować! Dlatego robię, jak robię.

    P.S. W przypadku tuszy do rzęs jest trudna sprawa - jeżeli nie jest wyschnięty na wiór to nie wiem, czy był używany czy nie ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawy sposób z tym otwieraniem dopiero przy zakupie :) Ja niestety o wielu "macanych" kosmetykach przekonałam się dopiero w domu ;)

      Usuń
  4. Dobrze prawi.Polać jej!
    Dlatego lubię jak kosmetyki sa zabezpieczone.Czy to przez producenta czy przez sam sklep.Już niech to będzie nieestetyczna taśma klejąca, wszystko jedno.Ale ja tez chce i mam do tego święte prawo kupić kosmetyk nowy, niemacany.I nawet nie otwierany bo "przecież ja tylko otworzyłam a nie dotykałam w srodku/nie malowałam się itp".
    Dlatego wolę kupić w Superpharmie, który często zakleja produkty taśma niż w tej Naturze.Chociaz po tej ostatniej akcji z panią kierowniczką z Natury macająca produkty na zapleczu już nic nie jest pewne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 100% racji. Ja nawet przed sobą w domu zabezpieczam kosmetyki taśmą klejącą jeśli wiem, że chcę je otworzyć dopiero za jakiś czas gdy skończę obecne (wcześniej na pewno będzie mnie kusić testowanie) ;) a co dopiero przed świerzbiącymi łapami klientek w drogeriach... Też nigdy niczego nie otwieram w sklepach ani drogeriach i szlag mnie trafia jak kupię coś używanego...

      Usuń
  5. Post a propos afery z Panią Naturzanką...
    Mam nadzieję, że nigdy nieświadomie nie wzięłam do domu czegoś macanego.
    Wyszperałam filmik i znowu buuum! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. też nienawidzę zmacanych produktów :/ Jeśli zauważę to pół biedy, chociaż też jestem zła, jeśli chcę coś kupić a wszystko zmacane, ale jeśli nie i przyniosę do domu 2/3 zmacane produkty to też jestem wściekła... w końcu nie po to płacę pełnowymiarową cenę, żeby dostać niepełnowartościowy produkt.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś szukałam w Naturach eyelinera żelowego i wszystkie były macane... Jak już trafiłam na taki, który wyglądał z zewnątrz na nieruszonego, to nawet się w sklepie bałam sprawdzić, czy ktoś go już otwierał. Tylko za progiem sprawdziłam i odetchnęłam z ulgą. A tutaj sobie pracownice otwierają... No ładnie...

    OdpowiedzUsuń
  8. Tez nigdy nie otwieram kosmetyków w sklepie... NIGDY!! Nie ma żadnych wyjątków..

    OdpowiedzUsuń
  9. cóż, ja wychodzę z założenia, że trzeba sprawdzić, czy ktoś inny nie sprawdzał kosmetyku :]
    zachęcona Twoją recenzją postanowiłam kupić liner z Essence - słoiczki nie były zabezpieczone nawet głupią folią z zewnątrz, więc dało się je odkręcić. dobrze zrobiłam - z 3 słoiczków aż 2 były maźnięte :/ podobnie z kredkami do oczu - sprawdzam, czy są ostre - raz o mało nie kupiłam takiej widocznie używanej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się zdarza sprawdzić przy kasie, ostentacyjnie przy ekspedientce. Często jednak zapominam i potem beczę w domu. A wiadomo, jak u nas jest ze zwrotem czegokolwiek

      Usuń
  10. Masz absolutną rację, też dostaję szału przy wymacanych produktach.

    Ja sprawdzam, przyznaję się. To znaczy lekko próbuję nakretkę, przy kosmetyku nieotwieranym trzeba włożyć nieco siły w odkręcenie. Jeśli nakrętka tkwi w miejscu, to oczywiście przestaję, jeśli nie- odkręcam(proszę mnie nie bić!!)- jeśli produkt nie jest macany, ląduje w koszyku.
    Oczywiście, jeśli kosmetyk ma zabezpieczenie, testowanie nakrętki w ogóle się nie odbywa.

    OdpowiedzUsuń
  11. dla mnie to trochę jak wsadzenie palucha w ciastko w cukierni w celu sprawdzenia konsystencji kremu
    zawsze jak widzę maźnięcie na kremie czy innym specyfiku przypomina mi się jeden chłopak z klasy z liceum, który namiętnie dłubał w nosie. o oczywiście wizualizuję sobie, że to maźnięcie to też od takiego dłubiącego palucha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błeee, właśnie jadłam :D

      Usuń
    2. Pewnie batona i pewnie odłożyłaś resztkę na półkę :P

      Usuń
    3. Nie- szynkę, wszak białko trzeba szamać jak się ćwiczy. A batona bym nie odłożyła

      Usuń
    4. Wiem, wiem. Tylko się droczę. Muszę sobie rozładować negatywne emocje.

      Usuń
  12. Święta racja! Nigdy nie testowałam rzeczy w sklepach, które nie były testerami, a jeśli nie było testera to go po prostu zostawiałam. Nie chcę przyszłemu właścicielowi psuć produktu i mam nadzieję, że inni wychodzą z podobnego założenia. Chociaż z drugiej strony- wchodząc do Rossmana czy natury co trochę widziałam pełen tabun nastolatek, które mają mocno gdzieś czy tester czy nie, najważniejsze to sie wysmarować czym popadnie za friko. Kultura niestety zanika..

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj byłam świadkiem jak w Rossmannie na dworcu Poznań Główny jak pewna pani "testowała" sobie lakiery do paznokci odkręcając kolejne buteleczki i maziając je po paznokciach. Pracownia sklepu nie reagowała. To samo widuję w Superpharm - nastolatki odkręcające tusze do rzęs. Ostatnio taki podeschnięty Masterpiece Max Factora za 55 zł kupiłam i w efekcie go nie używam. Dostaję od tego białej gorączki. Ale jeszcze bardziej od chamstwa klientek do szewskiej pasji doprowadza mnie, gdy obsługa sklepu na to nie reaguje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio byłam świadkiem, jak pani wzięła tusz i pomalowała sobie nim rzęsy w czasie, gdy ekspedientka uzupełniała szafę... Oniemiałam i poszłam

      Usuń
  14. Dokładnie!
    Też sprawdzam kosmetyki przy kasie. Ale nie często niestety - i się nacinam, macane, powysychane, pomaziane - fuj. Jak tak można to ja nie wiem :/ A tym bardziej nie rozumiem po co otwierać przezroczyste opakowania i macać np. taki róż? No bez przesady. Widziałam też parę razy "laseczki" (tona wszystkiego na twarzy, ja też lubię makijaż ale nie aż tak bardzo widać), które nakładały na siebie kolejne warstwy kosmetyków - czy to testery, czy też nie, żeby, nie wiem, poprawić makijaż? "Przygotować się" na randkę? eeee. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z Tobą w 100%...ten filmik, który dziś wpadł w szpony blogerek mnie totalnie zszokował...ja sobie tego nie wyobrażam...Obsługa nic a nic z takimi ekscesami nie robi, co jest mega przykre, bo wymacane brudnymi łapskami kredki, szminki etc i tak przecież ktoś nieświadomy i wierzący w ludzi kupi. Ale tu też wina w dużej mierze producentów, raz że nierzadko nie są dołączane testery, dwa brak zabezpieczeń na opakowaniach. I teraz na myśl mi przychodzą pięknie popakowane tusze do rzęs z pięknie widoczną szczoteczką, cienie do powiek w innych krajach. A u nas niestety ręce opadają...i właśnie przez takie macanie ja nie znalazłam fioletowego eyelinera w żelu z Essence!!!

    swoją drogą po co paluchy wpychać do eyelinera, co innego cień, ale eyeliner?!;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo- chciałam kupić fioletowy eyeliner zanim go wycofają, ale w trzech miejscach nie znalazłam niemacanego egzemplarza.

      Usuń
  16. dobrze piszesz! wiele razy sie nacięłam na takie lipy, sama nigdy nie otwieram nowych produktów, jak nie ma testera to nie kupuję, wszystko w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  17. W douglasie (którego bardzo lubie) zdarza się przemiłym Panią otwierać produkt który poprosiłam, żeby mi pokazać, że dobry mi wyjęła z szuflady.
    Mnie wtedy zimna krew zalewa, bo skąd mam wiedzieć, że wcześniej nie otwierała go innej klientce która jednak zrezygnowała z niego??
    czy nie wystarczy tylko otworzyć kartonik? Trzeba jeszcze otwierać i pokazywać cienie czy pudry??
    No do k.... nędzy.
    Brak słów!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Pfff - nic dodać nic ująć - pamiętasz może moją słynną stułbię? ;[

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam. Czy zrobiłaś badania mikrobiologiczne? Bo może to jeszcze żyło?

      Usuń
    2. A żyło, żyło - i kręciło odnóżami do "Jak się masz kochanie" ;D

      ...ale bez kitu, to naprawdę nieuczciwe, niehigieniczne i w ogóle nieuzasadnione prawem rynku przyzwyczajenie niektórych klientek. Ależ mogłam być wtedy wściekła, bo zanim go wymieniłam - nie tylko straciłam kasę, ale przy wyjmowaniu te "odnóża" rozprężyły się i rozprzestrzeniły kilka kropel lakieru w miejscach najmniej pożądanych.

      Usuń
    3. Znaczy się na nową bluzkę/spodnie :D

      Usuń
  19. Ja też miałam z tym do czynienia. Niestety kilkukrotnie kupiłam róż czy puder z wbitym paznokciem :/

    OdpowiedzUsuń
  20. Szkoda slow,ja nei otwieram kosmetyko,tu we francji jest moze o tyle lepiej ,ze te drogeryjne kosletyki sa wszystkie szczelnie zamkniete w plastikowych opakowanaich i po prostu nie da sie tego otworzyc,ale kiedy byla w Pl w Rossmanie i chcialam sobie kupic tusz to rzes Maybelline i nie bylo testera grzecznie zapytalam sie czy nie maja testera,babka odpowiedziala mi ze nie na to ja sie pytam to jak mam sprawdzic czy szczoteczka mi odpowiada,a ona mi powiedzial trudno nic na to nie poradze,ladnie ladnie testery zabieraja do domu,a potem ludzie otwieraja pelnowyliarowe produkty...
    Nie wspomne juz o tym ze kupilam ostatnio fioletowy liner z essence,patrze w domu a tu wielkie pacniecie palcem ktos zrobil w moim linerze,w sklepie nie zwrocilam uwagi,ze naklejka juz byla przerwana...

    OdpowiedzUsuń
  21. Podpisuję się obiema łapkami ! Kiedyś kupiłam ten peeling Dairy Fun, przynoszę do domu, otwieram, a tam piękne zagłębienie po czyimś paluchu :/
    Tuszów nie otwieram, bo zazwyczaj jak jeden mi się kończy to szukam w necie zastępcy, widzę szczoteczkę, efekty to po co mam jeszcze macać w sklepie i otwierać. I zawsze biorę kosmetyki ze środka półki. Nie jest to gwarancja, że kosmetyk w 100% będzie nie ruszony, ale zmniejsza to ryzyko kupienia w połowie zużytego kremu czy maźniętej kredki.

    OdpowiedzUsuń
  22. Zgadzam się z Tobą... Miałam taki przypadek w Rosmannie, że kupilam balsam w słoiczku zachodzę do domu odkręcam a tam folia zerwana do połowy i palce odbite normalnie myślałam, że mnie szlag trafiiii....
    W naturze rok temu kupowałam balsam w słoiczku i co przyszłam do domu atam palce też były wsadzone!!!!!! To jest wielka przesada! Ja rozumiem ciekawosc ale wszystko ma swoje granice...

    http://kobiece-wariacje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja też nigdy nie otwieram kosmetyków, których nie mam zamiaru kupić, żeby sobie np sprawdzić. Dla mnie to jest po prostu śmieszne. Zazwyczaj kupuje w ciemno albo wcześniej na necie patrze jak się prezentuje produkt itd.
    Jedynie eyelinery i pomadki otwieram przy kasie przed samym zakupem. Jeśli chodzi o pielegnacje to nawet nie przychodzi mi na myśl żeby sprawdzać i na całe szczescie jeszcze się nie przejechałam na tym.
    Ogólnie dla mnie to też jest niezwykle drażliwe i zgadzam się z tobą, a takie "pomocne" ekspedientki powinny stracić prace

    OdpowiedzUsuń
  24. ja otwieram ,ale tylko po to aby sprawdzić czy pomadka, lub inny kosmetyk kolorowy nie był używany wcześniej przez kogoś, już raz zdarzyło mi się kupić wyschnięty tusz;/

    OdpowiedzUsuń
  25. przypomnialo mi sie teraz jak bylam tydzien temu w rossmanie i jakas nastolatka sprawdzala odcienie podkladu rimmela mimo ze byly testery:/ no myslalam ze szlag mnie trafi a czlowiek sobie poziej kupi wypaprane i bez polowy zawartosci

    OdpowiedzUsuń
  26. Przykre jest to, ze to coraz bardziej powszechnie spotykane zjawisko....Bardzo nie lubie " wymacanego " towaru!

    OdpowiedzUsuń
  27. ostatnio chciałam kupić sobie żelowy zielony eyeliner z essence i wsystkie były zmacane-wszystkie! wielkie slady paluchów;/ jeden był już podeschnięty nawet-nie pytam ile czasu tak leżał... wszystko powinno być pozaklejane i byłby spokój;/

    OdpowiedzUsuń
  28. Z tego co tak czytam to chyba najczęściej problem dotyczy kolorówki a nie kosmetyków do pielęgnacji no ale tu wina sklepów dlaczego nie robią testerów nawet niech się poświęcą i jedno opakowanie wystawią i nakleją że tester

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pielgnacja wpisuje sie w to chyba jeszcze czesciej niz kolorowka. A moze w zasadzie po rowno?

      Usuń
  29. Super.
    Ja się potem dziwię, że kupuję 2 takie same kosmetyki (jeden wcześniej, drugi później) i są zupełnie inne.
    Nigdy nie otwieram w drogeriach pełnowartościowych produktów (chyba ze 2 razy w życiu zrobiłam to przez przypadek). Wkurza mnie takie zachowanie i irytuje.

    OdpowiedzUsuń
  30. Zgadzam się z Tobą, ale niestety znając rzeczywistość marne szanse, że to się zmieni...

    OdpowiedzUsuń
  31. Zgadzam się w 100 %.
    Nie otwieram produktów pełnowartościowych , dlatego też często w Naturze szukałam testerów i nie mogłam znaleźć, dopiero ktoś mnie oświecił, że one są w takich szufladkach. Dopóki nie wiedziałam nie kupiłam tam pudru czy różu, no chyba, że te wypróbowane już dużo wcześniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Chyba samo pukniecie w czoło nie pomoże . W takich sytuacjach sklepy powinny zmienić taktykę i takiego delikwenta zmusić do zapłacenia za naruszony towar

    OdpowiedzUsuń
  33. Zoil ja nigdy nie tknęłam niczego i nie naruszyłam sama. Ale wiele razy zdarzyła mi się taka historia, że stoję przy szafie np. w Naturze, oglądam sobie coś, a przychodzi ekspedientka i pyta czego szukam. No to ja, że się rozglądam za tuszem czy tam kredką, o ona zanim zdążę zaprotestować wyciąga i otwiera wszystko, co popadnie i pokazuje mi na swojej ręce kolory. Kiedyś weszłam też do małej drogerii w poszukiwaniu krwistoczerwonego, kremowego lakieru, a pani ekspedientka po moim opisie wyciągnęła spod lady wszystkie czerwienie i powiedziała, żebym rozkręcała buteleczki i sprawdzała na paznokciach, który mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  34. Jeszcze nie tak dawno robiłam wpis o lakierze Catrice i wspominałam o otwieraniu przez pracownicę Natury lakieru bo nie wierzyła, że są nowe pędzelki. ;|

    W tej samej Naturze kupiłam kiedyś tusz ... nawet recenzji nie mogłam zrobić - suchy jak wiór, a paragon wyrzuciłam :(

    My nie otwieramy, ale inne osoby niestety tak. Marzę o tym, żeby w końcu było jak w USA - tusze zalaminowanych opakowaniach.

    OdpowiedzUsuń
  35. masz racje masz duzo racji!!

    OdpowiedzUsuń
  36. W ŻYCIU nie użyłabym maźniętej pomadki, ble ble ble!
    Też strasznie mnie irytują pootwierane kosmetyki. Zawsze sięgam po te z końca "kolejki produktów" z nadzieją, że tamte są nietknięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak robię. Ale bardzo często też przy kasie je otwieram podobnie jak Ty Zoila.

      Usuń
  37. O! To teraz już wiem dlaczego niektóre tusze/podkłady/itp są bez folii wśród innych pozaklejanych... Ja takich nie ruszam z miejsca, ale zastanawiało mnie dlaczego tak jest. ;-) Jak można się tak zachowywać?! Od tego są przecież testery.

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie raz w drogerii takiej jak rossmann natrafiłam na osoby maziające się kosmetykmai z szaf, które nie były testeram. co więcej w jednym z wroclawskich rossmannow jest powieszona taka mala pleksi na lancuszku na ktorej mozna sprawdzic sobie kolor lakieru... :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje się, że to ten Rossmann w Arkadach i szafa Wibo. Jak to zobaczyłam szczęka mi opadła, podziękowałam, odwróciłam się na pięcie i poszłam jak najdalej od tej wystawki :/

      Usuń
  39. Dlatego podoba mi się pomysł w szafie Essence - tam są zdjęcia szczoteczek przy konkretnych tuszach. Zwykle patrzę czy biorę produkt już wymacany. Ostatnio raz nie sprawdziłam i okazało się że kupiłam korektor w sztyfcie z Essence, który jest ułamany w 1/3. Cóż...nie przeszło mi przez myśl, że ktoś go wygrzebie z tekturowego pudełka i go tak zmasakruje :/

    OdpowiedzUsuń
  40. Uważam tak samo, otwieram tylko wtedy, gdy na pewno wezmę dany produkt. Otwieram dlatego, że chcę sprawdzić, czy cokolwiek jest jeszcze w środku, bo kiedyś kupiłam opakowanie plastrów do depilacji. Kupiłam dosłownie opakowanie, bo w środku nie było ani jednego plastra...

    OdpowiedzUsuń
  41. Oooo tak, rozumiem Twój ból!
    Ja lubiłam robić zakupy przez internet, ale ostatnio miałam 2 incydenty ze sklepami allegro, gdzie dwa z kilku kosmetyków były wcześniej otwierane. Już nigdzie nie ma pewności :((((

    OdpowiedzUsuń
  42. A kicha wielka juz w ogole jest otwieranie,gdzie sa testery..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę cię, przecież nawet przedszkolaki wiedzą, że tester jest INNY niż pełnowymiarowy produkt

      Usuń
    2. Otoz to! Ja nie wiem jak to w Polsce wyglada, ale w UK niemal zawsze sa dostepne testery i kolorowki i pielegnacji. A i tak czesto wiadc, ze ktos nie wytrzymal i paluchem sprawdzil pelnowymiarowy produkt.
      Zreszta wpis podnoszacy mi cisnienie, bo dokladnie wczoraj bylam w outlecie kosmetycznym. Mialam ochote na roze w kremie NYX. Na polce 3 testery i 8 produktow, przy czym KAZDY ze sladami paluchow. A fe!

      Usuń
  43. Zoila, czytałam Twoje komentarze pod notką Lusterka Em odnośnie filmiku o otwieranych kosmetykach Essence i stwierdzam, ze absolutnie Cię uwielbiam :D.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
  44. Zgadzam się z tobą. Tylko jeden punkt mi przeszkadza - ekspedientki wpatrujące się w twoje ręce - to jest tak samo denerwujący punkt co otwarty i maźnięty produkt.

    Sytuacja z chińskiego sklepu (półka z lakierami - tanimi oczywiście) a przed nim jakaś klęcząca nastka. Oglądam sobie pólki po kolei i powoli zbliżam się do lakierów. Do schylonej dziewczyny podchodzi jej kumpela i się pyta co robisz. Że jestem już coraz bliżej akcji słyszę i widzę wszystko dokładnie. Owa nastka maluje sobie paznokcie u STÓP (lato, japonki i środek miasta ) i mówi lekko zawstydzona bo już mnie zauważyła "Musze wiedzieć co kupuję, musze sprawdzić. W ogóle to jakiś badziew nie wart swojej ceny (2 zł). Jak oni mogą coś takiego sprzedawac!'. Jej koleżance szczęka opadla, ale pobiegła za kumpelą. A owa nastka wybrała się na miasto w nowym kolorku....

    Tutaj nie ma różnicy czy 2 zł czy 30 zł - macać tester albo po zakupie :) Chociaż słyszałam też o takich ananasach kradnących właśnie testery.... A jeśli chodzi o drogerię - co to za problem załatwić testery kolorówki ?

    OdpowiedzUsuń
  45. Ja ostatnio w biedronce kupiłam peeling borówkowy i tak wzięłam bez otwierania,przychodzę do domu otwieram a tam złotko otwarte,kurdę pomyślałam już więcej nie biorę bez patrzenia:D

    A co do tuszu to się z tobą nie zgadzam, jest szczoteczka jak w przypadku eveline na wierzchu że można sobie zobaczyć,ale jak kupuję tusz to nie będę zaglądać specjalnie do internetu żeby sprawdzić szczoteczkę,a tuszu w ciemno nie będę kupować,nie zawsze planuję zakup kosmetyku, też chcę sprawdzić czy szczoteczka nie nabiera za dużo tuszu ,więc ja się stukać po głowię nie będę,a poza tym to wina sklepów bo tak jak są testery cieni czy podkładów powinny być też np.tuszu,i powinny być wymieniane żeby nie zaschły,mnie też by wkurzyło jak bym kupiła tusz wyschnięty,ale ja nic na to nie poradzę na pewno kosmetyku w ciemno nie będę kupować.
    Tak samo jest w przypadku kredek też muszę sprawdzić czy jest miękka.

    A co do szminek to raczej są testery,ja się jeszcze nie spotkałam żeby szminka pełnowymiarowa była używana,i nie wierzę że ktoś jest taki g....i żeby sprawdzać szminkę w sklepie na ustach ,nawet jeżeli jest to tester,blee dla mnie to już jest dziwaczne,ja sobie tego nie wyobrażam,przecież większość normalnych osób sprawdza szminkę na ręcę a wiadomo na ręce są zarazki,i ja sobie nie wyobrażam żeby potem ktoś wziął i malował nią usta.

    Tak jak z antyprespirantami,u mnie ekspedientka widzi jak ktoś ich używa to od razu dostaję opier....,i tez tego nie rozumie przecież zapach też trzeba sprawdzić,przecież w ciemno nie będę kupować to już wina firm a nie nas,i nie wiem jak można kupić kosmetyk bez sprawdzenia,no chyba że ma się w brud pieniędzy,żeby wrócić po nowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że chcesz sprawdzić szczotkę tuszu przed zakupem, ale zastanów się. Sama piszesz, że też wolisz nieruszane. Weźmiesz tusz, otworzysz, stwierdzisz, że ci nie odpowiada i odłożysz. I od tego czasu biegnie termin przydatności do użycia. Wyobraź sobie, że tusz leży przez 6 miesięcy i po tym czasie ktoś kupuje takiego suchara. Gdybyś to była ty chyba nie byłabyś zachwycona. Natomiast zgodzę się, że produkty powinny mieć testery, o co powinien zadbać sklep.

      Usuń
  46. No właśnie. Z tymi testerami to też u nas nie za kolorowo jeśli chodzi o zwykłe drogerie. Ale co prawda to prawda - nie rób drugiemu co tobie nie miłe. ;)

    OdpowiedzUsuń
  47. Podpisuje sie pod tym obiema rekami i nogami :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Popieram, bardzo fajnie, że poruszyłaś ten temat... Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Święta prawda. Nic nie usprawiedliwia macania, kiedy są testery, a jeśli testery akurat "wyszły", to tylko strata drogerii, bo pójdę do takiej, gdzie są, i kupię po przetestowaniu. Tylko że testery są praktycznie tylko w kolorówce, a co z pielęgnacją? Jak ja mam kupić żel pod prysznic nie wiedząc, jak pachnie, albo balsam nie wiedząc, jaką ma smarowność? ;) Dla mnie zapach żelu i konsystencja balsamu są bardzo ważne, już tyle razy coś kupiłam, a potem zużywałam w mękach, bo było nie takie, jak lubię... Albo płyn do płukania tkanin, nie chcę, żeby mi potem całe pranie śmierdziało, a jak mam sprawdzić zapach przed zakupem? Bez sensu, chyba żaden sklep (jeśli się mylę, oświećcie mnie, będę w siódmym niebie :), chodzi mi o drogerie/supermarkety z produktami różnych firm, a nie np. sklepy firmowe Yves Rocher, bo oni chyba nawet mają testery) nie oferuje testerów z pielęgnacji, naprawdę czasem sama mam ochotę pomacać sobie balsam/otworzyć i powąchać żel. Nie robię tego, żeby nie czynić drugiemu, ale brak testerów to jest naprawdę skandal. Uff, no to teraz ja wylałam żale. A Ty masz 100% racji. Rzeczywiście, to jak ugryziony batonik, a batonów nikt przecież nie gryzie (chyba...). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Testery do pielęgnacji wdziałam niestety tylko w The Body Shop- i tak powinno być. Polskie sklepy nie dbają do klienta.

      Usuń
    2. Ano wygląda na to, że nie dbają. :/
      W Azji w niektórych supermarketach widziałam jakby próbki zapachowe? taka mała buteleczka, którą można było tylko powąchać - przy płynach do płukania tkanin, żeby klient mógł sprawdzić zapach, a raz nawet powieszone na półkach pojedyncze, ładnie zafoliowane podpaski (!) dla zobrazowania rozmiaru i kształtu różnych, ekhm, modeli... To dopiero był czad. :)

      Usuń
    3. Ja się tam chyba przeprowadzę...

      Usuń
    4. te podpaski już kawał czasu temu przywędrowały i do nas :) Niestety nie wszędzie, ale w hipermarketach w moim mieście taki widok to standard. Wielkie dzięki dla kogoś, kto to wymyślił, bo widok sterty pootwieranych opakowań i podpasek porozrzucanych na półkach był naprawdę nie do opisania..

      Usuń
    5. moja wypowiedź dotyczyła kwestii poruszonej przez - Laura.
      :)

      Usuń
  50. niestety kazdemu sie to zdarza, swietna notka :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Zgadzam się w stu procentach - jak ostatnio szukałam cienia w kremie Catrice, znalazłam tylko jedno pudełeczko na siedem(!) bez rozerwanej naklejki zabezpieczajacej.
    Dziękuję, ale jak ktoś pomaca podotyka lub wypróbuje jakiś kosmetyk, ja go nie kupię. Nie i koniec.
    Używane kosmetyki mogę mieć z wymianki, nie ze sklepu.

    OdpowiedzUsuń
  52. Wstrząsnęłaś mną!! Ja właśnie byłam takim macanym klientem:D (wow dwuznacznie to brzmi:D) Ale od dziś będę się pilnować:D obiecuje:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze? Gdybym była macantem to wstyd by mi się było przyznać do tego pod takim postem jak ten... Pewnych nawyków czasami zmienić nie można, ale chociaż może będziesz jedną nawróconą ;))

      Usuń
  53. Zoila ja się w pełni zgadzam z Tobą i popieram apel o wzajemny szacunek . Też nie tykam produktów i tego samego bym sobie życzyła od innych, ale ciężko z tym u nas. Chyba taka mentalność :|

    Nagrywanie liczydłem mnie rozwaliło na łopatki :) To taki off odnośnie wpisu u Em :)) Teksty masz nie z tej ziemi :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Zgadzam się !!!
    Nie powinno tak być , uwielbiam twoje posty są bardzo interesujące oraz wciągające , wiec z przyjemnością dodaje oraz obserwuje .
    Zapraszam do mnie <3 Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  55. Och, w Naturze "macanie" to niestety codzienność... Kilka lat temu chciałam być uczciwa i kupiłam korektor bez otwierania, zapłaciłam, a w domu odkryłam, że po korektorze nie ma śladu! ułamany był albo wyużyty do końca... strasznie mi było wtedy przykro, zwłaszcza, że jak na moje ówczesne fundusze to był spory wydatek. Teraz macane kosmetyki widuję głównie w zakładce "końcówki kolekcji". Co chcę zobaczyć, to wszystko macane... Ale ryzykuję. Na razie jeszcze nic na mnie nie padło, ale nie wiem jak długo... Cała frajda z "pierwszego razu" z kosmetykiem zostaje odebrana. Mam wrażenie, że w mojej kosmetyczce pojawił się kosmetyk, a nie nowość...
    Och. I oto dylemat - z jednej strony chcesz być fair i nie otwierać, a z drugiej strony jeśli nie sprawdzisz to kupujesz kota w worku, albo nawet sam worek, bo kota ktoś zużył.

    OdpowiedzUsuń
  56. Dlatego najlepszą opcją są testery i nie byłoby problemu ;/


    Pozdrawiam,
    A.
    2bigcitylifes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  57. Nie odkręcam, nie wącham pełnowartościowych produktów. Od tego są testery. Uważam iż KAŻDY kosmetyk powiniem mieć tester albo po prostu jeden egzemplarz po prostu "poświęcony" do wąchania, obejrzenia.

    OdpowiedzUsuń
  58. masz 100% racji. Ostatnio kupiłam korektor do lakieru do paznokci i (sic!) okazało się że był suchy! A niby folijka była, jednak po głębszych oględzinach okazało się, że była nasunięta z powrotem. Wściekłam się. Co z tym zrobimy? Już ja coś wymyślę!

    OdpowiedzUsuń
  59. Święta racja.
    Nic mnie tak nie irytuje jak otwarte kosmetyki w sklepie.


    dodaje do obserwowanych.

    OdpowiedzUsuń
  60. o matko masakra :) jak to czytam i myślę o tym to aż mnie krew zalewa..

    OdpowiedzUsuń
  61. W pełni się zgadzam, też tego nie cierpię. Ostatnio chciałam kupić korektor Golden Rose, pani mi pokazuje, a one wszystkie były mazane. Przecież od tego są testery! Nie kupiłam, bo nie mam zamiaru używać czegoś co macał nie wiadomo kto. A właśnie często jest tak, że same ekspedientki "testują na ręce" aby pokazać klientowi.

    OdpowiedzUsuń
  62. Zgadzam się! Dziewczyny szanujmy się. Moim sposobem na pewność, że nie kupuję zmacanego, do połowy zużytego produktu jest odkręcenie go w momencie, kiedy już jestem na niego zdecydowana i wkładam do koszyka. Dla pewności, że nikt wcześniej nie zrobił sobie testera z mojego (już za parę chwil) kosmetyku.

    OdpowiedzUsuń
  63. Podpisuję się rękami i nogami! Najbardziej mnie wkurzają ekspedientki w Naturze w mojej miejscowości. Siedzą na zapleczu, a przy mnie baba sobie usta maluje błyszczykiem koło którego tester leży! Miałam odruch zdzielenia jej torebką przez łeb :/

    OdpowiedzUsuń
  64. Nie lubię macać ani kupować rzeczy przez kogoś macane. Nieraz jak podchodzę do jakiejś szafy to widzę tylko jeden wielki syf. Produkty na sprzedaż pootwierane, pudry i cienie pomacane przyglądam się bardziej a testery nie ruszone! Po prostu ręce opadają. A w jednym z Rossmannów widziałam nawet doczepili przeźroczystą folię aby można było na niej kolor lakieru sprawdzić. Folia oczywiście caluteńka była w kolorach tęczy a nawet bardziej. Wrrrr...

    OdpowiedzUsuń
  65. Ha, a ja się raz spotkałam ze zwróceniem uwagi klientce macającej essence w Naturze!



    Tylko najpierw zwróciłam sama uwagę stojącej obok ekspedientce bo inaczej chyba by nie zareagowała, no ale ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Na pytania odpowiem pod notką, w której zostały zadane.
Miłej zabawy :)!

Wszelkich spamerów proszę o opuszczenie tej strony. Nie, nie obserwujemy.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...