Zdjęcia i tekst są w znacznej większości mojego autorstwa (jeżeli coś pochodzi z innego źródła zostało to wyraźnie zaznaczone). Nie kopiuj! Jeżeli chcesz wykorzystać treść lub zdjęcia zawarte na blogu- zapytaj!

niedziela, 17 września 2017

Bo do tanga... Czarszka Ultradelikatny balsam do mycia twarzy

Kilka lat temu, gdy internetowy światek kosmetyczny nieporadnie raczkował, chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, w którą stronę to wszystko zmierza. Dziś żyjemy w dobie, w której niektórzy internetowi twórcy z małych poletek stworzyli potężne latyfundia. Dla niektórych pisanie tekstów i kręcenie filmów stało się pełnoetatową pracą, a od swojej działalności chętnie odcinają kupony, Pojawił się trend na pisanie książek, a także na wypuszczanie produktów sygnowanych przez danego twórcę. I nie jest to tylko tendencja obecna w krajach zachodnich, dotarła także pod nasze, środkowoeuropejskie strzechy. Na księgarnianych półkach panoszą się książki, a w sieci  hulają sklepy, w których można kupić coś, do czego rękę przyłożył ulubiony bloger. Dziś właśnie o takim kosmetyku.

Przyznam się, że powoli uczę się odróżniać ziarno od plew i nie wierzę bezkrytycznie temu, co ktoś wypisuje lub wygaduje w sieci. Dlatego też nie pędzę do drogerii po przyswojeniu każdej hurraoptymistycznej recenzji. Nie oszalałam ze szczęścia, gdy na rynku pojawiły się kosmetyki dziewczyn, które śledzę od lat. Na spokojnie zdecydowałam się na maskę Anwen, a następnie na balsam do mycia twarzy Czarszki, Nie wykluczam, że skuszę się na coś jeszcze.

W ostatnim czasie prawdziwym hitem pielęgnacji jest oczyszczanie twarzy olejkami. Najchętniej w wariancie dwuetapowym, czyli olejek+żel do mycia twarzy. Jako rasowy leniuszek, który nie lubi wydziwiania, postanowiłam spróbować zabawy z olejkiem, ale z takim, którego zasadniczo nie trzeba dodatkowo domywać (Clochee, nie polecam). Olejkowe produkty z emulgatorami są na razie dość słabo reprezentowane, prym wiodą mieszanki czystych olejów i maseł. Nie odpowiada mi to, ale gdybym odejmowała za to punkty, z miejsca skreśliłabym większość olejków i balsamów myjących, bo na starcie byłby ocenione niżej. Widziały gały, co brały, więc niech ocenią, co kupowały :).

Czarszka wypuściła trzy rodzaje balsamów: aksamitny, regulujący oraz ultradelikatny. Z racji tego, że pierwsze dwa warianty zawierają olejki eteryczne, a ja chciałam stosować ten kosmetyk do demakijażu oczu, zdecydowałam się na wariant ultradelikatny, bezzapachowy (a właściwie delikatnie pachnący "tłustością"

Każdy balsam zamknięty jest w słoiku z brązowego szkła, co wpisuje się w schematy eko, bio, 100% natural, 100% handmade i cruelty free. Pomysł chwalebny, ale ciapciaki są niepocieszone - za każdym razem modliłam się, żeby nabrać odpowiednią ilość i nie sięgać tłustą łapką po kolejną porcję. Wszystko pali mi się w rękach, co poradzę?
(Moja etykietka była krzywa, Paulino :D!)

Konsystencja określiłabym mianem tłustego musu. Palce wchodzą w produkt jak w mięciutkie masełko. Balsam ma poślizg, czuć, że to bogaty produkt - sunie po skórze mniej więcej jak smalec po patelni, czyli dobrze, ale lekki opór jest. Nie trzeba jednak ciągnąć skóry, żeby go rozprowadzić. Do jego zmycia konieczny jest naprawdę porządny produkt myjący, taki do rozrobienia z wodą, nie żaden płyn micelarny, czy dwufazowy. Chyba że ktoś chce przemieścić swoją twarz w okolice kolan i mieć na niej ropne wykwity. 

Balsam w zamierzeniu ma służyć do usuwania makijażu i rozpuszczania zanieczyszczeń, a podczas jego stosowania możemy wykonywać masaż twarzy. Makijaż usuwa doskonale, chociaż na początku miałam wątpliwości odnośnie skuteczności w demakijażu oczu (tusz z duecie z wodoodpornym top coatem). Sama jestem sobie winna, bo próbowałam domywać go płynem micelarnym i płynem dwufazowym, podczas gdy wystarczyło potraktować go żelem do mycia twarzy i wszystko pięknie zeszło. Ale... Większość tych mydlin mnie szczypie (dlatego przerzuciłam się na micele i dwufazy; sam balsam nie wyżera gałek), często używam także produktów do skóry mieszanej lub tłustej, którymi nie powinno się przemywać powiek. Skóra po zmyciu balsamu jest gładziutka, ukojona, oczyszczona, ale nie ściągnięta, bardzo przyjemna w dotyku. Czasami zmywałam makijaż szybko, innym razem wykonywałam masaż twarzy (przy tym zabiegu żałowałam, że nie zdecydowałam się na wariant z zapachem), a przy żelu sięgałam po szczoteczkę soniczną. Za każdym razem byłam zadowolona.

Tak jak "pić trzeba umić", tak balsam należy oswoić. Początkowo nie miałam w planach zakupu kolejnego opakowania, nie odpowiadało mi działanie w przypadku oczu, ale tutaj biję się w pierś, mea culpa. Dziś wieczorem wyliżę ostatnią porcję i jakoś mi tak smutno. 

A, jeszcze jedna kwestia. Czytałam zarzuty, że drogo, że można samemu, bo półprodukty są tańsze. Wszystko można zrobić na własną rękę, nawet szminkę, czy tusz, droga wolna. Mnie cena początkowo wydawała się wygórowana i pewnie nie obraziłabym się, gdyby balsam był tańszy. To jednak jest kosmetyk robiony w małych partiach, a nie taśmowo, jak np. Nacomi czy Vianek. Rynek produktów do pierwszego etapu oczyszczania twarzy stale się poszerza, więc myślę, że każdy znajdzie coś, co będzie odpowiednie dla jego portfela,

Skład: Butyrospermum Parkii Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Mangifera Indica Seed Butter, Persea Gratissima Oil, Olea Europaea Fruit Oil.

Cena: 60 zł/100 ml (w cenę wliczona jest przesyłka)
Dostępność: czarszka.pl
Ocena: 5/5

niedziela, 10 września 2017

Po sezonie? Weekend zniżek z Avanti (15-17 września)

Wrzesień nie jest specjalnie lubianym miesiącem. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że z niecierpliwością czekają na niego jedynie te osoby, które zaplanowały urlop w egzotycznym miejscu oraz te, które świętują urodziny.  Ale... Wrzesień to nie tylko miesiąc powrotów do pracy i szkoły, wymiany fleków w botkach i grzania się w domu świeczkami, ale także miesiąc, w którym rozpoczyna się sezon rabatów. W tym roku zaczynamy zabawę z Avanti (4,99 zł; 9,99 zł z dodatkami: plastrami depilującymi do twarzy oraz kremem do rąk albo stóp; produkty marki Delia), które jest partnerem następnego weekendu (15-17 września).

Zasady zabawy są już chyba znane, ale przypomnę:

  • w sklepie stacjonarnym należy okazać kupon - jedne placówki chcą mieć wycięty, innym wystarczy pomachanie gazetą,
  • kody do sklepów internetowych obowiązują 15-17 września - wszelkie odrębności w tym zakresie są wskazane przy konkretnej zniżce.

To jedziemy!


Sklepy stacjonarne

The Body Shop - w ramach akcji zniżkowej przy zakupie 2 kosmetyków 2 kolejne gratis. Oferta dotyczy produktów w pełnej cenie, nie obejmuje zestawów i nie łączy się z innymi promocjami.

Sklepy stacjonarne i online

Annabelle Minerals - producent popularnych minerałów oferuje 10% do firmowego esklepu oraz na zakupy w salonie przy ul. Mokotowskiej 51/53 w Warszawie, Kod do sklepu internetowego: A1MO (albo 0).

Drogeria Amica - niewielka sieć drogerii z województwa mazowieckiego uruchomi 20% rabatu na kosmetyki m.in. Avene, Bioxsine, Splat, Sylveco, Svr, Vichy, Oillan, Bioderma, A-Derma, Ducray, Dermedic. Stacjonarnie rabat obowiązuje do 17 września, a online do 30 września na hasło Avanti2017.

Golden Rose - 20% w punktach stacjonarnych i sklepie online zawsze cieszy entuzjastki tej marki. Może kolejny kolor matowej kredki lub szminki, popularny wypiekany puder albo enty lakier? Proszę bardzo; z kuponem stacjonarnie, z kodem 2017AVANTI na stronie.

Home&You - na dziale z ręcznikami można znaleźć nie tylko zestawy od stereotypowej synowej dla stereotypowej teściowej, ale popularne w sieci kosmetyki Yope (a także ich środki czystości). 20% na hasło QPON20.

Kremoteka - kolejna okazja dla Warszawianek albo dla wytrawnych klikaczek. 20%, ale niestety tylko na jedną markę - Mokosh (zniżka nie łączy się z innymi promocjami). Kod do sklepu online: Avanti17.

NYX - 20% na wybrany asortyment w firmowych sklepach stacjonarnych i internetowym. Kod do esklepu: AVANTI2017.

Sklepy online

Bandi - na hasło avanti zakupy w sklepie internetowym tej marki zrobimy 25% taniej. Rabatowi nie podlegają jednak zestawy prezentowe.

BeeYes - pszczółki po raz kolejny biorą udział w akcji rabatowej. Od 15 do 30 września oferują rabat w wysokości 20% na kosmetyki BeePure i Propolia oraz suplementy diety oparte na produktach pszczelich. Kod: BeeAva.

ChiodoPro - dzięki wpisaniu hasła Avanti2017 20% taniej zapłacimy za lakiery i zestawy z kolekcji "With Love from LA".

Cocolita - od 15 do 20 września drogeria proponuje 10% zniżki na cały asortyment z kodem Avanti2017.

Ekobieca- kolejna z wiodących drogerii internetowych i kolejny rabat. Tym razem w wysokości 15% na hasło avanti2017.

Ekomaluch - świetna opcja dla mam i ich pociech, ale nie tylko. Rabat 20% z kodem Avanti2017 obowiązuje na cały asortyment, a w jego skład wchodzą m.in. kosmetyki Couleur Caramel, Uoga Uoga, Santaverde, SoBio, Coslyls, Vianek, Sylveco, Clochee, Nikel, Orientana, Montbrun, Etja, Bentley Organic, Fresh&Natural...

Empik - z kodem WRZESIEN10 10% dodatkowego rabatu na perfumy damskie i męskie.

Ezebra - i następna... Tym razem nie rabat, darmowa dostawa przy wyborze opcji przesyłki "Paczka w Ruchu". Bez kodu.

Lu - od 15 do 20 września konkretne 40% na hasło LU40kup. Paznokciary, do boju, to sklep dla was. Hybrydy, pyłki, żele... Aż żałuję, że nie potrafię w paznokcie. 

MAC - 30% rabatu na ostatnie sztuki, bez kodu.

MakeSkinSofter - sympatyczne 25% na kosmetyki do ciała marki Nacomi z kodem nacomi25 do 29 września. Nie jest to najlepsza opcja do zakupu produktów Nacomi, w Hebe zdarza się 40%.

Neicha - porządne 35% aż do 15 października. Z hasłem Avanti2017 masz szansę poprawić swoje rzęsy. Ja nie umiem - pewnie zamiast na powiece przykleiłabym na łokieć.

Peel - "kosmetyki gwiazd" z wyłączeniem marek Color Wow oraz Maria Nila 15% taniej po wprowadzeniu kodu 092017.

Strefa Urody - ta drogeria oferuje 20% na marki Golden Rose, Catrice, Ecocera, Hakuro i inne. Kod: SU179AVT.

Wizaz24 - 15% na cały asortyment sklepu na hasło Avanti2017


Ta akcja rabatowa obfituje w zniżki do drogerii internetowych. Maniaczki kosmetyków pójdą na zakupy, ale przed komputerem. Znalazłyście coś dla siebie?

niedziela, 3 września 2017

Powakacyjne porządki. Zużycia sierpnia

Co zrobić, gdy dogrzewasz się przy świeczce, kawa się skończyła, a Ty przymarzasz do krzesła? Rozgrzać się małym treningiem na klawiaturze! Mogłam włączyć Mistrza klawiatury, ale zalogowałam się tutaj i pomyślałam, że to dobra okazja na wypocenie kolejnej notki. Chociaż, biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, o pot będzie ciężko; może kapać z nosa, ale bynajmniej nie z jego czubka.

Co tygryski lubią najbardziej? Zakupy! Do tych nie powinnam się przyznawać, przesadziła. Co jeszcze lubią? Jak nie to, co przybyło, to to, co ubyło. Denko raz, proszę!


Muszę się wam przyznać, że ostatnie miesiące były wyjątkowo owocne w kwestii odkrywania potrzeb mojej problematycznej łepetyny. Po latach prób i błędów, kilkukrotnym błądzeniu po ślepych uliczkach, w końcu udało mi się ustrzelić ancymona, który sprawił, że zaczynałam się sypać. Eliminowałam SLS, szukałam szamponów bez soli, a okazało się, że winowajcą był cocamidopropyl betaine. Zaczęłam więc rozglądać się za kosmetykami bez jego towarzystwa w składzie. 

Szampon nawilżający Organic Surge wyhaczyłam w TK Maxxie (w tej chwili to moja ulubiona drogeria, słowo :D). Markę poznałam dzięki Czarszce i to za jej namową zaczęłam się za nią rozglądać. Szampon jednak nie sprawił, że rozbrzmiały anielskie trąby. Był taki zwyczajny. Zapunktował migdałowym zapachem, ale w kwestii nawilżenia niezbyt się popisał. Dużo lepszy w tym zakresie jest szampon EcoCosmetics i to on właśnie gości w mojej łazience (to chyba piąta butelka w tym roku).

Nadal nie udało mi się znaleźć idealnej odżywki. Podczas zamówienia w Empiku dorzuciłam do koszyka super silną maskę do włosów stymulującą wzrost marki Bania Agafii, która super mocno nie wydrenowała portfela, ale i też nie zachwyciła. Nie podrażniła skóry głowy, ale nie zaobserwowałam jakiegoś pozytywnego działania w postaci chociażby nawilżenia. Ale mały plusik za cedrowy zapach. 
Odżywka kokosowa Desert Essence to kolejny produkt, który kupiłam z polecenia dziewczyny z YT. Nie miałam co do niej wielkich oczekiwań, ba, co więcej byłam przekonana, że nie będę zadowolona. Zdziwiłam się, bo co prawda może moje włosy nie były tak dociążone jak lubię, ale ten kosmetyk całkiem przyjemnie nabłyszczał, wygładzał i nawilżał włosy. Być może jeszcze powtórzę tę przygodę, teraz dałam szansę wersji Mango.



Pachnące produkty do ciała to moja słabość. Uwielbiam owocowe żele pod prysznic i balsamy do ciała o zapachu cukierni pod jednym warunkiem: że te zapachy są prawdziwe, a nie na bazie proszku do prania i mydła. I tym trzem muszkieterom ze zdjęcia niczego pod tym względem nie mogę zarzucić.

Roszerowa sekta często kusi bardzo korzystnymi promocjami. Tym sposobem zaopatrzyłam połowę rodziny w zapas żeli na rok. Dla siebie wybrałam wersję z morelą i rozmarynem. Dotychczas w YR wybierałam słodkie wersje wanilii i kokosa, omijając te bardziej owocowe. Niesłusznie! Ten żel naprawdę dobrze pachnie! Rozmarynu tam próżno szukać, zapach jest wyraźnie morelowy, ale nie  jest to przejrzały owoc. Cieszę się, że zwabiona niską ceną, kliknęłam dwie butelki.
Żele pod prysznic The Body Shop to moi ulubieńcy. Szczególnie, gdy uda mi się za nie zapłacić połowę kwoty regularnej. Dość gęste, mocno perfumowane. Wariant Virgin Mojito świetnie sprawdzał się w upały, limonka z miętą przyjemnie orzeźwiały (zimą pewnie kręciłabym nosem, że Ludwik itd.).

Waniliowe mleczko do ciała Yves Rocher to kosmetyk, który dość często do mnie trafia. Nie jest to wybitny produkt pielęgnacyjny, ale cenię go za szybkie wchłanianie i długotrwały, dość intensywny zapach, który przenika przez ubrania. Jeżeli szukacie pachnących smarowideł do ciała, to zdecydowanie polecam odwiedzenie salonu tej marki. Mleczka z serii Plaisirs Nature są pod tym względem bardzo dobre, ale prawdziwe petardy to balsamy z linii zapachowych np. Vanille Noir, Moment de Bonheur czy So Elixir; po nich pachnie całe mieszkanie - moje i sąsiadki z dołu :D.


W miarę możliwości, chęci i widzimisię staram się sięgać po kosmetyki naturalne. Najlepiej nietestowane na zwierzętach. Wegańskie. I polskie. Im więcej kryteriów ma spełniać produkt, tym bardziej rośnie trudność zakupów. Nie chcę, żeby kupno kremu do twarzy prowadziło do bezsennego tarzania się w pościeli, dlatego zwykle w jakimś względzie odpuszczam.

Mogę się mylić, ale Rumiankowa Esencja Polny Warkocz spełnia wszystkie wymogi. I jest przy tym fantastycznym kosmetykiem w niskiej cenie. Doskonale domywa makijaż, nie podrażnia oczu, nie wysusza, nadaje się do porannego oczyszczania twarzy. Cudo. Minus? Szklana butelka (ale jak najbardziej wpisująca się w trend eko) i stosunek pojemności do wydajności. To 150 ml to impreza na dwa tygodnie. Warto!

Z czym jest największy problem w przypadku kosmetyków naturalnych? Z kolorówką. I z pielęgnacją przeciwsłoneczną. W pełni naturalny filtr musi być oparty na filtrach mineralnych. A te nie są tak komfortowe w stosowaniu jak chemiczne. Przede wszystkim - bielą i się mażą. Ten Face The Day Goddess Garden nie jest w tym obszarze wyjątkiem, trzeba poświęcić mu trochę uwagi podczas aplikacji. To bardzo dziwny produkt, który według zaleceń producenta powinien był stosowany jako baza pod makijaż. Należy go chociaż przypudrować, bo w przeciwnym wypadku skóra zaczyna się jakby pocić, filtr zaczyna się skraplać (pierwszy raz spotkałam się z czymś takim). Nie zauważyłam, żeby jakoś znacząco przedłużał trwałość makijażu, ale też jej nie skracał. Traktowałam ten produkt jako nawilżający krem z filtrem i nawet sprawdził się w tym względzie - skóra była w dobrej kondycji, nie pogorszył się jej stan, nie pojawiły się także przebarwienia. Stosowałam go z fluidami i tutaj nie mam zarzutów, w przypadku sypkich minerałów konieczne będzie przypudrowanie kremu przed nałożeniem podkładu. Dziwny kosmetyk, nie wiem, co o nim myśleć.

Sierpień nie był zbyt obfity w zużycia. A co Wy wykończyłyście? Może coś Was zainteresowało lub chciałybyście mi coś polecić? Jestem otwarta na sugestie.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Dobrze, że jest źle

Halo, czy jest tu kto?
Mam nadzieję, że pojawił się element zaskoczenia i choćby przez przypadek przejdziesz tutaj ze swojej listy czytelniczej.
Nie zamierzam się gęsto tłumaczyć, ale... (wszystko, co przed "ale" się nie liczy, prawda?). Przerwa w nadawaniu nie była zaplanowana. Tak wyszło, po prostu. Perypetie życiowe i przemyślenia pseudopsychologiczne raczej nikogo nie zainteresują... Chociaż muszę przyznać, że zdziwiłam się przy przeglądaniu blogrolla - u mnie jakby czas się zatrzymał, niektórzy wykorzystali go na zmiany. Mniejsza z tym.

Zawiesiłam swoją blogową przygodę mało przyjemnym postem. Niefortunnie? Wręcz przeciwnie, uwielbiam sączyć jad. Pomyślałam więc, że tak źle jak skończyłam, tak źle zacznę. W ostatnim czasie trafiałam raczej na niezłe lub wręcz bardzo dobre produkty. Ale napatoczyły się takie dwa, które znów sprawiły, że palce zapragnęły bez opamiętania walić w klawiaturę. To ruszamy z kopyta!

Neutrogena Visibly Young Pink Grapefruit Facial Wash



Jeszcze nie tak dawno temu, Neutrogena była obecna na półkach polskich drogerii jedynie na półkach z pielęgnacją ciała. Balsam? Proszę bardzo. Krem do rąk? Tutaj. Marka oferuje jednak nie tylko kosmetyki do ciała, ale również do pielęgnacji twarzy, produkty do makijażu oraz preparaty z ochroną przeciwsłoneczną. Od kilku lat przymierzałam się do różowej serii Neutrogeny, kilkukrotnie lądowała na mojej liście zakupów w sieci DM, jednak zawsze z nią coś wygrywało. Nieoczekiwanie rok temu, upatrzona grepfrutowa linia pojawiła się w Rossmannie. Gdy po świętach znalazłam przeceniony zestaw świąteczny, szybko pobiegłam z nim do kasy.
Stara blogowa prawda głosi, że trudno dostępny kosmetyk kusi bardziej. Szczególnie, gdy zbiera dobre noty.
W tym miejscu mogłabym wkleić jakiś humorystyczny obrazek z cyklu "oczekiwania vs. rzeczywistość". Cóż, to nie jest dobry produkt. Przynajmniej nie dla mnie. Od kosmetyku do mycia twarzy oczekuję skutecznego działania oczyszczającego. Neutrogena myje, ale nie domywa. Poległa w starciu z balsamem myjącym Czarszki, z którym cudownie rozprawiał się żel Skin79 - wyskakiwały mi ropne gule jakich daaawno nie widziałam. Przy samodzielnym stosowaniu żel dawał wrażenie odświeżenia skóry, zdzierał nagromadzony tłuszcz, pozostawiając skórę skrzypiąco suchą, ale nie domywał makijażu, co brutalnie objawiał płyn micelarny. 
Zalety? Kwestie marginalne - opakowanie z blokowaną pompką, różowy kolor i zapach (chemiczno - łazienkowy grejpfrut, ale mnie odpowiadał).

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Lauryl Glucoside, Sodium Lauroamphoacetate, Cocamidopropyl Betaine, PEG-10 Methyl Glucoside Dioleate, Salicylic Acid, Benzakonium Chloride, C12-15 Alkyl Lactate, Cocamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Citrus Grandis Fruit Extract, Sodium Benzotriaolyl Butylphenol Sulfonate, Polysorbate 20, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, CI 16035, CI 60725.

Cena: ok. 18 zł/200 ml
Dostępność: Rossmann, Tesco

Bell Water Extreme Waterproof Eyeshadow 01 i 04


Historia zapewne znana każdej szanującej się maniaczce kosmetyków: idzie taka gwiazda po prozaiczne sprawunki (papier toaletowy czy inne worki na śmieci), a tu nagle staje jak rażona piorunem. MUSZĘ TO MIEĆ! I wychodzi ze sklepu ze swoją zdobyczą, zazwyczaj bez tego, po co przyszła. Znacie to? Na pewno. Moja historia wyglądała podobnie, z drobną różnicą - udało mi się zrealizować listę zakupów. Brawo ja.
Niestety nie mogę sobie pogratulować zakupu tych cieni. Kręciłam się koło szafy Bell dobry kwadrans, zanim się zdecydowałam. Skusiły mnie nie tylko obłędne kolory, obok których tak trudno jest przejść obojętnie, ale i to, że te dwie namalowane linie trzymały się jak tatuaż. Zapomniałam o podstawowej sprawie - sucha skóra dłoni trochę różni się od tej tłustej na oku. Przystąpiłam do testów i... klops. Osoby odpowiedzialne za wypuszczenie tego produktu powinny dostać własny kocioł w piekle. Podgrzewany na dwóch palnikach. Te cienie parują! Naprawdę! Nie zbierają się w załamaniach, one po prostu znikają! Plackami! I to niezależnie od tego, czy wylądują na bazie, czy też na gołej powiece.
Wodoodporne, dobre sobie. One nawet nie są powietrzoodporne!

01 i 04 - piękne, ale cóż z tego?

Skład: Cyclopentasiloxane, Trimethoxysilicate, Mica, Cera Microcristallina, Cyclohexasiloxane, Copernicia Cerifera Cera, Isocetyl Stearoyl Stearate, C10-18 Triglycerides, Cera Alba, Tocopherol Acetate, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Glyceryl Caprylate, PEG-8, Citric Acid, BHT
(May contain: CI 75470, CI 77491, CI 77499, CI 77510, CI 77891, Silica, Synthetic Fluorphlogopite, Tin Oxide)

Cena: 7,99 zł
Dostępność: szafa Bell w Biedronce

Od razu lepiej. Mam nadzieję, że wybaczycie mi wszystkie niedociągnięcia. Liczę, że uda mi się wpaść w blogowy rytm i będzie mi to sprawiało przyjemność. A co tam u Was słychać? Przy okazji chciałabym zaprosić na moje konto na Instagramie (@czasamikosmetycznie) - oglądanie obrazków mnie wciągnęło i tam jestem na bieżąco. Do następnego!

niedziela, 16 października 2016

Z grubsza. Allverne Woda micelarna

Mniej znaczy więcej. Podobno. Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że więcej nie zawsze znaczy lepiej, wręcz zazwyczaj oznacza gorzej. Przynajmniej jeżeli chodzi o kosmetyki. Pamiętacie te ogromniaste butle z szamponem familijnym, które stały w łazienkach dwadzieścia lat temu? No właśnie. A niektórzy (ja, przyznaję się bez bicia) nadal lecą na duże opakowania. O ile jeszcze widzę sens w kupowaniu ukochanych produktów w większym rozmiarze, tak zupełnie nie wiem, po co, przy pierwszej styczności z czymś, od razu sięgać po "xxl", "super pojemność 1 l", "30% gratis". Nie wiem, ale ręka odruchowo wędruje w kierunku większego, teoretycznie bardziej opłacalnego, opakowania. I tak głupia gęś, zamiast zacząć test od butelki o pojemności 100 ml, od razu rzuciła się na pół litra. Ma za swoje.

Zanim wyleję resztę żali, spróbuję się przez chwilę skupić na błahostkach. Opakowanie jest dość spore, a dzięki temu, że jest przezroczyste, można kontrolować stopień zużycia. Butelka zwieńczona jest zatyczką, po przyciśnięciu której wyłania się otwór dozujący produkt. Rozwiązanie to znane jest chociażby z płynów micelarnych Tołpy oraz biedronkowego BeBeauty. Nie ma się do czego przyczepić.

Zupełnie neutralną kwestią jest dla mnie zapach tego produktu. Nie jest nieprzyjemny, przeciwnie, pachnie całkiem znośnie. Jednak producent wspomina coś o hypoalergiczności produktu, a wodę dedykuje również skórze wrażliwej i naczynkowej. Jako posiadczaczka smoczej skóry mieszanej z pewnością nie jestem aż tak dobrze obeznana w temacie, ale wydaje mi się, że produkty dla alergików i osób z wrażliwą cerą powinny być jak najmniej perfumowane, bo substancje zapachowe mogą działać drażniąco. 

Zasadniczą kwestią w przypadku płynu micelarnego jest jego skuteczność w zmywaniu makijażu. Cóż... Woda micelarna Allverne to raczej taki tonik odświeżający, nie płyn micelarny z prawdziwego zdarzenia. Lekko oczyszcza skórę, nie pozostawia lepkiej warstwy, ale makijaż raczej lekko narusza niż usuwa. Jest delikatny dla skóry, ale bezlitosny dla oczu. I tego producentowi nie wybaczę, bo "nie powoduje szczypania i łzawienia oczu". Tak się nie bawimy.


Pokaz (nie)skuteczności

Nie bądźcie jak ja, bądźcie mądrzejsze i nie kupujcie za pierwszym razem pojemności jak dla gabinetu kosmetycznego. Straciłam 18 zł, a mogłam tylko 7.

Skład: Aqua, Propylene Glycl, Polaxamer 184, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Disodium Cocoamphodiacetate, Parfum, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Panthenol, Disodium EDTA, Glycerin, Sodium PCA, Sodium Hyaluronate, Hedera Helix Leaf Extract, Hammamelis Virginiana Leaf Extract, Arnica Montana Flower Extract, Hypericum Petrforatum Flower Extract, Aesculus Hippocastanum Seed Extract, Vitis Vinifera Leaf Extract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Cena: ok. 18 zł/500 ml
Dostępność: Drogerie Hebe
Ocena: 1,5/5

czwartek, 6 października 2016

Dobre noty za styl. Stylowe zakupy z Grazią i Twoim Stylem (7-9 października)


Nasze portfele pewnie z ulgą śpiewają "to już jest koniec". Zanim ten wyczekiwany koniec nastąpi, ostatni weekend zniżek (a przynajmniej tak się zapowiada) nadciąga, by zrobić lekki drenaż portmonetek i kart płatniczych. Niewysokie, ale solidne rabaty do znanych i lubianych marek to chyba klucz do sukcesu.

Dla rozwiania wątpliwości, dla osób, które jeszcze "nie umieją w weekendy rabatowe":
  • zniżki obowiązują od 7 do 9 października, chyba że przy konkretnym rabacie wskazałam inny termin,
  • nie łączą się z innymi promocjami (wyjątek: Naturativ),
  • kody/hasła podane przy zniżkach podajemy w sklepach internetowych - stacjonarnie trzeba okazać kupon (wycięty albo nie, zależy od sprzedawców i wymogów danej sieci).


Stacjonarnie

Bath&Body Works - kupisz co najmniej dwa produkty, otrzymasz 30% zniżki. Rabat jak rabat, taki sam w każdej akcji promocyjnej.

Kiko Milano - 20% na cały asortyment to obniżka, którą można wziąć pod uwagę. Chociaż w przypadku tej marki lepiej uśmiechać się do wyprzedaży.

Perfumeria Mada - od  7 do 16 października mieszkanki Wrocławia będą mogły skorzystać z rabatu w wysokości 25% na zakupy w tej perfumerii.

The Body Shop - ile to 2+2? Teoretycznie 4, ale w TBS przy zakupie 4 produktów zapłacimy za 2 najdroższe.

Victoria's Secret - gdy przyjdzie ci na myśl, żeby w sklepie z bielizną kupić perfumy, to w VS otrzymasz na nie rabat:  o 100 zl spadnie cena butelki o pojemności 50 ml, a o 150 zł - 100 ml.

Vipera Cosmetics - w weekend kosmetyki na wyspach Vipery będzie można nabyć w cenie o 20% niższej.

Ziko Dermo - przy zakupach za kwotę minimum 100 zł, rachunek w części dermo będzie opiewał na kwotę o 20% niższą.

Stacjonarnie i online


Bandi - aż do 16 października będzie można skorzystać z 20% zniżki w Instytucie Bandi. W sklepie internetowym taki sam rabat na hasło Grazia20 obowiązuje do 11 października.

Clinique - 20% na produkty tej marki z wyłączeniem zestawów oraz miniatur. Do 9 października w salonach firmowych, do 11 października w sklepie internetowym z kodem GRAZIA2016.

Dottore - do 9 października zniżka będzie obowiązywała w wybranych salonach kosmetycznych, do 11 października online. Kod: Grazia2016.

Douglas - 20% na zapachy w perfumeriach i sklepie online - tu z kodem 9170154002244959997. Mam nadzieję, że się nie grzmotnęłam :D.

Drogerie Natura - 30% mniej zapłacimy za markę Kobo zarówno w drogerii stacjonarnej, jak i w ramach sprzedaży internetowej (tu kod: Stylowe 2016)

Golden Rose - popularna turecka marka oferuje kosmetyki w przystępnych cenach, ale skoro można taniej... 20% ceny zawsze mieć lepiej w kieszeni. Kod: Grazia16.

Inglot - szaleć można w salonach i na wyspach do 9 października. Buszujący w sieci mogą dać sobie czas do 11 października. 20% do Inglota zdarza się tylko dwa razy do roku. Zniżka nie obejmuje akcesoriów oraz perfum Anji Rubik. Hasło: INGLOT2016.

L'occitane - 20% na asortyment w pełnej cenie, z wyłączeniem produktów z gamy Divine sprzedawanych pojedynczo. Kod: Grazia2016.

Mydlarnia u Franciszka - rabat w wysokości 20% obowiązuje w stacjonarnych mydlarniach w czasie trwania weekendu, a do 11 października taniej zapłacimy za zamówienie złożone w esklepie. Kod: Grazia2016.

Organique - do 9 października 20% mniej zapłacimy za zakupy w salonach tej marki. W przypadku chęci skorzystania z zamówienia internetowego, mamy czas do 11 października. Hasło do esklepu: Grazia2016.

Paese - niezły, 30% rabat otrzymamy na stoiskach od 7 do 9 października. Ze zniżki w takiej samej wysokości będzie można skorzystać także online, do 11 października. Podczas poprzednich akcji były przeboje z rabatem do esklepu, uzbrojcie się w cierpliwość. Kod do sklepu online: Stylowe2016

Sephora - żaden rarytas, czyli 20% na markę własną perfumerii ważny z kartą klienta. Do 9 października stacjonarnie, do 11 również online na hasło G116.

Stenders - 50% na linię modelującą (kuszące) oraz 25% na pozostałe zakupy - do 9 października w punktach firmowych, do 11 października na własnej kanapie. Kod: Grazia16.

The Secret Soap Store - w sklepach stacjonarnych do 9 października, online do 11. Jaka zniżka? 20%. Hasło: STYLOWEZAKUPY.


Online

Hair2Go - do 11 października można kupić produkty marek Kevin.Muprhy, Alterna, Living Proof, Eleven Australia, Olaplex 20% taniej na hasło Grazia20.

Merlin - 10% na cały asortyment z kodem Grazia2016 do 11 października.

Naturativ - 25% rabatu na wszystkie produkty marki (w tym przecenione) do 11 października na hasło Grazia2016.

Thalgo - 20% zniżki do 11 października z kodem Grazia2016.

Mam przeczucie, że tym razem zwróci mi się koszt zakupionej makulatury. A Wy wypatrzyłyście coś dla siebie?

piątek, 30 września 2016

Ani szaleństwo, ani zakupy. Szaleństwo zakupów z Elle, InStyle i Glamour (1-2 października)


Jesień w pełni, podobnie jak sezon zniżek. Czas na kolejną odsłonę kosmetycznych rabatów, tym razem w wykonaniu Elle, InStyle i Glamour. Elle było pierwszym zakupionym przeze mnie czasopismem z jesiennymi zniżkami. I bardzo mnie rozczarowała ich oferta. Nie zachwyca wysokość rabatów, a i partnerzy nie należą do moich ulubionych. Minus za to, że część zniżek będzie do wykorzystania jedynie z kartą banku Credit Agricole. Ciekawa jestem, jak będą to weryfikować przy zakupach w sklepie internetowym z płatnością za pobraniem :D.

Stacjonarnie

Super - Pharm

  • Auriga - 35% zniżki na całą markę od 1 do 31 października
  • John Frieda - przy zakupie jednego produktu tej firmy, drugi, tańszy, otrzymamy za grosz.
  • Kosmetyki AA - 40% na cały asortyment marki. Zniżka nie obejmuje linii long4Lashes.
  • Nuxe - przy zakupie dowolnego produktu Nuxe kupujący otrzyma 30 ml suchego olejku bez drobinek.

Origins - przy zakupach, których wartość przekroczy 99 zł, w sklepie firmowym marki dorzucą 15 ml kremu GinZing Energy-boosting.


Stacjonarnie i online

Annabelle Minerals - tym razem zniżka bez progu kwotowego. Skromne 10%, nie obejmuje zestawów. Kod: 10SZ16.

Fale Loki Koki - zarówno online, jak i w punktach firmowych będzie można skorzystać z 20% zniżki na kosmetyki marek Artego, Davines, Kemon i Montibello. W sklepie stacjonarnym z promocji można skorzystać do końca października. Hasło do sklepu internetowego:  ZAKUPY20.

Inveo - rabat rzędu 30% na serum do rzęs będzie można wykorzystać na stronie internetowej producenta oraz w Drogeriach Natura. Kod: INVEO16.

Sephora - 20% zniżki na produkty do makijażu ust dla czlonków klubu Sephora. Hasło do sklepu internetowego: SZALEJ16.

Online


Ava Laboratorium Kosmetyczne - Ava oferuje 30% zniżki na kosmetyki detaliczne od 1 do 31 października. Jest haczyk, rabat działa od 150 zł. Kod: AVAECO


beGlossy - 30% taniej zapłacimy za pierwsze pudełko w subskrypcji lub pakiecie. Hasło do sklepu: SZ2016BG.


BeeYes - od 1 do 16 października kod BeeYes będzie uprawniał do zakupu kosmetyków na bazie produktów pszczelich z 20% zniżki.


Body Boom - peelingi w saszetkach od 1 do 14 października będzie można nabyć 20% taniej. Kod: szlenstwo2016

Bodyland - do 10 października na hasło BLZAKUPY otrzymamy 15% zniżki.


Costasy - 15% na pelnowymiarowe produkty z kodem:  SKDZ1625


Dottore - marka promuje się hasłem "medycyna dla urody", ciekawe, czy coś w tym jest? Na weekend przygotowała rabat 20% na hasło: dottore16.

Foreo - 20% na zakup sprzętów tej marki to naprawdę duża rzecz. Zniżka obejmuje soniczne szczoteczki do zębów Issa i Issa mini oraz akcesoria do nich, soniczną szczoteczkę do twarzy Luna (for Men, Mini, Pro), a także płyn do oczyszczania (dzień, noc, Men) i masażer do okolic oczu Iris. Hasło: BEAUTY20.

Hair2Go - w weekend marki Kevin.Murphy, Olaplex, Alterna, Living Proof, Eleven Australia oraz Color Wow będą tańsze o 20%. Hasło: rabat20.

Hairstore - 15% obejmuje cały asortyment sklepu. Z kodu HSZAKUPY można skorzystać do 10 października.

Kiehls - 200 pierwszych osób, które od dziś do 3 października w polu na hasło rabatowe wpisze KIEHLS-150 otrzyma miniaturę kultowego serum Midnight Recovery Concentrate oraz kremu pod oczy Midnight Recovery Eye.

Ministerstwo Dobrego Mydła - do końca października spragnieni mydeł w kostce mogą je kupić 20% taniej po wprowadzeniu hasła SZALENSTWOZAKUPOW.

Pierre Rene - z rabatu w wysokości 30% na hasło ZAKUPY2016 będzie można skorzystać do 15 października. Tak między nami to żaden rarytas, w Drogeriach Natura właśnie skończyła się promocja -40%, która obejmowała m.in. tę markę.

Tołpa - szalenstwo2016 obniży ceny o 25% wszystkich dostępnych kosmetyków z wyłączeniem zestawów promocyjnych.

Urban Decay - do 3 października kod UD20EX sprawi, że zakupy na oficjalnej polskiej stronie tej marki będą 20% tańsze.

Warsztat Piękna - przy załadowaniu koszyka produktami za minmum 200 zł będzie można skorzystać z 20% rabatu. Hasło: bonFIG.

Rabaty z kartą Credit Agricole

Bath&Body Works - przy zakupie co najmniej 2 produktów uruchomi się rabat 30% na całe zakupy.

Cocolita - 20% na Makeup Revolution, Freedom Makeup, MUA, Sleek, Yankee Candle, Skin79, Beauty Crew, Catrice i Golden Rose. Hasło: Szalenstwo20.

Douglas - zniżka w wysokości 20% na makijażową markę własną - Douglas Make Up - będzie obowiązywała stacjonarnie i online z kodem: 9170154002346613617.

Phenome - zakupy z 20% rabatem zrobimy w sklepach stacjonarnych

Stenders - do 7 października w sklepach stacjonarnych oraz w sklepie internetowym będzie obowiązywała zniżka w wysokości 25%. Kod: ZAKUPY16.

Yves Rocher - 40% rabatu na dowolny kosmetyk do pielęgnacji twarzy, a w sklepie stacjonarnym dodatkowy gratis w postaci płynu micelarnego o pojemności 200 ml. Hasło: ZAKUPY.

Moim zdaniem nie ma tu nic kuszącego, ale może Wy macie inne zdanie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...