Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

piątek, 30 września 2011

W malinowym chruśniaku... Paese Milky Lips 605

Od lat uparcie twierdzę, że nie przepadam za błyszczykami. Jednak zawsze mam co najmniej jeden w kosmetyczce....

Gdy zaczęłam czytać zachwyty nad Milky Lips od Paese prawie spadłam z krzesła. Błyszczyk działający jak balsam? Taka fanka mazideł do ust, jak ja nie mogła odpuścić tego kosmetyku. Mój entuzjazm ostudziła trochę paleta kolorów- kilka mlecznych róży, malina, koral i 2 brązy. Wydawało mi się, że niczego dla siebie nie znajdę. Kiedy jednak złapałam w łapy kolor 605, nie potrafiłam już go wypuścić.

Zacznę może od dostępności. Jejku, ile ja się tego naszukałam. W wielu drogeriach nie słyszeli nawet o firmie Paese, a konsultantki początkowo nie mogłam znaleźć. Przypadkiem w hali kupców niedaleko mojego domu wpadłam po jakiś drobiazg do drogerii. A tam przy ladzie- cały, pełniuśki stand Paese. Prawie zakwiczałam z radości. I tak oto stałam się dumną posiadaczką błyszczyku Milky Lips.

Od czego by tu zacząć? Hm, może od opakowania. Proste, kanciaste, solidnie wykonane. Lubię minimalizm, dlatego odpowiada mi jego prostota. Opakowanie jest podobne do opakowania błyszczyku Vipery Sweet&Wet. Różnią się chyba tylko aplikatorami. Aplikator w błyszczyku Paese jest dość mały, co bardzo mi, jako wąskoustej, odpowiada.



Skoro w małym skrócie załatwiłam sprawę wyglądu zewnętrznego, to teraz mogę zająć się sprawą najważniejszą (no, prawie), czyli kolorem. Moim zdaniem jest śliczny, uwielbiam malinę. Dobrze czuję się w tym kolorze na ustach. Choć błyszczyk w opakowaniu wydaje się bardzo ciemny, na ustach jest półtransparentny. 


Błyszczyk ma dość mocny połysk. Spotkałam się nawet z opinią, że daje efekt "dziuni". Mnie w tym kolorze ten połysk aż tak nie przeszkadza, ale przy tych jaśniutkich różach, jakie oferuje Paese może nie wyglądać zbyt ciekawie.

Milky Lips jest dość gęsty. Nie ma tępej, ciągnącej się konsystencji, ale jest bardziej treściwy niż np. błyszczyki XXL Essence. Trzeba go dość dokładnie rozprowadzać Podoba mi się ta "gęstość", bo dzięki temu błyszczyk nie wylewa się poza kontur ust. Nie skleja kącików.

Na plus muszę też policzyć zapach i smak- słodki, przypominający malinowy kisiel.

Wisienką na torcie jest działanie pielęgnacyjne. Błyszczyk świetnie nawilża usta, z powodzeniem zastępuje balsam. Oczywiście nie sprawdzi się przy spierzchniętych ustach, nie ma się co czarować- tu pomogą jedynie bezbarwne balsamy.

A trwałość? Całkiem przyzwoicie, jak na błyszczyk, bo nawet do 3 godzin.

Minusy? Dostępność. W sklepach stacjonarnych o niego ciężko, można szukać konsultantek lub szperać na Allegro.

Jest to z pewnością  jeden z moich ulubionych produktów do ust. Piękny kolor, działanie pielęgnacyjne, niezła trwałość- jak dla mnie super.

Cena: 13-18 zł/6 ml
Dostępność: konsultantki, Allegro, jeżeli chodzi o Wrocław- Drogeria Żaczek, Hala Kupców Perła
Ocena: 5/5

środa, 28 września 2011

Burżujskie oczyszczanie za grosik. Bourjois Woda micelarna do demakijażu

O marce Bourjois słyszał chyba każdy. Wielokrotnie czytałam zachwyty nad ich różami czy podkładami. Niestety ich ceny przekraczają mój skromny, studencki budżet...

Kiedy pojawiły się zachwyty nad wodą micelarną Bourjois zapiszczałam ze szczęścia... Wszem i wobec porównywano ją z Biodermą (która notabene w mojej aptece kosztuje 66 zł). Zaraz jednak przypomniałam sobie, jakie marka Bourjois ma ceny. Tym większe było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że płyn kosztuje zaledwie 15 zł. Czym prędzej wykończyłam swój micel AA (którego nie polecam, ze względu na klejącą warstwę, jaką zostawia).

Ta woda jest naprawdę genialna. Nie miałam jeszcze tak dobrego specyfiku do demakijażu. Jak dla mnie to produkt z samymi plusami :)

+ jest wydajna- jeden (góra dwa- zależy czego tam sobie naciapię) nasączony płatek wystarcza mi na zmycie twarzy, drugi na oczy
+ nie podrażnia
+ nie wysusza
+ nie zostawia klejącej warstwy
+ nie pieni się (jak micel z AA)
+ przyjemne opakowanie- dzięki kuleczce nie trzeba sobie łamać paznokci
+ dobrze zmywa- nie muszę intensywnie pocierać żeby usunąć resztki podkładu

Na minus można mu policzyć zapach- taki chlor z pudrem. Na szczęście jest delikatny i szybko się ulatnia.
Spośród wszystkich mleczek i płynów, które używałam ta woda jak na razie jest najlepsza.

Skład: Aqua, Glycerin, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Poloxamer 184, Coco-Glucoside, Phenoxyethanol, Tetrasodium Edta, Sodium Methylparaben, Citric Acid, Propylene Glycol, Bht, Nymphaea Alba Root Extract


A wy co polecacie do demakijażu?


Cena: 15 zł/250 ml
Dostępność: Drogerie Rossmann
Ocena: 5/5

poniedziałek, 26 września 2011

Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra. Maybelline Color Stiletto Gold Aura

Moje niebieskie tęczówki kochają złoty kolor. Ja sama trochę mniej, dlatego rzadko kupuję coś w tym kolorze. Kiedy jednak trafiłam na zestaw Maybelline tusz Lash Stiletto+kredka (?) Gold Aura nie wahałam się długo.

Może zacznę od tego, że mam problem z zakwalifikowaniem tego produktu? Kredka czy cień? Teoretycznie napisali na opakowaniu "Accenting Cream Eyeshadow", co sugerowałoby cień, jednak mam pewne wątpliwości. Z pewnością nie nadaje się na całą powiekę. Do "akcentowania" też nie bardzo. To coś jest twarde, suche i można sobie wzorcowo wcisnąć oko- trzeba mocno pocierać, żeby jakaś cząstka koloru została na powiece. Kreskę też się "tym" średnio robi- chyba, że taką grubości parówki. W dodatku cholerstwo jest bardzo trwałe- trzyma się na oku cały dzień, a z ręki nie schodzi po lekkim przetarciu.

Nie mam pojęcia, jak to to zużyć. Poza kolorem i trwałością nic mi się nie podoba. Jak ktoś ma pomysł co mogę z tym czymś zrobić- niech pisze. Inaczej ozdobię tym kartki świąteczne.


Cena: Wizaż podaje 4 dolary za 5 g, ja w Pepco kupiłam z tuszem za 15 zł
Dostępność: nie widziałam w regularnej sprzedaży w drogeriach
Ocena: 3/5

niedziela, 25 września 2011

Bubel(lo bum bum)! Eveline Orchidea i Kokos Nawilżający balsam do skóry normalnej

Nienawidzę marnotrawstwa. Zazwyczaj każdy kosmetyk, nawet najgorszy staram się zużyć do końca. Ten balsam będzie chyba jedynym wyjątkiem w mojej karierze, bo po napisaniu recenzji zakończy swój żywot w koszu.

Takiego bubla jak balsam Eveline Orchidea&Kokos nie kupiłam chyba nigdy. Jedyne co mi się w nim podoba to praktyczne opakowanie i stosunek ceny do pojemności (za pół litra balsamu płacimy coś koło 16 zł). I na tym kończą się jego dobre strony.

Gdybym miała napisać co obiecuje producent to prawdopodobnie zabrakło by mi miejsca na moje wynurzenia. Krawaty wiąże i przerywa ciąże. Kto chce poczytać- wrzucam zdjęcie.

Dlaczego jest to jeden z najgorszych balsamów, z jakimi się spotkałam (równać się z nim może tylko owsiany balsam Avon)?

1. ZAPACH- wyjątkowo nietrafione połączenie. Lubię zapach storczyków i zapach kokosa, ale razem nie wypadają najlepiej. Zapach jest mdły, bardziej przypomina kokosowe popłuczyny z orchideową nutą. Koszmar.

2. NAWILŻENIE- chyba musiałabym się nacierać nim cały czas, żeby skóra była nawilżona. Wystarczy, że zrobię jeden dzień przerwy, a skóra przypomina papier ścierny.

3. WCHŁANIANIE- balsam zostawia lepiącą warstwę, słabo się wchłania i (!!!!) zostawia białe mazy na ubraniach.

4. KOSZMAR PO DEPILACJI- z czymś takim się jeszcze nie spotkałam, naprawdę. Nie nadaje się do stosowania po depilacji- PIECZE!

TRAGEDIA!

Obiecanki cacanki, a głupiemu radość


Cena: ok. 15 zł/500 ml
Dostępność: Rossmann, Natura, markety i gdziekolwiek się spojrzy
Ocena: 1,5/5

sobota, 24 września 2011

Cud nude. Essence Lipstick In the nude


Zdjęcie z www.essence.eu
Lubię przeglądać nowe trendy. Co prawda rzadko z nich korzystam, ale często się nimi zachwycam.

Kiedy kilka lat temu zapanowała moda na usta nude, złapałam się za głowę. Kto normalny lubi malować usta korektorem? Jak ktoś stawia na naturalność to niech posmaruje usta pomadką ochronną i styknie.

Do trendu nude przekonywałam się stopniowo. Zawsze lubiłam jakieś takie beżobrązy, ale bez szału. Nawet teraz nie szaleję za nude i nie wypruwam sobie flaków za kolejny odcień beżowej pomadki.

Z nude zaprzyjaźniłam się bardziej po zakupie błyszczyka Essence Nude Kiss. Choć drobinek w nim urodzaj to na ustach wyglądał naprawdę delikatnie i dziewczęca. I tak już poszło...

Gdy zobaczyłam zapowiedzi nowych pomadek Essence zachorowałam na All about cupcake. Niestety słodki różyk nie bardzo do mnie pasował i źle się w nim czułam. A że muszę mieć jakiś obiekt westchnień padło na In the nude.

Bardzo podoba mi się ten kolor- taki półtransparentny beż z maleńką domieszką różu. Można stopniować krycie. Na szczęście nie ma drobinek.

Pomadka ma bardzo lekką, kremową konsystencję. Jest miękka, ale nie ciapowata. Za to naprawdę duży plus.

Podoba mi się też zapach pomadki- taki słodki, jakby karmelowy (poprzednia wersja pomadek Essence pachniała bardziej owocowo)

O ile do koloru nie mam większych zastrzeżeń to muszę przyczepić się do jego trwałości. No cóż, pomadki Essence trwałością nie grzeszą. Góra godzina- to ich żywotność na ustach.


Podoba wam się nude na ustach? Dobrze czujecie się w takich odcieniach? 


Cena: 8,99/4g
Dostępność: Drogerie Natura, Douglas
Ocena: 3,5/5

piątek, 23 września 2011

Lakierowi ulubieńcy jesieni

Coś ostatnio lakierowo się u mnie zrobiło...

Dziś chcę zaprezentować lakiery, które zamierzam ukochać na jesień.
  • Rimmel Lycra Pro 330 Red Obssesion- piękna, głęboka, klasyczna czerwień. Dla mnie absolutny must have na każdą porę roku
  • Vipera Jumpy 167- uwielbiam szarości... Czasem łapię się na tym, że od stóp do głów jestem ubrana i pomalowana na szaro. Dlatego tego koloru nie mogło tu zabraknąć.
  • MIYO Nailed It! 07 Suede- wrzosowy kolor, w którym ostatnimi czasy jestem zakochana KLIK
  • Essence Into the wild Zulu- czyli tzw. "grzybek". W tym roku zamierzam go potraktować lakiem nadającym połysk.
  • Celia Cafe 25 Latte- o którym pisałam już wcześniej KLIK
A wy macie już jakichś ulubieńców? Jakimi kolorami będziecie malować paznokcie tej jesieni?

środa, 21 września 2011

Zmywak na Copacabanie. BeBeauty Spa Brazylia ujędrniające masło do ciała

Coś nie chciało się ładnie ułożyć do zdjęcia

Gdy Biedronka wypuściła drugą część gazetki urodowej, przejrzałam ją bez zbytniego podniecenia i niemal z miejsca o niej zapomniałam.

O masłach i ich cudownym działaniu rozpisywały się dziewczyny z wątku Biedronki. Czym prędzej poleciałam (ach, ten owczy pęd) i złapałam Brazylię. Dlaczego? Nie będę ukrywała, że najsilniejszym wabikiem była obietnica ujędrnienia...

Zacznę od opakowania. Okrągłe z dość wytrzymałego plastiku. Proste aż do bólu. Co prawda trochę ciężko je otworzyć śliskimi dłońmi, ale to nie jest najważniejsze.

Nie rozumiem, czemu ten produkt (i w ogóle tego typu produkty, czyli ciut bardziej treściwe balsamy w słoiczkach) nazywa się szumnie "masłem". Mnie masła on nie przypomina. Ma konsystencję skoncentrowanego balsamy, jest bardzo gęsty. Zostawia tłustawą warstwę, która w zależności od pogody ma różny czas wchłaniania. Już wyjaśniam o co mi chodzi. Gdy kupiłam ten produkt, temperatura oscylowała koło 30 kresek. Po nasmarowaniu się tym "masłem" nie mogłam usiedzieć z założoną noga na nogę- bo po prostu noga zjeżdżała :D. Przy upałach wchłaniało się około pół godziny. Teraz, jak się trochę ochłodziło, wystarczy 10 minut.

Wiele osób skarży się na zapach wariantu Brazylia. Kiedy pierwszy raz powąchałam masło przypomniał mi się kremowy mus matujący Lirene (pachnie jabłkami). Brazylia pachnie dość podobnie do musu Lirene, ale ma cytrynowe nuty. Mnie ten zapach kojarzy się z proszkiem do szorowania garnków.

Co do działania "właściwego"... Szału nie ma. Nawilża przyzwoicie, ale nie poradzi sobie z bardzo suchą skórą. Ujędrnienie? Hm, nie zauważyłam.


Skład: Aqua, Glycerin, Isopropyl Myristate, Ceterayl Alcohol (and) Ceteareth-20, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Butylospermum Parkii (Shea Butter), Cetearyl Alcohol, Cyclomethicone, Parfum, Cymbopogon Schoenanthus Extract, Paullinia Cupana Seed Extract, Propylene Glycol, Sosium Acrylate/Acrylodimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane Polysorbate 80, Carborner, Sodium Hydroxide, Titanium Dioxide, Tetrasodium EDTA, Sodium Citrate, Citric Acid, Sodium Polyacryltate, Parfum,Geraniol, Citronellol, Limonene, Butylphenyl Methylpropional, Methylparaben Propylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Cl 4005, Cl 16255

Cena: ok. 8 zł/200 ml
Dostępność: Biedronka
Ocena: 3/5

poniedziałek, 19 września 2011

Spacerując po wrzosowiskach. MIYO Nailed it! 07 Suede


Uwielbiam fiolet. Dobrze się w nim czuję, dlatego często noszę rzeczy w tym kolorze. Nie mam szczęścia do makijażu w tym kolorze, ale pozwalam sobie często na fioletowe paznokcie.

Gdy we wrocławskim Feniksie dopadłam do szafy MIYO nie wiem kiedy znalazł się w mojej dłoni lakier Suede... Kolor jak na zamówienie, bo o taki odcieniu fioletu, wrzosowym czy jak kto tam woli marzyłam od dawna. Nie rozumiem nazwy tego lakieru- "suede" oznacza zamsz. Nie widziałam nigdy zamszu w takim kolorze, a bardzo chętnie przygarnęłabym buty w takim odcieniu.

Buteleczka jest prosta (podobna trochę do lakierów Wibo Express Growth) bez żadnych udziwnień. Pędzelek jest dość wąski- niewiele szerszy od pędzelka w lakierach Celia Cafe, dlatego z pewnością nie przypadnie do gustu wielbicielkom szerokich pędzli.

Lakier jest dość rzadki. Trzeba nim dokładnie i bardzo uważnie pokrywać płytkę paznokcia, bo bardzo łatwo zrobić sobie prześwity. Dwie porządnie pomalowane warstwy wystarczą dla pełnego krycia.

Minusem jest trwałość- końcówki ścierają się już na drugi dzień.

Lakiery MIYO mają naprawdę swietne kolory i są tanie. Co prawda nie grzeszą trwałością, ale zawsze można je wspomóc utwardzaczem.

Cena: 5 zł/8 ml
Dostępność: Sprawdź TU
Ocena: 3,5/5

niedziela, 18 września 2011

Rozświetlenie w cenie? Być jak Cullenowie. Revlon PhotoReady 004 Nude

Zdjęcie pochodzi z:
www.revlon.com
Odkąd moja piękna i nieskazitelna cera zaczęła wyglądać jakbym przejechała po niej kombajnem wpadłam w popłoch. Na gwałt zaczęłam szukać dobrego podkładu. A, że wymagania mam duże, a budżet studencki ciężko znaleźć mi ten "jedyny".

Revlon PhotoReady jest kolejnym przystankiem na drodze do poszukiwania podkładu idealnego.

Może zacznę od tego co najbardziej mi się nie podoba. Od koloru. Niestety nie trafiłam z nim, odcień 004 Nude jest odcieniem dość ciemnym. mogę go używać wyłącznie wtedy, gdy się opalę- czyli w lecie. I może byłabym z tego faktu zadowolona, a sam podkład zostałby moim ulubieńcem, gdyby nie jedna, dyskwalifikująca go w moich oczach cecha. Otóż Revlon upchał do podkładu drobinki. Są one niewidoczne w cieniu, ale przy słońcu czy ostrzejszym świetle- uuuuu, efekt ciut ciemniejszej siostry Edwarda Cullena gwarantowana. Dziękuję, postoję.

Naprawdę żałuję, że podkład ma drobinki, bo pod względem krycia i matowienia jest naprawdę bardzo dobry. Świetnie kryje rozszerzone pory, nie uwidacznia ich. Pokrywa rozmaitej maści zaczerwieniania. Przy dużych kraterach potrzebuje wsparcia korektora, ale nie znam podkładu, który nie potrzebuje przy nich małego wsparcia. Bardzo dobrze matuje- bez przypudrowania około 4-5 godzin. Ponadto jest trwały- jak naciapię sobie go rano, tak w trwa do wieczora aż go zmyję.



Dużym plusem jest też to, że wygląda na twarzy naturalnie, a nie jak maska (dopóki nie wyjdziemy na słońce i nie zaczniemy świecić).

Na plus można mu także zaliczyć wysoki filtr. SPF 20 to całkiem sporo. Czytałam, że kosmetyki z wyższym filtrem źle się rozprowadzają- w tym przypadku nie ma żadnego problemu.

Istotne jest też opakowanie- ma dozownik ku uciesze wszystkich zniechęconych do produktów Revlona dziurą w Colorstay.

Nie jest to mój ulubiony podkład, drobinki go niestety dyskwalifikują w moich oczach.

Cena: ok. 70 zł (40 zł-Allegro)/35 ml
Dostępność: Drogerie Douglas, Allegro, można też sprawdzić tu
Ocena: 3,5/5

Lekka paletka. Sensique Glamour Palette 103 i 105

Nie przepadam za paletkami cieni. Rzadko jest bowiem tak, że podoba mi się więcej niż jeden cień z każdej paletki. Czasem jest jednak tak, że chęć kupienia sobie czegokolwiek zwycięża i wracam do domu z kolejnym niezbyt potrzebnym zestawieniem kolorystycznym.

Dziś pomarudzę trochę na temat paletek cieni Sensique, produkowanych dla Drogerii Natura przez firmę Hean (ich paletkę też mam i jestem całkowicie zakochana.

Paletki dostępne w Naturach składają się z 4 cieni. Do wyboru mamy osiem zestawień kolorystycznych- od takich grzecznych z beżami po pauzie zielenie, żółcie i błękity. Mam dwie paletki, które kolejno przedstawię.

103, czyli dziennie codziennie
Paletka składa się z 3 perłowych cieni i jednego matowego.
  • perłowa wanilia
  • matowy czekoladowy brąz- mój faworyt, często ląduje w makijażach nie tylko z udziałem tej paletki
  • perłowy ciemny róż
  • perłowy jasny róż
Przyjemne kolory, w sam raz do dziennego makijażu. Trochę szkoda, że w paletce są praktycznie same perły- średnio przepadam za tego typu wykończeniem.

Ponadto pigmentacja pozostawia wiele do życzenia- na oku ciężko odróżnić wanilię od jasnego różu. Nie da się nimi wyczarować bardziej wyrazistego makijażu. Najlepiej napigmentowany jest najciemniejszy cień.

105, czyli co wy wiecie o fiolecie?
Tutaj mamy same perły:
  • jasny fiolet
  • ciemny fiolet
  • jasny róż (prawie biały na oku)
  • buraczek :D


Tutaj pierwsze trzy kolory są praktycznie bez wyrazu. Pigmentacja również średnia, najlepiej prezentuje się buraczkowy cień. Nie jestem zadowolona z tej paletki, nie pasują mi perłowe fiolety, wyglądam w nich jak ciotka-klotka. Może zielonookim ta paletka przypadnie do gustu, choć wątpię- Te kolory są po prostu niemrawe.

Cała reszta

Trwałość: 2 godziny bez bazy
Aplikator: jest, tandetna rozwalająca się gąbeczka
Osypywanie: odrobinę






Nie jestem zbytnio zadowolona z tych paletek i raczej już ich nie kupię. Miałyście cienie tej firmy? Polecacie?

Cena: 7,99/10 g
Dostępność: Drogerie Natura
Ocena: 3-3,5/5

sobota, 17 września 2011

Od stóp do głów, czyli oswajamy granat.

Przeglądając rozmaite portale i wasze blogi zauważyłam, że dość często przewija się w nich kolor granatowy. Czyżby granat miał być hitem tej jesieni?

Chciałabym dziś pokazać granatowe kosmetyki kolorowe z tanich firm, które nie zrujnują portfela- co nie tyczy się ostatniego kosmetyku, ale o tym za chwilkę :).

Oczy:

1. Kredki- tu udało znaleźć mi się dwie- jedną z firmy Bell, drugą z Miss Sporty
zdjęcie pochodzi z www.bell.com.pl
Cena: ok.9 zł

zdjęcie pochodzi z www.jolyndirect.co.uk
Cena: ok. 8 zł
2. Cień- oczywiście nie sztuką jest znalezienie odpowiedniego koloru w Inglocie czy MACu. Ja wybrałam dla was granat z My Secret, dostępny w drogeriach Natura.
My Secret Matt Eyeshadow 509
cena: 5,99
3. Tusz do rzęs 
Kiedyś prawie wszystkie firmy kosmetyczne miały w swojej ofercie 3 warianty kolorystyczne- czerń, brąz i granat (wystarczy przejrzeć katalogi Avon, sprzed 3 lat). Teraz problemem jest znalezienie brązowego tuszu, a o granacie często można zapomnieć. Na przeciw oczekiwaniom klientek, które marzą o kolorowych tuszach wyszła firma Golden Rose. W jej asortymencie możemy znaleźć zarówno granat, jak i śliwkę czy zieleń. Ostatnio o tych tuszach pisała Zzielona

Zdjęcie z www.goldenrose.pl
Cena: ok. 12 zł
 
Paznokcie:

Wydawałoby się, że tutaj sprawa jest najprostsza. Przecież mamy tysiące rozmaitych lakierów do paznokci w rożnych odcieniach niebieskiego. Jednak ta mnogość często jest złudna i niełatwo znaleźć odpowiadający nam kolor. 

Zdjęcie z ados.pl
Cena: ok. 6 zł
Ados Extra Long Lasting 566- najpiękniejszy odcień granatowego lakieru do paznokci, jaki udało mi się znaleźć. Jak wygląda na paznokciach? Zapraszam do aliczkii


Zdjęcie z facebook.com/GoldenRosePolska
Cena: ok 8 zł

Zdjęcie z bell.com.pl
Cena: ok. 12 zł
Zdjęcie z viperasklep.pl
Cena: ok. 4 zł

Zdjęcie z viperasklep.pl
cena: ok. 8 zł

Ciekawe lakiery z Vipery. Oba są określone przez producenta jako granatowe, a jak widać różnią się diametralnie :).

Usta

Jak od stóp do głów to w moim mini zestawieniu nie mogło zabraknąć granatowej pomadki. Co prawda nie mam zielonego (ups, granatowego) pojęcia, gdzie poza teatrem lub balem maskowym mogłaby znaleźć zastosowanie, ale jak mus to mus. Znalazłam jedną jedyną pomadkę w tym kolorze wyprodukowaną przez firmę Illamasqua. Cudo kosztuje około 16 funtów, więc trochę sporo. Pofarbowanie ust lizakiem Chupa Chups wyjdzie taniej (produkują w ogóle jeszcze te barwiące?).
Zdjęcie z illamasqua.com

Ubolewam nad tym, że nie udało mi się znaleźć granatowego brązera i różu :D:D.
A tak na serio: podoba się wam granat w makijażu? Widzicie się w tym kolorze? 

***
Zostałam otagowana przez Na Krawędzi. Bardzo dziękuję, postaram się szybko odpowiedzieć na tag :).

piątek, 16 września 2011

Węglem malowane? Essence Zestaw do stylizacji brwi

Zdjęcie pochodzi z
www.essence.eu
Kiedy oglądam zdjęcia makijaży oka w internecie zwracam uwagę na każdy detal- idealne kreski, pięknie roztarte cienie, dobrze wytuszowane rzęsy, podkreślone brwi. Mój makijaż można uznać za bardzo prymitywny, ale że jestem ambitna to postanowiłam się podszkolić.

Moje brwi wołają o pomstę do nieba- każda w inną mańkę, ta grubsza, ta chudsza, ta z łukiem, ta prosta... I w dodatku nie należą do zbyt ciemnych, można by właściwie powiedzieć, że są niewidoczne.

Zdecydowałam się na zestaw do brwi Essence, bo chciałam jakoś podkreślić swoje nie najpiękniejsze brwi. Henny się boję- znając moje zdolności do wpadania w tarapaty pewnie zostałabym bez brwi w ogóle. A taka kasetka cieni krzywdy przecież nie zrobi.

Do rzeczy. Zacznę od minusów, żeby ulać sobie trochę kwasu. Cudo do stylizacji brwi zamknięte jest chyba w najgorszym opakowaniu, jakie w życiu widziałam. Zamiast zrobić z tego kasetkę jak na zwykłe cienie, Essence włożyło zestaw do okrągławego czegoś ze zdejmowanym bokiem. To zdejmowane bardzo ochoczo zdejmuje się samo i bardzo lubi gubić w kosmetyczce.
Druga beznadziejną rzeczą w tym zestawie jest skośnie ścięty pędzelek (który, Bogu dzięki, zgubiłam). Twarde to to i do niczego nie potrzebne.
Co mi się jeszcze nie podoba? Nie zaliczę tego na jakiś duży minus, ale bardzo nie leżą mi dołączone do zestawu szablony. Znacie kogoś o taki brwiach, jak te z szablonu? Bo ja nie.


A teraz będę już miła, obiecuję.
Jeżeli chodzi o same cienie (czy też, jak to określa na stronie producent pudry) to jestem naprawdę zadowolona. Są bardzo dobrej jakości. Świetnie napigmentowane, bardzo dobrze się nakładają i długo utrzymują. Nie uzyska się nimi bardzo mocnego podkreślenia, ale brwi wyglądają naturalnie i ładnie. Mają ponadto bardzo przyjemną "konsystencję"- są takie bardziej jedwabiste niż zwykłe cienie do powiek.
Na górze: ciemniejszy
Na dole: jaśniejszy

Czy polecam? Zdecydowanie. Mimo tandetnej otoczki, "produkt właściwy" broni się prawie na piątkę.

Cena: ok. 10 zł
Dostępność: Drogerie Natura, Douglas z szafami Essence
Ocena: 4,5/5

P.S. Jeżeli możecie i chcecie to wspomóżcie mnie w wizażowym konkursie :). KLIK

czwartek, 15 września 2011

Denim Love, czyli jesienne nowości My Secret

Bardzo lubię kosmetyki My Secret produkowane dla Natur przez Pierre Rene. Jest tam kilka prawdziwych perełek, na które warto zwrócić uwagę.

Od  dłuższego czasu z dziewczynami z Wizażu miauczymy o jakiś fajny, matowy fioletowy cień. Chyba tym razem My Secret posłuchało klienta, bo z najnowszej limitowanej kolekcji, dostępnej od 22 września w Naturach uświadczymy w końcu fioletowe cienie.

Edycja nazywa się Denim Love i zgodnie z pierwszym członem tej nazwy powinna się kojarzyć raczej z niebieskościami. A tu oprócz błękitów są też szarości i wymodlone fiolety.

Na kolekcję składają się :
Trio 314 Daylight
Trio 315 Walk at sunset
Lakier 151 Storm Clouds

Lakier 152 Heather Mist
Lakier 153 Berry Lea
Kredka 8 Blueberry

Kredka 9 Plum

Zdjęcia pochodzą z: http://miasta-kobiet.naszemiasto.pl/

Bardzo podoba mi się ta kolekcja- szczególnie kredki i lakier Storm Clouds i Berry Lea. Cienie też są niczego sobie. A wam przypadła do gustu ta edycja limitowana?

Wszystko w jednym czy wszystko jedno? Golden Rose All in One

Jestem jedną z wielu wyznawczyń teorii, że jak coś jest wszystkiego, to zazwyczaj do niczego się nie nadaje. Mimo to zawsze skuszę się na jakieś "2w1", "multiaction", czy (jak w tym przypadku) "all in one".

Ostatnimi czasy pokochałam malowanie paznokci intensywnymi kolorami. Jednak żywe odcienie często zabarwiały płytkę paznokcia (np. największym szkodnikiem w tym przypadku jest lakier Sensique Exotic Flower jasnobłękitny). A że nie mam ochoty domywać paznokci pięćdziesiąt razy zdecydowałam się na kupno lakieru podkładowego.

Akurat tak się złożyło, że przypadkiem natknęłam się na stoisko Golden Rose. Jako, że ta firma słynie z obłędnych lakierów, zatrzymałam się tam na dłuższą chwilę. Dokładnie obejrzałam stoisko i w oczy rzuciły mi się "odżywki" w kartonowych pudełeczkach. Skuszona napisem "All in one" kupiłam dzisiejszą bohaterkę.

Co obiecuje producent?
Wielozadaniowy - bezbarwny lakier do nadawania połysku i wzmocnienia twardości. Szybko wnika w paznokcie, chroni i ożywia ich barwę. Wzmacnia i uelastycznia płytki paznokci, czyniąc je bardziej odpornymi na łamanie i rozwarstwianie. Służy do przygotowania podłoża pod manicure. Stosowany na suchych paznokciach, zapewnia im wysoki połysk i zadbany wygląd. Zapobiega zabarwianiu się paznokci od lakierów o ciemnych kolorach. Stosowany na lakier do paznokci, nadaje mu połysk i zapewnia dłuższą żywotność.
 źródło: www.goldenrose.pl

Produkt ma konsystencję dość rzadkiego, bezbarwnego lakieru. Testowałam go na różne sposoby:
  • jako lakier bezbarwny- nie kupuję bezbarwnych lakierów, bo ich nie lubię. Ale skoro mam taki wielozadaniowy lakier to czemu nie spróbować. Golden Rose sprawdziło się w tym przypadku. Szybko schnie i długo utrzymuje się na paznokciu (do 5 dni). Zapobiega pękaniu paznokcia.
  • jako lakier podkładowy- tu też zdaje egzamin. Niebieskości, czerwienie, fiolety- żaden kolor mi nie straszny.
  • jako utwardzacz na lakier- tutaj jego działanie oceniam najsłabiej. Przedłuża żywotność lakieru o około 2 dni. Nie jest to najgorzej, ale oczekiwałam trochę "silniejszego" efektu.
  • jako nabłyszczacz- lakier nim pociągnięty nabiera "żywotności", nadaje ładny połysk.
Skład
Dobry produkt w przystępnej cenie. Nie jest panaceum na wszelkie problemy paznokciowe, ale uważam, że może się przydać fankom kolorowego manicure.

Cena: 8,90 zł/11 ml
Dostępność: stoiska Golden Rose, można także kupić na ich stronie
Ocena: 4/5

środa, 14 września 2011

Opowieści z morskich głębin. Joko Find Your Color J104 mat Sea story

Lubię lato. Może dlatego, że jest to jedyna pora roku kiedy można się odprężyć i wypocząć. No i poszaleć. Jak co roku w lecie mam bzika na punkcie intensywnie kolorowych lakierów do paznokci. Wielbicielka szarości i beżów w upalne dni zmienia się w maniaczkę zieleni, błękitów i różów.

W tym roku kolorem moich wakacji był niebieski. I, jak się okazuje, nie tylko dla mnie był to hit- od dłuższego czasu na różnych blogach widzę niebieski we wszystkich możliwych odcieniach- błękity, kobalty, granaty...

Lakier Joko kupiłam, bo zauroczył mnie jego kolor. Taki nietypowy- ani to kobalt, ani granat... Z morzem też niezbyt mi się kojarzy- kolor "morski" wyobrażałam sobie raczej jako niebieski z domieszką zieleni. Jaki to więc kolor? Hmmm, oceanicznej toni? Głębokiej, czystej... (dobra, trochę mnie poniosło). Dodatkowo przemówiło do mnie to, że ma być matowy. Jeszcze nie trafiłam na matowy lakier z prawdziwego zdarzenia. I ten niestety też nie jest matem- podobnie jak inne pseudomaty to satyna. Szkoda, mogło być tak miło.

Na plus muszę zaliczyć temu lakierowi krycie- wystarczy jedna warstwa. Zwykle jednak maluję dwie- tak czuję się pewnie.
Konsystencja też jest bardzo dobra- lakier się nie ciągnie, jest dość gęsty, ale dobrze się rozprowadza.
Paleta kolorów też jest interesująca, każdy znajdzie coś dla siebie.

Jednak nie będzie to mój ulubiony produkt i nie wiem, czy skuszę się na kolejną buteleczkę.
- pędzelek- ostatnio zrobiła się moda na grube pędzelki. Ale pędzelek pędzelkowi nie równy. Uwielbiam pędzelek w lakierach Rimmela, ale ten z Joko nie jest zbyt wygodny- źle się mi nim maluje.
- trwałość- już na drugi dzień ścierają się końcówki.


Porównanie pędzelków
Od lewej: Eveline, Joko, Rimmel


Miałyście jakiś lakier z tej serii?

Cena: 14 zł/10 ml
Dostępność: Hmmm, nie widziałam go w żadnej większej sieciówce. We Wrocławiu na pewno można go dostać w Feniksie.
Ocena: 3,5/5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...